Zdecyduj czy wyślesz tam swoje dziecko!

krakow2016-160523-1000500

Z poczucia kronikarskiego obowiązku, informujemy o zbliżającym się, realnie możliwym upadku tak zwanych światowych dni młodzieży. Pisałem już nie tak dawno o poważnym problemie z frekwencją i wydaje się ze problem ów zamiast ustępować przybiera na sile. Koronnym argumentem by nie uczestniczyć w okołokrakowskim spędzie jest bezpieczeństwo. Mimo zapewnień hierarchów (władze świeckie są tu o wiele bardziej wstrzemięźliwe), że będzie bezpiecznie i nie należy ulegać strachowi, strach ma się dobrze, bo niewiele wskazuje że będzie bezpiecznie.

W tej sytuacji dość kuriozalnie brzmi stwierdzenie biskupie zapewnienie: „Światowe Dni Młodzieży to spotkanie z Bogiem, a on jest najlepszym ubezpieczycielem. Bądźcie ufni“. To nie tylko kuriozalne, to brzmi jak jakiś koszmarny żart.

Po pierwsze, jeśli ktoś mówi, że „jest to spotkanie z bogiem“ i ma to być koronny argument za, to przyznacie sami że wyjątkowo źle to brzmi. Bo powszechnie dość wiadomo, z czym ludziom kojarzy się owe „spotkanie z bogiem“, zwłaszcza w takiej jak teraz sytuacji zagrożenia. Niestety z niczym dobrym zazwyczaj.

Po drugie, kwestia z „najlepszym ubezpieczycielem“ też jest hardkorowa, bo oznacza ni mniej ni więcej, że gdyby co i w razie czego, to zaufajcie temu bogu, bo on was z pewnością przyjmie do siebie z otwartymi ramionami, niezależnie w jakim stanie będziecie. Nic dziwnego, że po takim dictum liczba chętnych do nawiedzenia Krakowa i okolic jeszcze bardziej zacznie spadać. A że już spada to fakt.

Miało być 2,5 miliona, na razie jest zarejestrowanych nieco ponad 500 tysiąc. Ilość chętnych maleje, bo wycofywane są akredytacje. Także w ojczyźnie Wojtyły tendencja jest nieciekawa, bo ewidentnie spadkowa.

Grupy pielgrzymów kurczą się.Wcale nie mało jest parafii, gdzie powiedzmy z setki chętnych do wyjazdu, nagle na liście pozostało kilka osób. A i te się wahają.

Jednym słowem panika proszę mości pana, panika…

Ludzie boja się zamachu, własnego cienia i widocznej indolencji organizatorów. Szczerze mówiąc, będąc rodzicem mającym jaki taki wpływ na własne dziecko, też bym zabronił mu jechać na nie dość że dętą, to jeszcze wyjątkowo niebezpieczną imprezę.

» ZOBACZ RÓWNIEŻ :: Armagedon. Jest czas żeby temu zapobiec.

Ochraniać to wszystko ma bowiem (przynajmniej oficjalnie) jakieś plus-minus 20 tysięcy różnej maści zawodowców i amatorów. Począwszy od gromowców (ci akurat będą dbali pewnie przede wszystkim oto, żeby nie daj boże żeby włos z cipy nie spadł pani Kempie albo kolegom Dziwisza i jemu samemu), poprzez policję, żołnierzy, strażaków w tym tych z OSP, a skończywszy na członkach PCK i harcerzach. No, a jak harcerze plus strażoki z OSP będą ochraniać pielgrzymów, to nie ma chuja we wsi, to jestem dużo bardziej spokojny, kamień spadł mi z serca, od razu czuję się bezpieczniej, bo wszystko będą mieli na oku, mysz się nie prześlizgnie, nawet gdyby miała plecak. Mimo to mam przeczucie, że nikogo poza mną to nie uspokaja. I słusznie. Wszystko to razem to jeden wielki eksperyment i improwizacja, a niebezpiecznych improwizacji za wszelką cenę należy unikać.