Skromny szpieg Capała

szpieg-160905-1200600

Z tymi szpiegami to jest tak, że byli jak świat światem i zawsze będą. Więc też z tego punktu widzenia info, że porucznik (rezerwy, co ważne) Piotr Capała szpiegował nie jest niczym zaskakującym. Nie ostatni on i nie pierwszy. Naturalnym jest też to, że teraz Capała jest tym złym charakterem, bo szpieguje dla państwa, którego aktualnie wyjątkowo nie lubimy, czyli Rosji. Gdybyśmy to państwo lubili, tak jak lubiliśmy kiedyś, wówczas to co robił Capała nie nazywało by się szpiegowaniem, tylko owocną współpracą wywiadów.

Nie inaczej zresztą było w przypadku Kuklińskiego. Lata temu on też dorabiał po godzinach handlując informacjami z Amerykanami dla odmiany. Jak najbardziej więc szpiegował, bowiem udostępniał informacje państwu, którego w danym momencie nie lubiliśmy, tak jak teraz nie lubimy Rosji. Ale ponieważ w międzyczasie wszystko się odmieniło, nasz smak, gust i sojusze, to teraz Amerykanów lubimy i dlatego szeregowy a kiedyś pułkownik Kukliński, czasowo przynajmniej jest bohaterem, któremu nawet stawia się pomniki.

Pewnie więc, zgodnie z odwieczną zasadą, za lat ileś tam, jak znów zmienią się czasy i innych nieco będziemy mieli kolegów, skromnego pomnika gdzieś w parku albo na skwerze dorobi się nie mniej skromny porucznik rezerwy Capała.

Z tą skromnością zaś, to żadna tam przesada. No, bo sami powiedzcie, jak się ma, porucznik rezerwy, w stosunku do byłego pułkownika i to na generalskim etacie, wysoko umocowanego w strukturach dowodzenia polskiej armii? Po mojemu nijak się ma.

Poza tym Kukliński z racji swego stanowiska miał w biurku co nieco do sprzedania, no i ogólną orientację w sytuacji miał niczego sobie, choć po latach okazało się, że te przekazywane tajności, miały dla Amerykanów taką mniej więcej wartość, jak dla niektórych z nas dzisiejsze słynne ,,umowy śmieciowe”. Ale bohaterem jednak został, bo na bohatera jakiegoś było zapotrzebowanie. A jakie to tajemnice mógł przekazywać żołnierz rozwiązanego 36. pułku lotniczego, porucznik rezerwy Capała? Że tutki to złom, w hangarach burdel, a piloci nie potrafią na nich latać? Ruscy i bez niego to wiedzieli. W każdym razie na pewno od tej wiedzy tajemnej my nie zbiednieliśmy, a Ruscy tym bardziej się nie wzbogacili. Ale niech tam, jest chociaż ruch w interesie, a poppatrioci mają na kim psy wieszać.

Natomiast tak myślę sobie jeszcze, że na upartego i podążając za obowiązującymi trendami patriotycznej mody, uznać należy, iż z tym Kuklińskim to ktoś czegoś nie dopatrzył.

Będę się upierał przeto, że ostatnim żołnierzem wyklętym był Ryszard Kukliński, kontynuujący przynajmniej do roku 1981 chlubne tradycje antykomunistycznego polskiego państwa podziemnego.

Nie żaden tam Franczak „Lalek”, ubity przez bezpiekę w 1963, tylko Ryszard, powiedzmy „Jack Strong”, prawdopodobnie też ubity przez bezpiekę (2004), tylko nie wiadomo do końca czyją.

I nic nie szkodzi, że przez lata pracował on w komunistycznym aparacie przemocy, jakim była armia, bo przecież to także tradycja. Jakże wielu „wyklętych”, zwłaszcza tych stawianych dziś na świeczniku i mających być wzorem, było nie tylko donosicielami bezpieki, ale nawet jej dobrze opłacanymi agentami, o czym w ferworze odkurzania pamięci jakoś się nie pamięta.

Jednym słowem na tym tle jakiś tam poruczniczyna Capała, to paproch i nic nie znaczący figurant, nad którym szkoda dłużej się zatrzymywać, no przynajmniej do czasu jak ktoś faktycznie zacznie mu stawiać pomniki. Bo powiedzmy szczerze, wszystko w Polsce jest możliwe. Przecież w roku 1981 i paru latach następnych, też nic nie wskazywało na to, że Kukliński zostanie narodowym bohaterem. Więc jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie śpieszmy.