Fascynująca transmisja live z psychiatryka

komisja-macierewicza-160916-1200600

W zasadzie to po wczorajszym szoł komisji Macierewicza, nie za bardzo jest o czym pisać. W ogóle na ten temat nie powinienem w klawiaturę stukać, bo niby dlaczego? Nic nowego, żadnych nowych faktów, tylko zwyczajowy stek bzdur do którego już zdążyliśmy przywyknąć. A przecież miało to być nowe rozdanie, miały być nowe sensacyjne i nieznane dotąd fakty. Nic nie było.

Piszę o tym tylko dlatego, że nie raz i nie dwa zajmowałem się tu tym tematem, no i tak odpuścić kolejną nadarzającą się okazję do wyżycia się nad idiotami, to byłby grzech i niedopuszczalne zaniechanie.

Będzie jednak krótko, bo temat już nudny i mało kogo kręci. Dwie rzeczy generalnie.

I tak po pierwsze…

Znacząca część antkowych ekspertów których mieliśmy okazję wczoraj oglądać, to amatorzy i kompletni dyletanci. Jakiś chemik, oraz żeby było śmieszniej, jakaś pani muzykolog i antropolog, autorka pracy doktorskiej pt. „Kultura muzyczna metropolii inkaskiej“, specjalizuje się w historii pramuzyki na terenie Peru, Ekwadoru i Boliwii.

Do tego były, emerytowany pilot Tutek (na tej zasadzie każdy kierowca może się uznawać za wybitnego eksperta od katastrof drogowych), oraz siedzący nieopodal były nauczyciel kapitana Protasiuka. Dalej mamy także akustyka, specjalizującego się w teorii nagłaśniania koncertów, prawnika, psychologa nerwic (być może Macierewicz jest jego pacjentem i wcisnął go do komisji, żeby powetować mu w ten sposób ewidentny brak sukcesów w leczeniu skomplikowanych niczym minister przypadków), oraz inżyniera, popularyzatora wiedzy technicznej.

Jest też specjalista od inżynierii lądowej i transportu, oraz nawiedzony duński biznesmen i wynalazca, prywatnie mąż cierpiącej na poważne odpały Ewy Stankiewicz. Nie sposób też nie wspomnieć o konstruktorze (niby) od Boeinga, który uwielbia robić symulacje w oparciu o puszki coca coli… Jest też autentyczny profesor od materiałów i inżynierii mechanicznej, ale występujący raczej w roli gwiazdy i celebryty, niż eksperta od czegokolwiek. Nikt, nigdy nie słyszał, by gość wygłosił jakąś sensowną teorię. Każda próba przepytania Biniendy przez dziennikarzy, kończy się zaś jego natychmiastową ucieczką. Kuriozalna postacią jest też Frank Taylor, zbzikowany Angol, przedstawiany a i sam z ochotą się podający za eksperta od katastrof (brytyjska komisja badania wypadków lotniczych kategorycznie zaprzecza żeby kiedykolwiek był on jej członkiem), o którym na dobrą sprawę nikt nie słyszał, a ci co słyszeli łapią się za głowę i czym prędzej uciekają.

Czy wymieniać dalej? I czy zachowanie jakiejkolwiek, chociaż elementarnej powagi, przy nominacjach do jakiejkolwiek komisji, to aż tak bardzo w Polsce nieosiągalny i niewyobrażalny do spełnienia warunek?

No i teraz po drugie…

Oto ten fascynujący i z nóg wręcz powalający zespół wyjątkowo wybitnych ekspertów, poinformował wczoraj, że odkrył wiele nieznanych do dziś faktów i informacji pilnie dotąd skrywanych przed opinią publiczną. Niestety, wszystko wskazuje jednak na to, że oni jeśli już, to czytali jedynie pobieżne streszczenie raportu komisji Millera i Laska. Bo gdyby czytali całość i czytali to uważnie, a także ze zrozumieniem, to zapewne by wiedzieli, iż to wszystko co wczoraj uznane przez nich zostało za sensacje, jest we wspomnianym raporcie, w załączonych do raportu aneksach. Odkryli więc to, co dawno już zostało odkryte, zmierzone i zważone, odkryli coś nowego, tylko dlatego, że nie chciało im się przeczytać raportu o tym co inni już odkryli.

I jak tu to wszystko poważnie traktować? No, nie da się! Na koniec z całego serca dziękuję wszystkim telewizjom, że z takim zapalem przekazywały obraz live z psychiatryka. Dzięki, to było naprawdę wielkie przeżycie!