Szarmanccy chłopcy prawicy

pospieszalski-161007-1024600

Dorota Wellman to może nie jest akurat typ kobiety z moich (erotycznych) snów,  ale z kolei zarówno pan Pospieszalski, jak Ziemkiewicz, jaki i bezapelacyjnie Kukiz, to co najwyżej moje ulubione postaci  z tarczy na zaprzyjaźnionej strzelnicy.

Oto wyjątkowy erudyta i mistrz elegancji na prawicy Jan Pospieszalski. Mówi:

„W przypadku pani Doroty Wellman radziłbym jednak bardziej oszczędne sformułowanie porównań do trzody hodowlanej”.

Jestem w stanie uznać, iż jego opinia jest z tych raczej powściągliwych, bo jak znamy pana Jana ten wiemy, że potrafi bluznąć dużo mniej filozoficznie niż w tym wypadku. Jeśli pani Dorota czuje się w jakiś sposób tą zacytowaną wyżej erupcją intelektu pana Jana urażona, to doradzał bym jednak spokój i pełną zlewkę. Pani Doroto, po pisowsku mówiąc, nie ma się co z chujem kopać, oraz obrażać. Bo obrazić to panią może jakiś człowiek, ktoś z kim nie wstyd na ulicy stanąć, zaś w tym przypadku warunek taki nie zaistniał.

Niestety dalej jest tylko gorzej.

Bo jeśli pan Janek to chuj – jak tu wspólnie przed chwilą ustaliliśmy (no, może tylko chujek) – to określenie tym samym epitetem dwóch pozostałych istot człekokształtnych, może być poważną obrazą owego męskiego i na swój sposób sympatycznego atrybutu.

Znany asceta i człowiek kultury (wyjątkowo pasuje do kultury firmowanej przez ministra Glińskiego), Kukiz mianowicie, ma jedynie tyle do powiedzenia kobietom w niechcianej ciąży, że „Trzeba było zdawać sobie sprawę, komu się dawało to ciało i kiedy się dawało, i jak się dawało, że się nie rozleciało…”.

O ile się orientuję, jest prawdopodobnie parę kobiet, które dawały Kukizowi, kiedy przez bardzo krótki moment robił za gwiazdę i czego Kukiz nie pamięta, bo nie może (wytrzeźwiał dopiero wiele lat później), a z kolei one nie chcą pamiętać, bo dziś nie mogą zrozumieć jak wtedy mogły.

Myśl kolegi artysty z baru dla kierowców, podchwycił guru wszelakich Badziewiaków Ziemkiewicz. Przyznał, że bywały czasy, kiedy niczym Kukiz również nie stronił od kobiet (choć świadków brak i nie zachowały się też paragony), ale teraz już niewiele może. Ale dodaje: „…gdybym to robił nadal, na pewno byłyby ładniejsze”. Tu oczywiście w naturalny sposób wyrażone, literacko wyważone oczarowanie koleżanką Wellman, jak rozumiem.

A ja piszę jak jest i nie mam żadnych wyrzutów sumienia.

Jeśli zaś ktoś ma do mnie o to żal, albo skarży lub donosi na mnie tu i ówdzie, że jestem chamem, piszę jak cham i chamski zamieszczam tu opinię, często ad personam, to odpowiadam na to spokojnie, iż ja tylko odpłacam pięknym za nadobne, że próbuje nawiązać kontakt z moimi oponentami, posługując się językiem przez nich zaproponowanym, językiem który oni aprobują i który są w stanie zrozumieć. Nie jest to w żaden sposób efekt mojego osobistego chamstwa i nieokrzesania, a jedynie dostosowanie się do wymogów środowiska, świadome i zamierzone przejęcie metod tudzież terminologii przeciwników. Bo jestem też z tych, którzy hołdują zasadzie, że jeśli chcesz dyskutować z przeciwnikiem, chcesz żeby zrozumiał ciebie i twoje argumenty, to zniż się do jego poziomu. Jak on ci da w mordę, to ty mu oddaj i popraw z buta.