Błaszczak stanął na wysokości zadania

kolakowska-interwencja-160523-1000500

Po błyskawicznej akcji odwetowej ministra, sprawa się wyjaśniła a prawda, jak to zwykle bywa, triumfuje. Przypominam, iż rzecz w tym, że w sobotę po południu w Gdańsku uczestników marszu równości zaatakowały faszystowskie i narodowe bojówki. W pierwszej linii owych bojówek, ponoć stała, kamieniami i butelkami rzucała córka miejscowej radnej PiS Marysia Kołakowska. Efekt łatwy do przewidzenia: gleba, kajdanki i do suki, co zresztą widać na fotce powyżej. No i tak to się zaczęło.

Użyłem zwrotu „ponoć”, bowiem mamusia Marysi wspomniana radna PiS Anna Kołakowska, przedstawiła własną, bardzo zresztą wiarygodną wersję wydarzeń.

„Marysia stała sobie spokojnie na przystanku i rozmawiała z tata. Nagle została wyciągnięta, tak jakby było na nią zlecenie. Męża otoczyli zomowcy tarczami, że nie mógł się ruszyć, dlaczego jego nie aresztowano, tylko Marysię?” 

Śledztwo ministra, wdrożone natychmiast i bezpardonowo, potwierdziło wersję mamusi, a nawet dodało do niej, jakże piękny że tak powiem, humanistyczny wątek.

Otóż prawda jest taka – co podkreślam minister Błaszczak błyskawicznie i bezsprzecznie ustalił – że oto Marysia Kołakowska, stałą sobie faktycznie spokojnie na tym przystanku i z tatką przyjaźnie gawędziła, gdy nagle zauważyła, że tuż obok na chodniku leży kamień dość słusznych rozmiarów. Zaniepokoiło się przeto dziewczę nieco, no bo niechaj tu jakaś staruszka będzie się przemieszczać, niechcący potknie się o tego kamora i nieszczęście gotowe. Przeto Marysia, słodkie dziewczę, społecznie wrażliwe, wzięła była ten kamień celem odrzucenia gdzieś na bok. Tak nieszczęśliwie się jednak złożyło, że w tym samym momencie obok przechodził zbrojny w tarczę i pałę, oraz mocno czymś naspidowany policjant i ów nieszczęśliwie stanął na drodze odrzucanego właśnie w kierunku kosza kamienia.  Ciąg dalszy znamy już ze zdjęć. Gleba, kajdanki, suka… Za co? Za niewinność i społeczną wrażliwość.

Minister Błaszczak więc w imieniu swoim i policji mamę Anie serdecznie przeprosił, obiecując, że konsekwencje odpowiednie wyciągnie, bo nie po to mama kombatancką przeszłością się szczyci, żeby córa cierpieć za niewinność teraz musiała i byle chuj w hełmie i mundurze na ziemię ją rzucał. Bo przypomnijmy, że radna gdańska Anna Kołakowska, to niezła całkiem zadymiara, co nie raz pałą w dupę zarobiła, ale – podkreślam – w słusznej zawsze sprawie, bo godności Polski broniła i pragnęła z całych sił, by Polska z kolan wstała. A teraz jak ta Polska wstała, to jej córuś do parteru sprowadziła, czyli znów kolana w użyciu były, co jest chichotem losu i wielką niesprawiedliwością. Ma przeto nadzieję, iż łączycie się w bólu i całym sercem jesteście za zrozpaczoną matką i skrzywdzoną przez psy córeczką.

No, mniej więcej to miałem wam do przekazania.

kolakowska-maria-160523-900
Córuś. Maria Kołakowska rozpyliła w czerwcu 2014 r., w trakcie odczytu Golgoty Picnic w sali Krytyki Politycznej śmierdzący dezodorant . Sąd wymierzył jej karę miesiąca ograniczenia wolności.
kolakowska-anna-160523-900
Mamuśka. Anna Kołakowska, ma niekończące się konflikty z prawem, a mimo to pracuje jako… nauczycielka historii. Chętnie pozuje w koszulce „lepiej być martwym niż czerwonym”. Zobaczymy co ją pierwsze spotka