Rozdał 500, wstrzymał słońce, ruszył ziemię

kaczynski-odkrywca-161004-1024600

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że autorem przełomowego pomysłu 500+ był… Jarosław Kaczyński. W wywiadzie dla ŁRzeczpospolitej zakomunikowała to minister Rafalska. I mówiła to ze śmiertelną powagą.

„Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Podczas prac nad programem (…) proponowaliśmy bardziej ostrożne w skutkach finansowych propozycje. Wtedy Jarosław Kaczyński powiedział, że to nie jest program prorodzinny i że musi być śmielsze rozwiązanie, które polska rodzina odczuje natychmiast, co będzie zachętą do posiadania większej liczby dzieci”.

No cóż to ładny gest ze strony Rafalskiej i docenienie przewodniej siły wodza. Zaś co do programu… Na razie zamiast wzrostu pogłowia dzieci, rośnie nam spożycie alkoholu na głowę. Ale z tym sobie PiS poradzi, bo jest pomysł, czego minister Rafalska nie dopowiedziała, by w statystykach rozpicia uwzględniać tylko napoje powyżej 75 voltów.

Szykuje się też przewrót w teorii kopernikańskiej (a w zasadzie jej rewizja, w części dotyczącej autorstwa), bo  ostatnie badania naukowców którym z poglądami PiS jest po drodze wskazują, że to nie Kopernik „wstrzymał słońce ruszył ziemię”,  tylko Jarosław Kaczyński z pewną niewielką pomocą brata. Stało się to przez przypadek (pamiętajcie, że wiele wielkich odkryć miało miejsce przez przypadek) w roku 1962 we wsi Zapiecek, przy próbie zajumania przez braciszków Księżyca. 

Oznacza to, że wreszcie będzie można zlikwidować pomnik tego całego Kopernika na Krakowskim (swoją drogą do baby jakoś strasznie ten Kopernik podobny, takie gender obrzydliwe) i zastąpić go jakimś innym, bardziej na czasie. Sądzę, że na jednym krańcu Krakowskiego pomnik Lechowi postawimy za bohaterką śmierć a na drugim Jarosławowi za bohaterowie życie w stanie starokawalerskim.

Jak dobrze pamiętacie, mniej więcej ci sami naukowcy, ujawnili jakiś czas temu, że to nie Lech Wałęsa tylko Lech Kaczyński zorganizował i twardą ręką prowadził Solidarność. Do niedawna prawda ta był pieczołowicie skrywana przed społeczeństwem. On też ukrywał pod kołdrą (przy niewielkiej z kolei pomocy mamy) brata Jarosława, który dzięki temu nie został internowany i mógł w tym czasie zająć się skomplikowaną robotą wykradania własnych akt z bezpieki. Dzięki temu między innymi Rafalska i inni użyteczni idioci mogą teraz bezkarnie opowiadać z dupy wzięte historyjki.