Cóż to była za premiera!

premiera-160906-1200600

Stało się! Wreszcie mamy to za sobą! Jak doskonale zapewnie wiecie, wczoraj w okolicznościach niejasnych, doszło do długo oczekiwanej premiery filmu fantazy w reżyserii Antoniego Krauzego pod złowieszczo brzmiącym tytulem „Smoleńsk“. Do premiery doszło w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie, co można oczywiście rozumieć i interpretować przynajmniej na dwa sposoby.

Antyfani dzieła mogą protestować i słusznie zresztą argumentować, że oto święte rzekłbym dla kultury miejsce jakim jest Teatr Wielki, po raz kolejny zostało sprofanowane, pokazem jakieś nieudolnej, propagandowej szczujki, która ma tyle wspólnego ze sztuką wysoką, co gówno z czekoladą.

Fani dzieła z kolei będą argumentować, że wielkie epopeje i narodowe opery z wątkiem mistyczno-sensacyjnym, powinny być w świątyni oper wystawiane i co do tego nie ma wątpliwości. Opera to opera bez względu na jej artystyczny i propagandowy wydźwięk. Po mojemu to co najwyżej operetka, a ten kto ją publicznie wystawia, nawet w prywatnym lokalu, winien być karany wysokim mandatem za demoralizowanie widzów.

Na premierą nie wpuszczono dziennikarzy, bowiem organizatorzy szoł nie życzyli sobie dzisiejszych niepochlebnych recenzji w prasie polskojęzycznej, a ta jak wiadomo na razie jest w przewadze, choć do czasu. Niestety, element wraży jakimś sposobem na pokaz się wślizgnął i dziś w najlepsze oczernia, opluwa i insynuuje.

Na pokazie byli ci co być powinni, a także ci, co mogli sobie odpuścić, ale na wszelki wypadek poszli, żeby prezes ich zobaczył, a oni żeby zobaczyli a może nawet dostąpili zaszczytu ucałowania dłoni Prezesa, jak ten zezwoli a ochrona dopuści.

Tak na marginesie warto dodać, że ochrona Prezesa była tak szczelna, że nawet nie dopuściła do rutynowego ucałowania dłoni prezesowej przez prezydenta Dudę i na tym tle doszło ponoć do scysji i potyczki ochroniarzy. Finału walki nie znamy, bowiem wszelkie szczegóły zostały objęte ścisłą tajemnicą państwową. Na zdjęciu widać zresztą, że mina prezia jest nietęga a obywatel Prezes gdzieś tajemniczo zniknął.

Nie chce wam dłużej głowy zawracać w sumie niezbyt istotnymi sprawami, a jeśli nadal głodni jesteście szczegółów, to doczytajcie sobie o tym w owej polskojęzycznej prasie.

Jedyna uwaga jaka na koniec chciałbym się z Wami podzielić, to moja głęboka obawa i zaniepokojenie z faktu takiego wynikające, że oto niepomni nauczek z 10 kwietnia, znów wszystkie najważniejsze osoby w państwie (no, prawie wszystkie), najbardziej też przy okazji ukochane i szanowane, zgromadzono w jednym miejscu i jeszcze podano to do wiadomości publicznej. A przecież wystarczą nam miesiączki każdego dziesiątego, po co jeszcze piątego?

icon-zmyslone-coolgray-1000

icon-update-55Wiadomo już co dalej. Teraz oto film „triumfalnie” ma wejść do kin, ma swoje zarobić ma oświecać naród, głodny prawdy. Jest nawet plan,  żeby do 500+ dołożyć doraźnie na najbliższe pół roku 30+, tak aby na bilety do Multipleksów było, i żeby tym samym narodowi sfinansować przeżycia i doznania na odpowiednim, patriotycznym poziomie.

Za chwilę obowiązek zaliczenia seansu obejmie szkoły, wszystkie jednostki wojskowe, oraz policję. Grupowe oglądanie filmu stanie się normą. MON na przykład jeszcze przed premierą zobowiązał się,  do wykupienia odpowiedniej liczby seansów a Ministerstwo Oświaty pracuje w tej chwili nad modelem pomocy finansowej szkołom. Seanse w przedszkolach będą musieli niestety sfinansować rodzice. Potem dopiero Smoleńsk trafi do Telewizji  Narodowej. Kurski (lub jego następca) zagwarantuje, że w pierwszym miesiącu po nabyciu praw, obie anteny pokażą dzieło nie mnie niż 16 razy, zaś kolejnym krokiem będzie obowiązkowe wpisanie filmy do ramówki każdego dziesiątego dnia miesiąca. Wychodzi więc na to, że sukces komercyjny „Smoleńska”  jest już zaplanowany i zagwarantowany.