Koń który pada, koń który mówi

icon-kon-55Konie padające niczym muchy po azotoxie (kto z was pamięta jeszcze taki środek) w janowskiej stadninie,  to bez dwóch zdań poważny uszczerbek na wizerunku. I to nie tylko na wizerunku stadniny, ale na wizerunku całej Polski. No bo co to za dobra zmiana, skoro dobre tu akurat oznacza coś fatalnego. Więc może „dajecie radę” gdzieś tam, ale w temacie koni towarzysze rady nie dajecie.  W tej sytuacji całkowicie zrozumiałe jest zdenerwowanie w ekipie dobrych zmian z fatalnym skutkiem.

Najbardziej roztrzęsiony jest obywatel towarzysz minister Jurgiel, który gdyby nie tendencja chodzenia na dwóch  dolnych odnóżach, z powodzeniem mógłby być brany za konia. W każdym razie ów pan minister forsuje niezwykle efektowną, ale też wpisującą się w estetykę pisiej drużyny tezę, że mamy oto do czynienia z celowym zamachem na życie towarzyszy koni. To dobrze brzmi bo tradycyjnie obsesyjnie, a tym samym trafia w gust i upodobania elektoratu. Zamach więc załatwia wszystko, acz niczego nie wyjaśnia.

W każdym razie trzymamy się tej linii, bo to linia partii.

Teraz żeby wszystko uwiarygodnić, minister zarządził śledztwo, bo co prawda wina PO raczej nie ulega wątpliwości, ale należałoby jednak sprawdzić, czy na ziarenkach owsa nie ma przypadkiem odcisków palców Tuska albo Arabskiego. Nie konia,  tylko Tomasza Arabskiego.

Daleko idącą pomoc zaoferował minister sprawiedliwości, który nie dość, że obiecał nadzór spacyfikowanej  przez siebie prokuratury nad całością dochodzenia, to jeszcze zobowiązał się osobiście  próbować pokarmów, którymi konie tuczą, a i smakować  będzie wody którą konie poją. Żona Patrycja ma luzik przeto, przez parę dni nie będzie musiała gotować obiadów, bo mąż na końskim obroku ciągnąć będzie dla dobra Polski rzec jasna, no i koni. Problem jednak w tym, co my biedni zrobimy jak i on padnie?

jurgiel-1604050-640
Jurgiel & Jurgiel