Cios posła. Prawdopodobny

jackiewicz-160911-1200600

Minister Dawid Jackiewicz, który przypadkowo jak rozumiem, w swój życiorys ma wpisaną śmierć człowieka, bardzo nerwowo reaguje na fakt, że ktoś o tym ma czelność pisać i mu to wypominać. Nie chodzi o to, że takiego epizodu się wypiera, chodzi raczej o to, że wedle niego niejaki Zbigniew Marchel (czyli ofiara tamtego wydarzenia), zabił się sam, własną pięścią, pięścią której ślady miał zreszta na twarzy. Pięść Jackiewicza natomiast absolutnie z tym nie miała nic wspólnego.
Jeśli ktoś wątpi w niewinność pięści Jackiewicza, jest narażony na kontakt z sądem, przed oblicze którego z lubością wzywają prawnicy ministra.

⇒   A tak na marginesie, ci prawnicy z taką zaciekłością broniący dobrego imienia i czystego sumienia klienta, sami są klientami, bo zasiadają w zarządach lub radach nadzorczych spółek skarbu państwa, o czym decyduje de facto klient Jackiewicz. Ale to jak rozumiem, przypadek i czysty zbieg okoliczności.

Nie chcę, ani nie zamierzam opisywać tutaj całej tej kryminalnej historii w którą wpisany jest pan Jackiewicz, bo wcześniej zrobili to już inni, wystarczy poszukać. W każdym razie gość najprawdopodobniej znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie, zaś ten cały Marchel też miał pecha, bo niewiele w sumie jest osób, które po lekkim tylko odepchnięciu, po muśnięciu wręcz (w obronie własnej podkreślam), tak nieszczęśliwie się przewracają, że aż umierają. No, ale jak ktoś ma ma pecha, to widocznie od urodzenia aż do śmierci.

Wspominam o tym wszystkim tylko dlatego, że zamieszany tę w historię i nieco ubabrany błotem, jest członek politycznego dziś estabilishmentu, co zawsze budzi zainteresowanie i podejrzenia co do równego traktowania stron. Sprawy nie łagodzi też fakt, iż pan minister jest w obozie, który ma nieograniczoną wręcz władzę a tym samym możliwości i z tej nieograniczoności z ochotą i bez hamulców korzysta.

Poza tym pan minister, swoimi nerwowymi działaniami i polowaniami na blogerów wypominających mu ów epizod i wątpliwości z nim związane, tylko jeszcze większe wzbudza zainteresowanie i podejrzenia, że coś zostało zamiecione pod dywan, ukryte, zmanipulowane. Bo logicznie biorąc musi być tu coś nie w porządku, coś do ukrycia, skoro gość aż tak bardzo się poci.

Niepokojące jest również to, że śledczy – jak donoszą zajmujący się tą sprawą dziennikarze – na dzień dobry, czyli prawdopodobnie bez nadmiernego wnikania w szczegóły, przychylili się do wersji podawanej przez posła i dolnośląskiego barona PiS. Czyli była to przypadkowa i nieumyślna śmierć, ot drobiazg taki, i stąd bierze się brak postawionych zarzutów. Parę miesięcy później (grudzień 2007) nastąpiło spodziewane umorzenie i było po sprawie, choć wątpliwości pozostały. Bo sporo jednak było sprzeczności pomiędzy zeznaniami świadków i ustaleniami biegłych (wykryli m.in. na twarzy ofiary ślady po uderzeniu pięścią) a wersją podawaną przez pana posła. No, ale to już historia, przynajmniej na razie. Teraz, jak ktoś ma wątpliwości, nie do końca wierzy w niewinność posła, lub być może słusznie doszukuje się w sprawie drugiego dna, ten już może czuć się ściganym. Duży Format opisujący historię zaznacza:

„Szczególnie narażeni na pozwy są ci, którzy mają wątpliwości związane z granicami obrony koniecznej, braku odpowiedzialności karnej posła i rzetelności prowadzonego postępowania w prokuraturze”

I to całej tej sprawie nadaje pikanterii.

Czyli wszystko wskazuje na to, że wcale nie jest po sprawie. Sprawa to dopiero może być, tym bardziej, że w przeszłości byli już tacy, którzy niby – we wstępnej wersji – po pijaku i przez przypadek spadli ze schodów i się zabili, a po latach się okazywało że nie dość że byli trzeźwi, to jeszcze schody w zupełnie innej klatce były.

icon-separator-500

» ZOBACZ :: „Cios posła„- Materiał Dużego Formatu – 08 września 2016 → 123