Pakt z Karolem. Nieznane szczegóły!

pakt z karolem-160728-1200600

icon-satanus-call-55Trwało to trochę niestety, nim ustaliliśmy szczegóły. Chodzi mianowicie o szczegółu umowy, czy też paktu, tajnego w założeniu, jaki biurwa rządowa Kempa zawarła ze stałym rezydentem Królestwa Niebieskiego (tam też niższe podatki niczym w Monaco?) obywatelem Karolem Wojtyłą, mieszkającym w tamtejszej vipowskiej dzielnicy pod przybranym nazwiskiem Jan Karol II (dla znajomych Dżej Pi Tu).

Główne uzgodnienie owego paktu, dotyczyło pogody. Wedle telewizyjnej relacji pani Kempy, czcigodny pan Karol zobowiązał się, że na czas światowych dni młodzieży, nie pokarze (od pokarać) Polski żadnym deszczem, burzą, czy innym zjawiskiem atmosferycznym mogącym zepsuć radość świętowania, połączonego ze śpiewaniem „Barki”. Tzn. precyzyjniej rzecz ujmując, pan Karol zobowiązał się prawdopodobnie pogadać w tej sprawie z Starym, zwanym też pieszczotliwie Szefuńciem, co by on mocą swej łaski nieograniczonej otoczył Polskę i wysłannika swego Franka szczególna ochroną na te parę dni.

Nasze śledztwo połączone z wykonaniem paru telefonów do tego do kogo trzeba wykazało, iż sprawy miały taki mniej więcej przebieg.
Dzwoni oto do JPII asystent święta Piotra, czyli nieetatowego zastępcy Szefuńcia:

Asystent – Karolku, jesteś może u siebie, masz włączonego kompa?
Karol W – No jestem skarbeńku, a co jest grane?
Asystent – Jakaś baba do ciebie po Skypie się dobija, mówi że ona z Polski.
Karol W – Sie wabi toto jakoś…?
Asystent – Poczekaj chwilę, sprawdzam… Krempa, Tempa, jakoś tak podobnie….
Karol W – Taka blondyna, duże cycki, krótki kark, dupa jak stodoła…?
Asystent – Coś w tym guście zdaje się, ale trudno mi do końca ocenić, wiesz jak ten Skype u nas kulawo hula…
Karol W – Taaa, to ona na pewno. Żadna tam Tempa Krempa tylko Kempa, choć faktycznie krępa. Mówi co chce?
Asystent – Prośbę wagi państwowej ma. Parę dni mnie już molestuje o kontakt z tobą prosi. Może przekrosuję ci połączenie na twojego laptopa?
Karol W – Jak młode fiutki do ciebie dzwonią, to jakoś nie jesteś skory do krosowania wtedy rozmów, nawet nie proponujesz, a jak jakieś krowy cię napastują, to natychmiast próbujesz pozbyć się problemu. I co, masz nadzieję że zajmę się tym pudłem i zdejmę ci problem ze łba? Nic z tego kochanieńki. Żeby zachować pozory, zapytaj o co chodzi a potem grzecznie spuść babę z wodą.
Asystent – No właśnie pytałem…
Karol W – No i co…
Asystent – O ile dobrze zrozumiałem – tylko nie śmiej się proszę – ona chce byś załatwił z kim trzeba Karolku Janie Pawle drogi, aby na te ichnie dni młodzieży, czy jak tam to się nazywa, żebyś załatwił po prostu na te dnie dla Polski ładną pogodę i żeby nieszczęść żadnych nie było.
Karol W – I z tym do nas dzwoni? Noż kurwa mać, oni tam zdaje się problemów większych nie mają! Wszystko tylko Karol i Karol… Karol załatw to, Karol załatw tamto… Chłopca na posyłki sobie kurwa ze mnie zrobili.
Asystent – To co, wysłać ją na drzewo?
Karol W – Ale grzecznie, grzecznie proszę. Powiedz jej po prostu, że rozmawiałeś ze mną i sprawa oczywiście będzie załatwiona, bo dziś jeszcze z wieczora z Kierownikiem pogadam… Nałgaj im zresztą co chcesz, ale tak przekonywająco, bo inaczej to się ode mnie nie odpierdolą. Co pięć minut będą dzwonili.
Asystent – A jak będzie chciała jakiej umowy, jakiegoś kwitu…?
Karol W – Umowy?! Ode mnie, od Jana Pawła Drugiego??? Czy moje słowo jest już chuja warte? Nie mów mi proszę, że ona coś na papierze chce, bo mnie zaraz szlag nagły trafi…!
Asystent – Karolku proszę nie denerwuj się, będzie jak chcesz. Powiem jej, że wszystko załatwione, że będzie tak jak uniżenie proszą, ani kropelki deszczu, ani żaden – to w promocji im dorzucę – fiut z bombą się nie pojawi, wszystko pod naszą boską kontrolą będzie. Sorry, że głowę zawracałem i niepotrzebnie cię denerwowałem. Buźka!

Tak to właśnie zostało niby załatwione. No, nie ma co ukrywać tej bolesnej prawdy, że spuścili Beatkę niczym wodę w kiblu, a ona naiwnie myślała, że ją na serio potraktowali. Nikt niczego nie załatwił, nikt tam wysoko nawet palcem nie kiwnął, żeby coś, komuś zagwarantować. Dziwić się więc nie należy, że już pierwszego dnia Kraków zalało, lotnisko podtopiło na amen, a Franek w ostatniej chwili zapasowe kalosze z domu zabierał.

Bo proszę państwa szanownego, co by o Janie Pawle Wojtyle nie sądzić, to jest on jednak gościem zajętym niesłychanie i nie ma czasu zajmować się takimi pierdołami jak deszcz. A poza tym nikt rozsądny nie układałby się z sycowską przekupą, zwłaszcza zaś święty.

Uwaga, informacja istotna dla niechwytających sedna sprawy. Wszystko wskazuje na to że papież JP2 ciągle nie żyje!