Okołoświąteczne darcie kaczego pierza

icon-tol-blue-160321-60Oj, cóż to się dzieje? Kłótnia w rodzinie, wręcz wojna  w rodzinie! Oto publicysta Zaręba w tygodniku którego tytułu wstydzę się wymawiać, zaatakował naukowca Cenckiewicza, przypisując  mu niezdrowe obsesje,  które to obsesje jednoznacznie dyskwalifikują go jako przyszłego szefa IPN.

W słusznym odwecie słuszni publicyści Gmyz i Ziemkiewicz, dali równie słuszny odpór „gnidzie” (takie słowo nie padło, ale te które padły były bliskoznaczne) Zarębie, który nie dość,  że siedzi okrakiem na barykadzie, to jeszcze sra na niewłaściwą stronę tej barykady, czyli w skrócie mówiąc, własne gniazdo kala. Bo przecież naukowiec Cenckiewicz, to narodowa wartość dodana, to komandos prawdy,  który wykrył i rozbroił śmierdzący  granat pod tytułem Wałęsa.  A narodowego dobra jak wiadomo się nie opluwa.

Stojąc pod ścianą, choć nadal z opuszczonymi jeszcze łapkami, publicysta Zaręba broniąc się dowodzi, że IPN to – teoretycznie przynajmniej – coś więcej, niźli tylko Instytut Dekonspirowania Wałęsy (w skrócie IDW), na co z kolei autorytet Wyszkowski odpowiada, że  Wałęsa to największy wrzód na dupie Polaków, zwłaszcza tych prawdziwych, więc IDW jest bardziej potrzebny niż IPN.

Zaręba to jednak ciamajdowaty na pozór tylko cwaniaczek z Grochowa, więc nie odpuszcza i wali między oczy mówiąc, że sorry, ale szefem poważnej instytucji, nie może być jednak gość, co prawda z profesorskim tytułem,  ale też z rozlicznymi obsesjami.

No, bo jeśli ktoś uważa Czerwone Berety za organizację zbrodniczą o charakterze zbrojnym, a Piłsudskiego za zdegenerowanego syfilityka bez grama rozumu, to zamiast w fotelu dyrektorskim powinno go się sadzać co najwyżej w fotelu psychoanalityka, lub dobrego psychiatry.

Głos w dyskusji zabierała też Dorota Kania, ale Kania to – przypominam – przestępca, karany za wyłudzenia, a przestępcom w dyskusjach  ideologicznych,  przynajmniej na tym forum, głosu nie udzielamy. Tym bardziej, że głoś był głupi, tak mniej więcej głupi jak właścicielka głosu.

W ten więc oryginalny sposób, prawica miedzy sobą merytorycznie sobie dyskutuje, wzbudzając nieukrywana mą radość. Doszedłem jednak do momentu, w którym zupełnie straciłem rozeznanie, kto zacz wróg a kto przyjaciel (Cenckiewicza), a kto zwykły podpalacz, przy wznieconym przez siebie ogniu usiłujący upiec (świąteczną) kaczkę. Ja za kaczkami nie przepadam, zwłaszcza pieczonymi, doskonale wiecie z jakiego powodu. Czka mi się po prostu.  Acz do wniosku też dochodzę, że gdyby wszystkich tu wspomnianych i celowo zapomnianych,  uzbroić w maczety i noże, niczym ukochanych ich kiboli, to zdecydowanie wpłynąć  by to mogło na znaczące zmniejszenie się pogłowia oponentów.