Kowalski likwiduje Żydów

profesor Jan Grabowski
profesor Jan Grabowski: „Nieliczne grupki badaczy w starciu z instytucjami państwa, których jedynym celem jest gloryfikacja narodowej przeszłości, nie mają szans”

Te pomysły ekshumacji w Jedwabnem i cholera wie czego jeszcze, niewiele wniosą. Bo można oczywiście napisać nową wersję historii, ale prawdy to i tak nie zmieni. To banalne na pozór spostrzeżenie demaskuje w całej rozciągłości ślepy zaułek w który bez zastanowienia brniemy, próbując skończyć z dotychczasową ponoć “polityką wstydu”. Tyle, że jak się słucha dzisiejszych nawiedzonych i nieszczęśliwie oświeconych, to dopiero człowieka wstyd ogrania!  

Nasza polityka dokumentnie spsiała a politycy zamiast na mądrości i przyzwoitości zyskali jedynie na cynizmie i szpetnych ambicjach. W tym kontekście ciekawym wydarzeniem jest wywiad/rozmowa z Janem Grabowskim (foto), profesorem na Wydziale Historii Uniwersytetu w Ottawie, a także członkiem Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy PAN. Całość ma znamienny tytuł “Na likwidację Żydów pojechałem. Jan Kowalski” (Wyborcza, wydanie weekendowe).

zrzut-likwidacja-160801
kliknij by otworzyć pdf

Warto go zaliczyć, bo wywiad niby krótki, ale i ja dowiedziałem się niego rzeczy, o których nie miałem pojęcia, bądź pojęcia miałem mgliste. Zamieszczam co smakowitsze fragmenty, czyli taki bryk dla leniwych. Ambitnych i ciekawych niewygodnej niestety prawdy (celem podtrzymania uczucia wstydu), zachęcam do lektury całości. Dla mających problemy z dostępem do Wyborczej zamieszczam też pdf o z całością wywiadu, wystarczy kliknąć w zdjęcie powyżej.

» “Byłem wstrząśnięty, kiedy dowiedziałem się , że na terenie powiatu, gdzie prowadziłem badania, granatowi [policjanci] okazali się skuteczniejsi w polowaniu na ukrywających się Żydów niż niemiecka żandarmeria. (…) Chodziło głównie, choć nie tylko, o rabunek. W wielu wypadkach Niemcy nie mieli pojęcia o tych mordach. Granatowi zabijali Żydów na własną rękę.”

» “…[granatowi policjanci] rabowali, co było można, i wyciskali haracz od Polaków, bo „skoro ktoś ukrywa Żydów, to ma pieniądze”. Czasem policjanci nakładali haracz na „winną” wioskę, np. po 50 złotych od głowy. Wioskowi zabitych Żydów zakopywali na polach i na tym sprawa z reguły się kończyła. Policjanci podkreślali, że gdyby nie ich „akcja”, Niemcy mogliby dokonać odwetu na całej wiosce.”

» “Z terenu całego Generalnego Gubernatorstwa mamy też doniesienia o pomocy Polaków w likwidacji gett, czyli straszliwych masakrach trwających od wiosny 1942 do wiosny 1943 r. Jeżeli popatrzymy na Węgrów, Miechów, Opoczno, Działoszyce, Stoczek – miejscowości jest zbyt wiele, by je wszystkie wymieniać – to widać, że współsprawstwo Polaków w likwidowaniu otwartych małych gett było istotnym i dotąd prawie niezbadanym zjawiskiem.”

» “W Wodzisławiu pod Jędrzejowem, jest getto otwarte i posterunek polskiej policji. Niemców tam prawie nie widać, ale na ich sygnał odbywa się likwidacja getta. Mobilizuje się polską policję, straż pożarną i mieszkańców. Chłopi już czekają z podwodami na żydowski dobytek. Pojawia się kilku niemieckich żandarmów, ale późno… Niemcy nie ufali granatowym policjantom. (…) Dlatego Niemcy ich kontrolowali, np. nie dawali nowej amunicji bez rozliczenia ze starej. Nawet łuski trzeba było przynieść. Znam trzy rozliczenia amunicji z likwidacji getta w Wodzisławiu. Każdy z 20 policjantów stacjonujących w miecie musiał napisać, ile naboi zużył, strzelając do Żydów. Rekordzista miał 36, pochwalił się zabiciem 30 Żydów. Inni wystrzelili po 15, 20, 25 naboi.”

» “Gdy policjant jechał rowerem zabijać Żydów, dostawał diety, „kilometrówki”. Mamy więc karteczki: „Na likwidację Żydów po jechałem. Kowalski Jan” czy coś w tym guście. W aktach gminnych figurują spisy Polaków, którzy zajmują pożydowskie domy już w dniu likwidacji gett…”

» „Znane są też inne dokumenty, w których mowa o obławach na dziesiątki Żydów, których dokonali mieszkańcy w 1942 r. bez żadnego udziału Niemców! Są opisy mordów dokonanych przez miejscowych strażaków, są nazwiska sprawców. O tej masakrze w muzeum w Markowej [muzeum rodziny Ulmów] jest fragment zeznań powojennych, z których wynika, że była jakaś obława, ale powojenny sąd wszystkich mieszkańców uniewinnił. Słowem – nic się nie stało, sprawa zamknięta”. (…) Parę kilometrów od Markowej jest wioska Kańczuga, gdzie 31 marca 1945 r. Polacy zamordowali kilkunastu ocalałych z Zagłady. Podobnie w pobliskim Kisielowie. Ale zwiedzający muzeum w Markowej nie dowiedzą się o tym ani słowa.”

» „To, co mówi nowy prezes IPN, [Jedwabne to sprawka Niemców], jest odpowiedzią na polityczne zamówienie, którego efektem będą kolejne konflikty o historię. Nowe badania – w tym moje – pokazują znaczący bezpośredni udział Polaków w mordowaniu Żydów nie tylko w 1941 r., ale także w 1942, 1943 i 1944 r. Przez całą okupację. Stopień zaangażowania, motywacje i skuteczność trzeba dopiero określić, ale nie ulega kwestii, że skala tego współsprawstwa nie była zjawiskiem odizolowanym ani mało istotnym.”

No i co, należy czym prędzej skończyć z „polityką wstydu”, bo nie ma ona podstaw i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością? A może za chwile rozpoczną się widowiskowe procesy historyków „szkalujących naród”. Odpowiednie pod to przepisy są już przygotowywane.Władza będzie miała pełne ręce roboty!