Andrzej Duda i jego cuda

duda-160807-1200600

Rok temu niepozorny i mdły facecik, oraz dyspozycyjny i niezbyt lotny prawnik Andrzej Duda, został prezydentem Andrzejem Dudą. Niestety! Dla części Polaków, mniejszości na szczęście, to objawienie i powód do dumy. Dla większości zaś, to niewydarek i pozer, a z perspektywy tego roku to także popychadło i chłopiec na posyłki, niewątpliwy powód do wstydu. Czym zasłynął pan prezydent przez te minione 12 miesięcy?

Śmiem twierdzić, że na tle poprzedników wyraźnie się on wyróżnia. I to przynajmniej z trzech powodów.

Po pierwsze, w drugiej godzinie urzędowania uratował od pierdla swojego kumpla przestępcę, nie dopuszczając do ostatecznego i prawomocnego skazania go na kilkuletnią odsiadkę, na którą bezdyskusyjnie ów zasługiwał. Dzięki temu kumpel przestępca mógł zostać szefem służb ścigających tych, którzy hipotetycznie zagrażają reżimowi.

Po drugie, gość ma wyjątkową zdolność podpisywania (i to lewą rączką) wszystkiego jak leci, co mu podsuną i co mu każą podpisać, nie wnikając ani w sens tego co podpisuje, ani nie zastanawiając się nad skutkami tego co podpisuje. Takie hobby skubaniutki ma. Podpisać cokolwiek a potem gapić się godzinami na ten swój podpis, jaki on ładny jest i zamaszysty.

No i po trzecie przyznać trzeba, że żaden z dotychczasowych prezydentów nie prowadził tak intensywnego życia intelektualnie towarzyskiego. Nocnego na dodatek!

Bo nocne właśnie korespondencje z twiterowymi kurwiszonami przeszły już do historii, a ksywka Leśne Ruchadło na stałe weszła do słowika języka polskiego i polskiej publicystyki. I to dzięki Andrzejowi Dudzie właśnie, który ksywkę tę skutecznie wypromował.

A pamiętajcie, że to tylko rok minął. Ręce więc same składają się do oklasków, jak się pomyśli, że jeszcze cztery (przynajmniej) bogate w wydarzenia lata przed nami. Nie ma więc sądzę numeru, którego by Andrzej Duda nie był w stanie jeszcze wykręcić.