Gazoport puszcza gazy

gazoport-kaczynskiego-1600620-1000500

Przyznam, że ta wiadomość mocno mnie rozbawiła, choć tak uczciwie i po prawdzie, to wszystkie wiadomości z Lechem Kaczyńskim w roli głównej od dłuższego już czasu bawią mnie jednako i nieprzerwanie. No bo moi drodzy, jak tu nie rechotać z rozbawienia, kiedy to ktoś zdecydował, żeby nowy terminal gazowy w Świnoujściu nazwać imieniem owego słynnego samobójcy.

Nie wiem co pan prezydent Kaczyński miał wspólnego z gazem lub gazami (to znaczy wiem, ale mam opory żeby wprost o tym napisać, bo nawet ja od czasu do czasu mam pewne hamulce), ale z prostej analizy wychodzi mi, że miał mniej więcej tyle wspólnego co ja, tzn od czasu do czasu uruchamiał palnik w gazowej kuchence.

Niezależnie od poświęcenia jakiego czynność ta wymagała (pamiętajcie, że powiedzieć o Lechu iż miał dwie lewe ręce, to zdecydowanie za mało), to mimo wszystko zbyt mikre to zasługi, żeby port gazowy już na początku tak unieszczęśliwiać. Tym bardziej, że wbrew powszechnie i z uporem przez PiS opowiadanej bajeczce, Lech Kaczyński z budową gazoportu de facto nie miał nic wspólnego.

To zaś co obserwujemy, jest więc przejawem upowszechniającego się w zastraszającym tempie obrzydliwego wazeliniarstwa.

Nic też dziwnego, że imprezę „zaszczycili“ prominentni ludzie z plasteliny, budyniu i owej wazeliny. Nie zabrakło więc dziewczynek takich jak Duda, Szydło i Waszczykowski z Błaszczakiem, ani obowiązkowo Brudzińskiego, pilnego kaczego lachociąga. Nawet Macierewicz na chwilę zostawił granice Rzeczpospolitej bez opieki (Ruskie to dupy, nie wykorzystali okazji), by stawić się na uroczystości, choć wyraźnie był bez humoru. Uściskał się jednak z Martą Kaczyńską dumnie prezentującą wary na nowo nadmuchane botoksem zaledwie parę dni temu.

Nie zwiódł Andrzej Duda, który znów błysnął swym specyficznym poczuciem humoru.

„Ten terminal, to widoczny znak budowy silnej Polski . Przybyłem tu by podziękować wielkiemu wizjonerowi, który natchnął polityków, by to przedsięwzięcie zrealizować, by podziękować Lechowi Kaczyńskiemu.“

Przyznacie, że nazwać Lecha Kaczyńskiego „wielkim wizjonerem“, no to trzeba mieć albo łeb nie od parady i wyobraźnię wyjątkową, albo przyjąć czegoś za dużo. Jeśli wierzyć by plotkom, to stawiam na to drugie.

Przemówienia i pokłony pozostałej drobnicy, typu Szydło choćby, pomijam, bo ani one śmieszne były, ani oryginalne. Ot zwykle włażenie w dupsko.

Czyli w skrócie towarzysze i towarzyszki, taką oto atrakcję w weekend mieliśmy. Propaganda i populizm! Wawel, pomniki, place, skwery i ulice, teraz jeszcze gazoport. Może przeto prościej będzie, jak całej Polsce nadadzą imię Kaczynskiego, zwłaszcza póki jeszcze coś mogą.

A w ogóle patrzcie Kochani, jak wiele może osiągnąć ktoś, kto bez namysłu dla brata zginąć potrafił.