Seks Terlikowskich

terlikowska-160810-1200600

Dziś coś ze sfery życia osobistego, w tym i seksualnego, współczesnych, katolickich elit Rzeczpospolitej. Są to wzory zachowań istotne dla nas wszystkich, i choć podglądanie ich i naśladowanie może obowiązkiem nie jest, ale obojętność też nie jest wskazana. Otóż jak pewnie już czytaliście, moralny autorytet jakim bez wątpienia jest pani Terlikowska (kto uważa inaczej, niechaj pierwszy rzuci kamieniem), publicznie oznajmiła że – uwaga – seks oralny nie jest grzechem!

Mówiąc jest wprost i bez zahamowań, wylizywanie cipki i obciąganie wacusia jest jak najbardziej dozwolone i pan bóg absolutnie nie ma nic przeciwko temu, sam zresztą prawdopodobnie na prawo i lewo do cip różnych swym ozorem bożym się dobierając. Jest wszak jeden warunek – twierdzi Terlikowska. Wszystko musi zostać w kobiecie! Hmmm…

Innymi słowy i po ludzku oznacza to, że jeśli pani Małgosia bierze do buzi, a wedle mnie bierze, to tylko z połykiem, bo inaczej to jednak grzech.

To mnie trochę zszokowało, bo znając w zarysie poglądy szanownej pani Małgosi, jakoś tej sytuacji nie potrafię sobie wyobrazić, podobnie zresztą jak seksu z panią Małgosią, bo grozi to ciężką depresją.

Nie chcę też tu broń boże wszczynać alarmu i głos zabierać w imieniu nienarodzonych, ale podejrzewam, że pani Małgosia Terlikowska więcej w związku z tym dzieci połknęła, czyli de facto zjadła, niż urodziła.

To dla mnie prawdziwy szok, bo bez dwóch zdań mamy tu do czynienia z objawami barbarzyńskiego kanibalizmu. Wyobraźcie sobie ileż małych Terlikowskich pomieściło się już w żołądku pani Terlikowskiej… Może właśnie dzięki temu tak przytyła?

Jedyne teraz co mnie interesuje to odpowiedź na pytanie, czy Terlikowski o tym wie i czy to akceptuje. Bo może nie wie, co mogłoby oznaczać, że żona Małgosia robi loda komuś innemu, co już w ogóle w mojej pale by się mieściło i czego nawet mój ograniczony, niekatolicki umysł nie byłby w stanie pojąć.

Poza tym, nieco poważniej do sprawy podchodząc, jak Terlikowska mówi o seksie, jakimkolwiek, to brzmi to mniej więcej tak samo wiarygodnie i poważnie, jakby o tym seksie mówił ksiądz Oko, czy zakonnik Knotz.

Jedyna różnica między nimi polega na tym (poza płcią oczywiście), że Terlikowska wydała na ten świat przynajmniej piątkę Terliczątek a ksiądz Oko, póki co żadnego Oczątka (choć kto go tam wie, której wylizywał, a której nawet wkładał).