BRAD and PAD. Historia do powtórzenia

brad-and-pad-160923-1200600

Wychodzę z założenia, że każdy kraj ma, albo może mieć  swojego Pitta i Jolie. Takich na jakich sobie zasłużył. Ale bądźmy uczciwi, Pan Duda to jednak nie pan Pitt. Co prawda też pije, pali i skacze na boki, ale to jednak nie Pitt. Jeśli już to mamy do czynienia z pozornym podobieństwem. Fizycznie to jednak – przyznać musicie – prawdziwa przepaść, to tak, jakby zestawić budyń malinowy z wytworną owocową sałatką i to jeszcze z bardzo egzotycznych owoców (czakam aż na ten konkretny temat wypowiedzą się Bywalczynie). Poza tym Brad nie ma ochroniarzy bo go ludzie lubią, a PAD ma ochroniarzy armię bo go nie lubią.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że jeden i drugi to także aktor, czyli mówiąc w skrócie ktoś, kto cały czas kogoś udaje, kto odgrywa role zgodnie z napisanym scenariuszem. Niestety, o ile pan Pitt to profesjonalista, o tyle pan Duda to amator samouk. Na dodatek bierze na tapetę teksty pisane przez bardzo marnego scenarzystę, choć szacun za to, że gra z wyjątkowym zaangażowaniem i niespotykanym wręcz zapałem. Wypowiada wszystkie kwestie, które mu wcześniej na kartce podsuną, bez zastanowienia, bez jakiejkolwiek refleksji, próbując nieudolnie zazwyczaj nadrobić minami. Wypada to żałośnie, ale nikt przecież nie zakładał ze żałośnie nie będzie. 

» REKOMENDOWANE :: Tuningujemy prezydenta

Ciekawi mnie natomiast, tak juz na marginesie, jak kiedyś poradzi sobie z rolą oskarżonego i skazańca w pokazowym procesie przed Trybunałem Stanu. „Dwunastu gniewnych i jeden oskarżony” – czy Krauze podejmie się realizacji tego scenariusza? Powinno być nieźle, tym bardziej, że od dłuższego już czasu z rolą tą się PAD liczy i pilnie się do niej przygotowuje.

Wracając jednak do rozstań…

No więc jeśli pan Duda jest takim panem Pittem, to pani Agata jest pewne taką panią Angeliną. To na A i tamto na A. Nie ubliżając bynajmniej, zauważyć należy że nasza A, też jest sucha niczym kij od szczotki  i – jak szepcą ci co wszystko dobrze wiedzą – podobnego jest charakteru (jak to każda z zasady germanistka, mam swoje przykre wspomnienia ze szkoły). Ona też nie znosi pewnych chorobliwym moim zdaniem zachowań partnera, choć – tu szacun za cierpliwość – cały czas mniej lub bardziej zgrabnie to ciągle ukrywa.

Trzymając się tej cienką linią kreślonej analogii,  widzę już i przewiduję, że jak mąż po raz kolejny  wyjedzie świat naprawiać i dobre imię Polski sławić, to nasza Angelina o rozwód pewnie też wystąpi. Jedyne co pozostaje do ustalenia, to oficjalny powód rozstania, tak żeby godnie brzmiało, godnie wprost proporcjonalnie do godności urzędu. Od razu uprzedzam, że wszelkie wariacje na temat Leśnego Ruchadła odpadają. Za bardzo już zgrane i do bólu banalne.