Orzeł uwalany wazeliną

orzel w palacu-160504-1000300

icon-pajacyk-55Wczoraj i na dodatek jeszcze dziś? Czy nie za dużo tego dobrego? Napiszę wam tak: nie chciałbym się znów zajmować panem Dudą, ale niestety muszę. Bo gość robi wszystko żeby pchać się na afisz i do ręki daje gotowe argumenty na rzecz robienia z niego totalnej beki. Więc nie da się, tym bardziej, że chodzi nie o byle co tylko o tego Orła Białego.

Uwaga, tekst będzie stonowany, bo niestety w przypadku przynajmniej prezydenta inwencja mi się kończy.

No więc jak już wiecie, szanowna Kapituła tego Orła przyznała Orły. Kapituła obradowała w składzie jednoosobowym, bo wszyscy dotychczasowi jej członkowie dawno już złożyli rezygnację, nie widząc szans współpracy z tym panem prezydentem. Czyli dużo zgrabniej będzie tu napisać, że pan prezydent de facto sam przyznał owe Białe Orły, grupce „najwybitniejszych z wybitnych Polaków“. Wybitnych wedle jego uznania a pewnie i wedle woli Prezesa Polski, takich co pewnie za życia na pomniki można stawiać i wstydu dużego nie będzie, co najwyżej brak zainteresowania.

Choć nie we wszystkich wypadkach do końca tak będzie.

No, bo taka pani Szewińska na przykład… Oczywiście nie mam tu jakiś szczególnych wątpliwości, to bezwzględnie jeden z najwybitniejszych sportowców w polskiej historii. Tyle, że pani Irena całe swoje sportowe życie gorliwie wysługiwała się towarzyszom z PRLu, na sławę tego Peerelu i partii matki zdobywała medale i ustanawiała rekordy, więc formalnie rzecz biorąc na jej widok i na dźwięk jej nazwiska, obecna władza powinna mieć głęboki odruch wymiotny. Na dodatek, była jeszcze w komitecie poparcia Komorowskiego, co ostatecznie powinno ją eliminować nie tylko z wszelakich medali, ale i z życia.

Tymczasem stało się jak stało.

Być może Duda nie wiedział co czyni, być może nie wszystkie kandydatury skonsultował z Szefem, a być może górę wzięła powszechnie znana miłość PiS do aparatczyków i innych reliktów realnego PRLu.

Najmniej mogę napisać o profesorze Kleiberze, choćby dlatego, że on akurat mi rutynowo zwisa (pewnie kumpel Glińskiego z zakonu „kolesi“). Dostał, niech się cieszy, jeden Orzeł w te czy we te nie robi mi różnicy.

Podobnie zwisa mi wdowa po Romaszewskim, tym bardziej, że o ile o samym Romaszewskim mógłbym nasmarować tu dużo i kwieciście, to o wdowie wiem stosunkowo mało, więc uznaję, że ciszej nad tym Orłem i tak daleko nie poleci.

Zupełnie też nie chwytam nominacji dla kompozytora Lorenca, zwłaszcza, że Ptaka mu przyznano za… muzykę do filmu „Smoleńsk“. Lorenc generalnie nie pisze złej muzyki, ale akurat ta od filmu okazała się równie nieciekawa jak film, a film jest – wiedziałem wykradzioną kopię – dramatycznym szambem, amatorką i mega kiczem, więc muzyka chcąc nie chcąc się w tę estetykę wpisuje. Nie rozumiem więc, czemu nie dali tego Orła od razu Krauzemu, tylko jakoś tak na okrągło Lorencem się wysłużyli. No, ale z drugiej strony, prezydent chciał to dał, a kto bogatemu zabroni datki bezdomnym dawać?

Chorobliwy śmiech zaś muszą już wywoływać dwie ostatnie postaci, które z Pałacu wyszły z Ptakiem na piersi. Nie ulega dla mnie bowiem żadnej watpliwości, że pani Pułtawska dostała medal tylko za to, iż uchodzi, lub sama z determinacją się podaje, za jedyną prawdziwą przyjaciółkę papy Wojtyły, oraz za niedościgniony poziom głupstw jaki od lat wygaduje. Głupstw tak niebotycznie wielkich, ze bezwzględnie zasługuje na jakikolwiek wyróżnienie. Ostatecznie może być i Orzeł Biały.

Nie inaczej jest z Wildsteinem o którym niejednokrotnie tu pisałem, więc nie mam zamiaru tego wszystkiego po raz kolejny powtarzać.

Zresztą tego co chciałbym napisać i tak nie napiszę, bo pan Wildstein ostatnio drażliwy jest i za takie coś ponoć po sądach ciąga, a mnie z sądami zdecydowanie nie po drodze, choć wiem, że przy dzisiejszym poziomie nastrojów, większa istnieje szansa, że Wildsteina skazaliby za zdradę i kradzież, niż mnie za jego zniesławienie.

Zaś co do niektórych szczegółów, to nadal mam watpliwości, bo oczekiwałem, że na Ptaka załapią się inni cisi bohaterowie podziemnego do niedawna frontu walki o prawdę, tacy choćby jak profesor Binienda, czy nawet Nowaczyk, lub koledzy Bronka, redaktor Gmyz, czy nawet Bracia Karnowscy, cenni tym bardziej, że od pewnego czasu to jedyni ostali przy życiu bliźniacy lepszego sortu jacy po polskie chodzą ziemi. No ale być może oni wszyscy razem czekają na ordery Polonia Restituta, które zostaną im przyznane za wyjątkowy obiektywizm i ponadprzeciętny wkład w rozwój rzetelnego dziennikarstwa.