Uniewinniony niewinny

Wbrew być może oczekiwaniom, nie będę wieszać psów na sądzie, który de facto uniewinnił Kamińskiego. No bo cóż innego ten sąd mógł zrobić poza stwierdzeniem stanu faktycznego?  Jeden niedojrzały facio dostał do ręki nieodpowiednie zabawki i związku z tym ułaskawił (czytaj zamiótł pod dywan) drugiego niedojrzałego facia, który wcześniej też dostał do łapy nieodpowiednie i niebezpieczne na dodatek zabawki.

Dzieciaki zrobiły chlew a sąd jedyne co mógł teraz zrobić, to owe  gówno przysypać piaskiem, żeby nie  śmierdziało. Proszę zauważyć, że sąd nie powiedział, czy Kamiński dopuścił się czynu kryminalnego, bo w ogóle się dziś nie zajął oceną karygodnych działań niewątpliwie przesympatycznego pana Mariusza.

Sąd jedynie orzekł coś, co ładnie określił i opisał, mądrym prawniczym językiem. Gdyby prostym językiem operować, znaczyło by to mniej więcej iż „my, sąd, w zasadzie pana Mariusza powinniśmy zapuszkować na te trzy lata, ale nie mniej sympatyczny niż pan Mariusz lokator stancji przy Krakowskim Przedmieściu zepsuł wszystko co było do zepsucia. Nie możemy nic na to poradzić, bo gość jest chwilowo przynajmniej bezkarny”.

Tak się kończy ta heroiczna i jakże łzawa historia wojny o prawdę. Ich prawdę.