Rok doborowego towarzystwa

kosciuszko-160628-1000500

Z wakacyjnych już nieco medialnych remanentów, dowiedziałem się właśnie, że następny rok będzie rokiem ważny niesłychanie. Znacząco przyczynił się do tego niby ten nasz sejm, który jakiś czas temu zdecydował (jeśli dobrze czytam i rozumiem), iż ów rok 2017 będzie rokiem… Wisły, Josepha Conrada-Korzeniowskiego, Józefa Piłsudskiego, Adama Chmielowskiego, Honorata Koźmińskiego i Tadeusza Kościuszki. Dużo tego i zastanawiam się kto to przesłanie rozumie i czy komukolwiek cokolwiek to mówi. Mam wrażenie bowiem, że wszystko to, te świetlane częściowo przynajmniej nazwiska, czyli kogo za rok czcimy i po kiego czcimy, to dla znacznej części, jeśli nie większości, czarna magia i wiedza tajemna.  Ale po kolei. 

Jeśli na razie w spokoju zostawimy Kościuszkę, bo najprostsza i najjaśniejsza jest sprawa z Conradem i Piłsudskim. Może nie każdy, ale prawie każdy Polak (co, przeceniam Polaków?) mniej więcej orientuje się kim ci goście byli. Wiadomo, Conrad czyli drzewiej Korzeniowski, wielkim pisarzem był, tylko co z tego? Kto wie, że za rok minie 160 lat od momentu kiedy się urodził? Trudno też dziś spotkać kogoś na ulicy, kto byłby w stanie wymienić choćby jeden tytuł który wyszedł spod jego pióra, nie mówiąc już o przeczytaniu czegokolwiek co napisał. Do tego jeszcze ta podejrzana zmiana nazwiska… pachnie to trochę zdradą, rejteradą, zgniłym konformizmem, no nie najlepiej w sumie pachnie, biorąc pod uwagę dzisiejsze, mocno wyśrubowane narodowo-patriotyczne standardy.

Rozpoznawalność Ziuta Piłsudskiego jest dużo większa, acz wiedza o nim odwrotnie proporcjonalna do owej rozpoznawalności. Dla prawie wszystkich jako tako wykształconych, czyli po podstawówce, to twórca odrodzonej państwowości polskiej i prawdopodobnie (choć pełnej zgody tu nie ma) autor „cudu nad Wisłą”, dla garstki zaś to również agent obcego wywiadu, socjalista prawie komunista, dyktator, zamordysta, cham i prostak. Ale prostak nasz polski, buraczany i dlatego z pietyzmem wielkim czcić za rok możemy 150 lecie jego urodzin. Niech tam, należy mu się!

Pozostałe dwie postaci to zagadka nad zagadkami i 95 procent tego narodu (dokładna odwrotność wierzących, acz w swej szarej masie z rzadka praktykujących) zielonego pojęcia nie ma kim byli Chmielowski i Koźmiński. Wszystkim poddanym króla Jezusa wyjaśniam przeto, że ów Adam Chmielowski, to franciszkański zakonnik i przy okazji tzw. święty, znany bardziej jako Brat Albert, ten od biednych, zaś Honorat Koźmiński, to też święty i też zakonnik tyle, że kapucyn (podkreślam: chodzi o zakon a nie popularną nazwę pewnej części ciała), który po mojemu niczym nadzwyczajnym się nie wsławił.  Dlaczego mamy ich fetować w 2017 roku nie wiem (ani rocznica śmierci, ani urodzin) i przyznam się, że z lenistwa tego nie sprawdziłem. Jak komuś się chce, niechaj nam to wyłuszczy. To samo dotyczy zresztą Wisły. Być może jest jakiś powód, ale nawet przez moment nie zastanowiłem się jaki.

Na koniec tej bajki został nam nieszczęsny Kościuszko.

To na pewno postać pomnikowa, tyle że wyczyszczona, wyglansowana na potrzeby zbiorowej wyobraźni, wyprana i wybielona w proszku Vizir polityki historycznej, odświętna przeto i niepokalana a przecież w istocie rzeczy pokalana i słabowitego nieco charakteru. 

Zważywszy, że nad zestawem postaci godnych patronowania roczkowi 2017, głosowali przede wszystkim posłowie PiS, to akurat ten Kościuszko nie najszczęśliwszym wydaje się być wyborem. Bo miał wielkie przywary, zaś niektóre idee które reprezentował, są kolegom z PiS całkowicie obce, wraże i nie do zaakceptowania wydawałoby się są.

W dużym skrócie mówiąc, pan Tadzik Kościuszko, to zagorzały erotoman, dymający z zapałem wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka. Było mu zupełnie obojętne czy dosiada prostytutkę, mężatkę, wdowę, pannę na wydaniu, czy starą pannę, której nikt nie chciał a on nie pogardził. Brał jak leci, hurtowo i nie marudził, nie wybrzydzał.

Przy okazji robił dzieciaki i gdyby wówczas było „pincet plus”, to dorobił by się na tym Tadzik pewnie całkiem sporego, dodatkowego majątku.

Poza tym zważyć należy, że Tadzik nigdy się nie ożenił, czyli nie założył drogiej każdemu PiS-Polakowi rodziny (niczym pewien prezes), a najtragiczniejsza z tragicznych wiadomości jest taka, że nie gardził panami i bywało, że do wyra z ochotą ich zaciągał. No, taki był z niego ancymon, czyli bohater mocno kontrowersyjny.

Można więc zaryzykować stwierdzenie, że oto PiS dojrzał jednak i kompletnie mu nie przeszkadza, że mocno niestabilny seksualnie, emocjonalnie i uczuciowo facet, który nigdy nie założył rodziny, który nie znosił kościoła katolickiego, który brał kasę od obcego mocarstwa a i lojalkę nawet podpisał, jest teraz w jednym rzędzie stawiany z takimi moralnie stabilnymi bohaterami jak wspomniani tu święci Chmielowski i Koźmiński (Conrad z Piłsudskim na tym polu też swoje grzechy mieli, więc do kolekcji akurat pasują).

Ale widocznie było tak, że prezesowi Kaczyńskiemu tak się ten Kościuszko spodobał (być może to kwestia podziwu, a być może także tęsknoty), że bez przeszkód na Tadeusza kazał przegłosować, co również może być oznaką słabości do imienia Tadeusz.

Mnie Kościuszko zresztą też nie przeszkadza, bo lubię takich jak on ludzi z krwi i kości, co to dupczą, chlają i się nie opierdalają, wychodząc z założenia, że życie generalnie jest krótkie, marne i jedno jedyne i nie ma się co obcyndalać, trza z niego brać pełnymi garściami. Przy czym mnie akurat wolno więcej, bo ja to żaden tam pisi moralista i co rusz ryja nie wycieram sobie wiarą, godnością, rodziną i tego typu bzdetami.

Tylko niech teraz znajdzie się taki mądry, który gawiedzi wytłumaczy, że wbrew obiegowej opinii, także nienasycony seksualnie przystojniak, rzec można maniak, może być również godnym naśladowania bohaterem tłumów. Mnie to się w głowie mieści, ale im się nie mieści.

 

» Jestem też na Facebooku. Polub mnie nim będzie za późno «