Epidemia zatacza coraz szersze kregi

aon-160603-1200600

Dobra zmiana razi i z nóg zwala wydawałoby się mocno zabetonowaną instytucję jaką do niedawna był AON, czyli Akademia Obrony Narodowej. To taki niby nasz West Point, tyle, że niby i tyle że w Rembertowie, czyli dzielnicy Warszawy. Za chwile ten AON przestanie być AONem, a stanie się ASW – Akademią Sztuki Wojennej. Co brzmi równie ładnie i tak samo absurdalnie.

Dlaczego tak się stanie nie wiemy, jak również nie wiemy (bo nikt nie wie) jaka poza nazwą będzie zasadnicza różnica. Najpewniej chodzi tylko o nowe miotły. Istotną forpocztą owej dobrej zmiany jest też otwarte właśnie Centrum Badań nad Bezpieczeństwem, które ma ponoć „przygotowywać analizy na potrzeby wojska i głównych instytucji państwa“. Ale nie łudźmy się, nie o analizy a o miotły tu chodzi, czyli synekurki dla znajomych królika, którzy tyle lat cierpieli w pokorze i w niedostatku, aż się wreszcie doczekali. Teraz kurwa wy chłopcy!

Tak moi mili, nie ma żadnych watpliwości że Centrum służyć będzie głównie zapewnieniu roboty i solidnej kasy paru znajomym ministra Macierewicza. A to, że minister Macierewicz miał istotny wpływ na personalia, widać wręcz gołym okiem. Nowe kadry, to wszystko goście z jego – że tak powiem – półki, współtowarzysze sesji terapeutycznych Wspólnoty Anonimowych Schizofreników.

I tak szefem działającego w ramach tego Centrum Badań, Ośrodka Studiów nad Wyzwaniami Cywilizacyjnymi, został tytułujący się profesorem sensat i mitoman Andrzej Zybertowicz, szefem Ośrodka Studiów Przestrzeni Postsowieckiej, znany i ceniony odlotowiec, poszkodowany na wiele wymyślnych sposobów, tytułujący się doktorem Jerzy Targalski, bohater kilku tutejszych notatek. Zaś szefem Ośrodka Badań Azji, mianowano niejakiego Krzysztofa Iwanka, bliżej mi nieznanego, bez wyraźnych jeszcze odpałów, ale ponoć wszystko przed nim.

Ale będzie jeszcze ciekawiej, bo w życiu na ogół obowiązuje taka zasada a nawet niepisane prawo, że wariaci u władzy, dobiorą i zatrudnią innych, sobie podobnych wariatów, wariatuniów i wariacików. Akurat w tym środowisku jest ich pod dostatkiem, więc już za moment, poważna kiedyś Akademia Obrony, stanie się tanim cyrkiem i ochronką dla patologicznych frustratów. A pomyśleć, że tuż za miedzą, czyli w Ząbkach, jest całkiem ładnie się rozbudowujący i mający wielkie tradycje tudzież osiągnięcia specjalistyczny szpital.

Oficerowie Akademii pytani wczoraj czy nie wstyd im gdzie teraz służą i pod kim służą, zazwyczaj unikali odpowiedzi. Milczeli ze wzrokiem wbitym w ziemie. Ale panowie oficerowie, zwracam wam nieśmiało uwagę, że od patrzenia w ziemię to niewiele się zmieni. Pilnie potrzebna jest deratyzacja.