Był wrzesień. Wspomnienie sprzed 5 lat

wspomnienia-160902-1200700

Naszło mnie na wspomnienia, kiedy szukając czegoś nieopatrznie dobrałem się do zapisanych tekstów sprzed lat, skrzętnie publikowanych na ówczesnym moim blogi (revelstein.blox.pl). Co ciekawe, z perspektywy tych paru lat, prawie nic – jeśli chodzi o nastrój – w Polsce się nie zmieniło. Ci sami byli bohaterowie, ci sami „zdrajcy“, acz być może (tego nie pamiętam) okoliczności przyrody nieco inne były. W każdym razie, tytułem małego eksperymentu przypominam ówczesnym Bywalcom, fragmenty sprzed równo pięciu lat. Poczujcie i przypomnijcie sobie tę atmosferę i koniecznie zapach tamtego napalmu tuż o poranku (niektóre fragmenty zostały minimalnie skorygowane).

→ 03.09.2011– Jutro w okolicach Płońska, dojdzie do inscenizacji zwycięskiej bitwy z bolszewikami w 1920 roku. Jak informują organizatorzy,„będziemy świadkami spektakularnej Szarży Arcelińskiej 1920, czyli szarży 1. Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego na wojska bolszewickie.” Przekładając to z polskiego na nasze, oto będziemy mieli kolejną edycję niezwykle cenionych w patriotycznym środowisku Mistrzostw Świata w Inscenizacjach Historycznych. Już dziś możemy obwieścić, że po raz kolejny obronimy zaszczytny mistrzowski tytuł. Znów złoty medal! W świetle sportowej klapy na lekkoatletycznych mistrzostwach świata, każdy złoty medal (zwłaszcza narodowej wagi) jest o wiele cenniejszy niż kruszec z którego został wykonany. Brawo Polacy!

→ 10.09.2011-Jedna z ciekawszych informacji kończącego się tygodnia: oto własną kampanię wyborczą do senatu rozpoczęła pani Zuzanna Kurtyka, wdowa po głośnym ogierze i casanowie IPNu. Mówi, że chce by „polska polityka była zdrowa”. Jeśli więc sama pani Zuza wywołała ten temat zdrowia, to powiedzmy i napiszmy, iż wielka to szkoda, że doktor House to tylko filmowa i fikcyjna postać. Bowiem tylko on jeden, mógłby tu pomóc. Chodzi o postawienie trafnej diagnozy, oraz zastosowanie uporczywego, ale z pewnością skutecznego leczenia.

→12.09.2011-Biskup Michalik, (…) miał objawienie. Naszła go bowiem wizja, że cała Polska jest katolicka nie tylko z nazwy. Niedobitki ateistów i satanistów gniją w przyklasztornych więzieniach i obozach pracy, a nosicielki in vitro płoną na stosach. Kiedy piękny sen minął, biskup zmarkotniał, ale uznał, że nic straconego, trzeba działać. Podczas przemowy w jakimś Pierdziszewie, (…) zaapelował, by w Polsce czym prędzej znikło katolickie getto. Mówił:

„Polska powinna zatroszczyć się o to, aby zginęło getto katolickie i trzeba na tej drodze wytrwać. Żeby w każdej dziedzinie życia, każdy obywatel miał równe prawa”.

Bo rozumiecie, w Polsce zasadniczo katolikom wiedzie się bardzo źle. Żyją tylko we wspomnianych gettach otoczonych drutem kolczastym, a na łachach obowiązkowo noszą przyszyty znak krzyża, by łatwiej ich było w tłumie rozpoznać. Jak się zwolni jakiś towarowy pociąg, to chybcikiem kolejną grupę ładuje się do bydlęcych wagonów i hajda cichcem na Sybir, do Workuty, gdzie wszelki słuch po nich zanika. No, tak potwornie ci katolicy są prześladowani. Resztki tych, których nie wyłapano, wałęsają się po lasach i u chłopów w kopcach z kartoflami się ukrywają. Kościołowi zaś na masową skalę odbiera się majątki, w tym ziemię i zabudowania, oraz co bardziej atrakcyjne działki w miastach. Wszystko jest nachalnie i pośpiesznie nacjonalizowane. Wieje więc grozą i szerzy się terror. (…)

→ 13.09.2011-Obchody 10 rocznicy ataku na WTC wywołały u wielu prawicowych publicystów prawdziwy zachwyt. I niekoniecznie chodziło o to, że ramię w ramie szli obok siebie postaci tak różne i tak z innej bajki, jak Bush, Obama czy Clinton. Chodziło raczej o to, że Amerykanie mają piękną okazję by świętować i tego im po prostu należy zazdrościć. Tak, proszę państwa, obowiązkowo trzeba zazdrościć Amerykanom! Taka piękna tragedia narodowa im się przydarzyła. Szczęśliwcy! A my? Jakże blado na ich tle wypadamy. O powstaniach nikt kto zdrowy na ciele i umyśle już dziś nie chce pamiętać, a samolot spod Smoleńska to zdecydowanie zbyt mało na Wielką Klęskę. I mimo wielu starań, morderczego wręcz wysiłku tych i owych, aeroplan ów nie wytrzymuje w żaden sposób porównania z WTC. Znów więc czujemy się niedowartościowani, pokrzywdzeni przez los i zdradzeni o świcie, w oparach absurdu i smoleńskiej mgły (z helem).

… w każdym razie im większy przypał, tym bardziej zajebiste wspomnienia!