Czy Szewczak dogodzi Pawlickiemu?

pawlicki-szewczak-160528-1000500

Pan Maciej Pawlicki, jak sam o sobie pisze: producent telewizyjny i filmowy oraz reżyser (przypominam przy okazji, że to scenarzysta i producent nieemitowalnego gniota pt „Smoleńsk“), z wielkim zaangażowaniem lobbuje za tym, by nowym szefem Komisji Nadzoru Finansowego został niejaki Janusz Szewczak. Rozumiem rozdygotanie pana Pawlickiego, ale kompletnie nie rozumiem czemu szefem ważnego organu ma zostać ów Szewczak, a więc człowiek o kondycji psychicznej nie najwyższego sortu.

Oczywiście wiem, że teraz taka moda, że to najlepszy czas i żniwa dla wariatów, że każdy wariat musi dostać jakiś ochłap, choćby dlatego by pomóc innym, czekającym w kolejce wariatom i żeby wreszcie poczuć się dowartościowanym, ale panie i panowie błagam nie przesadzajcie! Oddając KNF Szewczakowi to tak, jakby dyrektorowanie domu dziecka oddać Trynkiewiczowi.

Zostawmy jednak pana Szewczaka (przynajmniej na razie) i zastanówmy się o co tak naprawdę chodzi panu Pawlickiemu.

Ależ to banalnie proste!

» ZOBACZ DZISIAJ :: Mamy już Idiotę Roku 2016. Trudno będzie go pokonać!

Pan Pawlicki to jak doskonale wiecie, prominentny w tej chwili frankowicz, to rzec można frankowy celebryta, upominający się od dłuższego czasu o to, by jego gigantyczny kredyt spłacali Polacy nie zaś on sam.

Nie po to na plecach Kaczyńskiego wstał wreszcie z kolan, by teraz musiał spłacać jakieś kredyty, nie po to walczył o wolną Polskę, wolne media i wolną kulturę z misją, by pierdolić się z jakimiś odsetkami, ratami i temu podobnymi duperelami. Naród w uznaniu jego zasług i doceniając jego poświęcenie, powinien mu się odwdzięczyć wzięciem spłaty jego kredytu na własne barki. Ot i wszystko.

Żeby ten stan finansowej nirwany osiągnąć, kolega Pawlicki popiera wszystkich tych kolegów, którzy są w stanie nie tylko to obiecać, ale i wcielić w życie. Niestety, na razie nic nie wyszło z obietnic i zapewnień pana Dudy (upsss, cóż za niemiłe zaskoczenie), stąd też nagłe schłodzenie, żeby nie powiedzieć zmrożenie stosunków z kolegą Andrzejem. Wyrazy sympatii i uwielbienia kolega Maciej przerzucił więc na kolegę Janusza, bo przecież nikt tak barwnie i tak przekonywująco nie pisze o banksterach, jak ów Janusz właśnie i nikt tak nie potrafi oczarować bezmyślnych kredytobiorców jak on. To jest właśnie ta kolejna wielka nadzieja pana Pawlickiego na uniknięcie spłat zaciągniętych zobowiązań, branych bez głowy, bez zastanowienia i bez opamiętania kredytów. Czy będzie dobra zmiana i czy razem dadzą radę?