Jak minister Gliński daje radę, choć nie daje

glinski-160419-1100600

W Gdańsku rozgorzał – jak pewnie już wiecie – konflikt o muzea. Sprawcą konfliktu jest niezawodny, bo wyjątkowo nierozgarnięty minister kultury Gliński. To prawdziwy słoń w składzie porcelany, żeby było jeszcze śmieszniej, szczycący się tytułem profesora. I tenże Gliński z czyjegoś podszeptu zapewne, chce połączyć dwa muzea: Muzeum Westerplatte z Muzeum II Wojny Światowej.

Tak, dobrze zgadujecie, to jedno już muzeum z powodów o których poniżej, będzie nosiło nazwę Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 roku.

Na razie trwa dość niegroźna jeszcze wymiana ciosów pomiędzy urzędasami Glińskiego a oburzonymi coraz bardziej władzami miasta. Wszystko wskazuje na to, że za chwilę, przerodzi się to pewnie w interesującą wojenkę. Poczekamy, poobserwujemy, pośmiejemy się, bo pewnie będzie zabawnie.

Teraz krótko i po męsku, o co w tym wszystkim zdaje się chodzi.

Po pierwsze chodzi o personalia. Bo Glińskiemu nie podoba się dyrektor owego dopiero co zresztą uruchomionego Muzeum II Wojny. Nie podoba się i już! Nie może jednak go odwołać, bo dyrektor jest nieodwoływalny do roku 2019. No, chyba że się placówkę rozwiąże. I to właśnie chce zrobić Gliński. Zlikwiduje muzeum, to co pozostało z niego połączy w jedną całość z tymi od Westerplatte i po zawodach. Na czele stanie swój człowiek, i to jest podstawowa odpowiedź na pytanie, dlaczego Glińskiemu nie podoba się obecny dyrektor. Bo znajomki czekają na posady, nerwowo przebierają nóżkami, bo ostatecznie jest dobra zmiana i dajemy radę. Choć akurat tu nie dajemy, ale tylko chwilowo.

» REKOMENDOWANE :: I znów wszystko przez Niemca

Po drugie, chodzi tu również o niesłychanie ważną rzecz, mianowicie o „nową politykę historyczną“ chodzi.

Powiedzmy bowiem sobie szczerze, że ta II wojna, to w oczy mocno kole. Bo niby z jednej strony Sosabowski, Maczek, dywizjon 303 i Anders na białym acz mocno kulawym koniu, rannym pod Monte Casino, a z drugiej strony o zgrozo, Lenino, polska armia na Wschodzie, Berling, Wał Pomorski, polskie morze znów polskie, no i zwycięski finał w Berlinie, czyli wstyd, jeszcze raz wstyd i potworne upokorzenie zwycięstwem. Generalnie nie ci co trzeba Niemca z Polski pogonili.

Tym bardziej, że Polsce nic tak bardzo nie boli jak zwycięstwa, które w naszym odczuciu są klęskami.

Zdecydowanie więc do owej „nowej polityki historycznej“ bardziej pasuje to Westerplatte i kampania wrześniowa, gdzie per saldo pięknie i z rozmysłem braliśmy w dupę, a czasem i do buzi, ale to przecież jedynie powód do dumy, i niekończącej się celebracji.

Tym bardziej, że  w Polsce nic tak nie ciszy jak totalne klęski, które uznajemy za zwycięstwa.

No i tu koło się zamyka a sprytny plan Glińskiego staje się wreszcie zrozumiały. Nie będzie żadnego pierdolonego Muzeum II Wojny światowej, bo psuje nam to humor i martyrologiczne nasze samopoczucie. Panie boże, dziękujemy ci z całego serca za tego Glińskiego, ale jeśli stworzyłeś go na obraz i podobieństwo swoje, to niestety, nie najlepiej to o tobie świadczy.