W przypadku Nycza bóg był pijany

nycz-160407-815815

icon-jad-55Biskup a nawet kardynał Nycz, uważany przeze mnie przez moment za element jako tako cywilizowany w tym ichnim objechanym klubie, popisał się ostatnio tyradą godną muła (mułły?). Świętość życia tak bowiem definiuje:  „Nie człowiek, ale Bóg daje życie, współpracując z rodzicami”. Czyli co…? Pan bóg patrzy jak pan tatuś (już przyszły) baraszkuje z  panią mamusią (już przyszłą), obserwuje czy jest po ichniemu czyli po bożemu, czy żaden sex-hard-core się nie odbywa, czy aby odpowiednio ciemno jest, żadne do buzi żadne do pupy, pełna elegancje i pokora i dopiero wtedy decyduje, czy ten kranik z plemnikami tatusiowi odkręcić, czy może wręcz przeciwnie.

Czyli tak ów lubieżny pan bóg z rodzicami współpracuje.

I uprzedzając wasze ewentualne pytanie, od razu odpowiadam (wiem, bo konsultowałem to z Nyczem), że owa Istota Najwyższa, współpracuje też z tatusiem (z przypadku) i mamusią ( z przymusu),  kiedy zwykły gwałt się odbywa (okoliczności nieważne), lub coś, co nauka i kodeks karny nazywają kazirodztwem. Tak,  wtedy to też pan bóg daje życie „współpracując z rodzicami” i żadnych nie ma skrupułów, bo u niego sztuka to jest sztuka, to się tylko liczy. Rodzicom nic do tego, a zwłaszcza mamusi nic do tego, bo kurwa mać bóg tak chce a kardynał  Nycz to popiera, mamusia niech zawrze ryja i rodzi tak jak jej każą i jaka jej rola. Odkąd to inkubatory mają prawo głosu?

Ot i cała historia z panem bogiem twórcą i nadzorcą życia. Więc w tej sytuacji, mój szacunek do pana Nycza, który nota bene nigdy nie był szacunkiem a co najwyżej stanem podejrzliwej równowagi, przechodzi w stan niekontrolowanej wrogości, żeby nie powiedzieć nienawiści. Amen.