Nie jest dobrze

icon-tol-blue-160321-60Nie wiem czy to jest wiadomość dobra czy zła. Może jednak zła? No, bo skoro na kilkanaście tysięcy żurnalistów działających w Polsce, tzn. żyjących z tego zawodu, tylko nieliczni  podpisują apel antyaborcyjny, to znaczy że nie ma się czym chwalić. Z drugiej strony wiadomość jest dobra, bo dobrze świadczy o środowisku. Okazuje się, że zdecydowana większość nie daje się zmanipulować  mikro grupce durnych i zaciętych talibów. Takich talibów odnalazło się ponoć ok. 100, pod warunkiem wszak, że można wierzyć tego typu liczbom. Bo w katomanipulatorach to jest tak, że termin „około 100”, de facto znaczy nie więcej niż 30.

Ilu by ich tam nie było fakty są takie, że nie  wszyscy kwapią się z upublicznieniem swego nazwiska. Wiemy że „apel pełną ochronę życia dzieci nienarodzonych” podpisali między innymi  Terlikowski,  Karnowskie i Pospieszalski, co generalnie nie jest chyba jakimś zaskoczeniem. Bo to zawodowi podpisywacze na zawołanie. Nawet ja nie trzeba nic podpisać, to oni i tak podpiszą.

Wśród sygnatariuszy znalazł się też pan ksiądz  Gancarczyk, naczelny Gościa Niedzielnego,  a wraz z nim i zgodnie z rozkazem, wszyscy co do jednego dziennikarze tego pisemka. Za wyłamanie się groziły pewnie konsekwencje służbowe, nikt więc nie ryzykował posiadania własnego zdania. Zresztą nie tylko w tej sprawie. We wszystkich tego typu fanzinach, za zespół myśli ojciec komisarz a inni od myślenia są zwolnieni.

¤ REKOMENDOWANE :: Weźmy sobie taki Kraków na przykład…

Brak pełnej listy sygnatariuszy z przypadku i z rozkazu niepokoi o tyle, że niemożliwym do ustalenia jest w związku z tym kto NIE PODPISAŁ owego apelu. A to jest o wiele bardziej ciekawe, niż to kto podpisał.

Bo na przykład czy pod apelem podpisał się dziennikarz śledczy Gmyz? Rozumiem,  że w tej chwili jest zajęty rozkminianiem szczegółów zamachu na konie w Janowie, ale na podpisanie takiego dokumentu i takiego apelu, zawsze powinien mieć czas, niezależnie od dręczących go od rana do nocy obsesji. Wiemy już, że dzielny redaktor Gmyz w karmie dla koni znalazł ślady trotylu, ale opublikować te sensacje  to może równie dobrze po podpisaniu apelu.

Co z redaktorem Sakiewiczem, redaktorką Stankiewicz, redaktorką posłanką Bichniewicz (Lichocką),  albo z redaktorem Janeckim? Proszę przestać panie redaktorze Janecki wyczesywać tę peruczkę, proszę odłożyć ją na chwilę do szuflady i proszę w te pędy podpisać się pod tym apelem. Chyba, że konfitury panu niemiłe, zbrzydły już i przejadły się.  Niepokoi mnie też postawa bliskich kolegów redaktora Janeckiego (zastanawiam się czasem czy nie jest to trójkąt), bo nigdzie nie trafiłem nawet na ślad podpisu, nawet na marny krzyżyk, tak wybitnych ludzi mediów jak pan Ziemkiewicz i pan Warzecha koniecznie.

A redaktor artysta Wolski? Czyż to przypadkiem nie on pisał ten apel?  Bo pewne sformułowania i poziom abstrakcji dowcipu, sznyt że tak powiem jest czystowolski. Więc jak to tak, napisać tekst a potem się pod nim nie podpisać? Coś nie honorowe to.

A tak w ogóle Jezus Marian, co się dzieje? Paręnaście grubych setek katodziennikarzy, wierzących, modlących się i klęczących, a także krzyżem w kościołach leżących, a tylko parunastu pospisuje się pod tak ważnym apelem?  No, nie jest to dobra wiadomość.