Pielgrzymkowe szczytowanie

pielgrzymka-160813-1200600

Jeśli ktoś jest mało spostrzegawczy i do tej pory nie zauważył, to uprzejmie przypominam, iż jesteśmy zdaje się w szczycie sezonu pielgrzymkowego. Większość tych Jasiów Wędrowniczków i Maryś Powsinogów jest już na miejscu, ale niektórzy jeszcze dobijają. To informacja istotna dla wszystkich kierowców, oznacza bowiem, że na drodze możecie napotkać zupełnie nieoczekiwane przeszkody w postaci bandy wałęsających się środkiem piechurów.

Oni nie ustąpią wam pierwszeństwa, nie ma takiej opcji po prostu. Bo oni są najważniejsi, a drogi są generalnie dla nich wybudowane. To, że niekiedy pomykają po tych drogach samochody, to tylko dlatego, że w tych pielgrzymkach bywają czasami przerwy, więc w tych przerwach łaskawie dopuszcza się ruch samochodowy.

Żebyście zrozumieli wagę problemy, to wyobraźcie sobie, że pielgrzymki są tylko samochodowe, a owe pielgrzymujące samochody zamiast poruszać się po drogach jakby logika nakazywała, z jakiś kompletnie niezrozumiałych powodów pomykają do tej Częstochowy po chodnikach, czyli traktach dla pieszych. I jak myślicie, co do powiedzenia na ten temat mieli by piesi?

I piszę o tych pielgrzymkach tylko dlatego, by ostrzec was przed agresywnymi piechurami zawalidrogami, nie szanującymi waszego prawa do spokojnego i bezpiecznego podróżowania, szlakami dla was przeznaczonymi.

Cała reszta od lat też się nie zmienia. Każdy postój to syf, góra śmieci, puste butelki i pełne zazwyczaj prezerwatywy. Zarzygane rowy, zasrane krzaki. Ale z pewnego punktu wiedzenia ma to nawet swój urok i myślę sobie, że gdybym był młodszy i gdyby mi się chciało, tak jak mi się nie chce, to sam bym na taka pielgrzymke poszedł. Co prawda głosu dobrego nie mam i „Barki“ spiewać nie potrafię, ale flaszeczkę obalić i obrócić, panienkę jakowąś wieczorem na siebie zarzucić… czemu nie, czemu nie…, w imię ojca i syna amen!

Ileż to dzieci w tej drodze do Częstochowy zostało napoczętych? Nie wiem czy ktokolwiek kiedykolwiek to obliczył. A ileż było to dzieci książęcych (od księdza znaczy się pochodzących), ile związków jednopłciowych zostało skonsumowanych, ile dzieci przez pasterzy wymacanych? Takich statystyk się nie prowadzi, więc pytanie pozostaną tyleż naiwne, co i bez odpowiedzi. Zmierzam więc do tego, że jeśli ktoś uważa, że na tej pielgrzymce to nudy na pudy, no to jest w dużym błędzie. Pielgrzymka sama w sobie, w swej zewnętrznej warstwie może jest i nuda, ale jej życie wewnętrzne tętni tętnem kolarza Majki wspinającego się pod Mont Ventoux.