Celne słowo na „s”

durczok-160716-1000500

Znany kiedyś dziennikarz telewizyjny Kamil Durczok, jak sam o sobie pisze Ślązak i Polak, zabrał głos na temat zbrodni w Jedwabnem. To głos mocny, krótki, dosadny a tym samym woda na młyn wszelkiego pispolactwa. „Banda polskich skurwysynów spaliła Żydów w stodole. A Ona mówi o interpretacji historycznej”, napisał na Twitterze Durczok. Natychmiast został obrzygany przez poppatriotów i owych pispolaków, ale też wielu go wsparło, w tym i były minister Sikorski, który durczokowego twitta podał dalej.

Twitt był reakcją na dość skandaliczną z kolei wypowiedź ministry Zalewskiej (co wolno Durczokowie nie koniecznie wolno ministrowie rządu), która wprost mówiąc i nazywając sprawę po imieniu, publicznie zakwestionowała prawdę historyczną wedle której to Polacy wymordowali Żydów w Jedwabnem. Minister Zalewska jest więc zwolenniczką tu i owdzie coraz bardziej popularnej teorii, że w tym Jedwabnem to Żydzi wymordowali się sami, tylko po to, by zrobić Polakom na złość.

Durczokowi więc puściły nerwy, choć całkiem niesłusznie.

Gdyby bowiem był nadal czynnym dziennikarzem, to by pewnie wiedział, że Zalewska (choć nie tylko ona) to wyjątkowo głupia pizda, a wdawanie się w dyskusję z jakąkolwiek głupia pizdą, tudzież traktowanie jej poważnie nie ma najmniejszego sensu.

Kamil odpalił jednak rakietę. No i się zaczęło.

„Skandal! Były dziennikarz TVN, szef „Faktów” nazwał Polaków „skurwysynami”. Z dumą na Twitterze podał to dalej były minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski”.

To w sumie cytat i opinia najdelikatniejsza z możliwych, inne nie nadają się do publikacji nie nie ze względu na brutalność, co ze względu na swą wzorcową przewidywalność. Nudą po prostu wieje. No, ale tak to już jest z Pispolactwem, jest ono nudne do wyrzygania.

Moim zdaniem

Przede wszystkim wiele hałasu o nic. Nie bardzo rumiem bowiem skąd to oburzenie. Słowo „skurwysyn” jest słowem powszechnie znanym i powszechnie używanym i nie powinno przeto budzić zdziwienia, ani tym bardziej nie powinno szokować. Poza tym „skurwysyn” to pojęcie ponadnarodowe, nie znające granic, ani też nie przypisane z definicji do jednej tylko nacji. Skurwysynem może być każdy bez wyjątku, co oznacza że skurwysynem może być Eskimos, ale też Polak, zwłaszcza gdy ja skurwysyn się zachowuje. A tym konkretnym przypadku, zostało użyte wyjątkowo celnie, a wyrzygi minister Zalewskiej tylko to potwierdzają.

W sprawie Jedwabnego zachowujemy się coraz bardziej skurwysyńsko i nic tej bolesnej prawdy nie jest w stanie przykryć. Zresztą reakcje i zachowania z ostatnich dni dowodzą niezbicie, że poza pishołotą, także ludzie z Jedwabnego i okolic (a przynajmniej ich znacząca część) są nadal przekonani, że to było słuszne postępowanie, że „Żydki zasłużyły sobie na to co ich spotkało” i w zasadzie to nic wielkiego się nie stało, po co ten cały krzyk. Poza tym to nie my ich zabiliśmy tylko jakie „ktosie”, a może sami się popalili, bo to wrednota taka do wszystkiego zdolna. Z ochotą więc podpisują petycję, która ma niewinę autochtonów jednoznacznie ma uzasadnić.

Tak sobie myśli i kombinuje w sumie cała Pispolska 2016, która jednoczenie oburza się jeśli ktoś nazywa ją po imieniu. A ponieważ Pisrząd jest emanacją owej Pispolski, więc umysłowa ekstrawagancja minister Zalewskiej absolutnie nie dziwi a nawet jest usprawiedliwiona. Zaś najgorszą przewiną Durczoka, wręcz zbrodnią prawie,  jest to że powiedział prawdę.  W być może zawiły i sposób i nieco na okrągło wyjaśniłem wam polityczną etymologie słowa „skurwysyny”.