WOYCIECHOWSKI (Chrystus z PWPW)

woyciechowski-161023-1200600

Niewątpliwie prezes Woyciechowski chciałby mieć dobrą prasę, ale jej niestety nie ma, mimo że płaci całkiem dobrą kasę niektórym przynajmniej mediom. Kierowana przez niego (miejmy nadzieję ze także chwilowo i i incydentalnie jak wszystkie pozostałe firmy) Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, nie skąpi pieniędzy na kupowanie sobie przychylności. Przykłady? Bardzo proszę!

Katolicka Agencja Informacyjna – 50 tys. złotych (niby na obsługę medialną wizyty papieża), a Polskie Radio – 150 tys. złotych (niby na chrzty i inne tego typu bzdety), Gość Niedzielny, wSieci i inne tego typu szmatławce, nie mają żadnego problemu w pozyskiwaniem od PWPW kasy.

Tylko w ciągu pierwszych pięciu miesięcy urzędowania nowy zarząd firmy pod światłym dowództwem Woyciechowskiego zasponsorował przychylne sobie media na kwotę 520 tysięcy złotych.

Tyle wynika z dokumentów, ile poszło bokiem tego nikt nie wie. Zarząd PWPW pytany o zasadę wedle której rozdaje kasę państwowej jednak spółki odpowiada:

„Zakres działań sponsoringowych i beneficjenci są uzależnieni od aktualnych możliwości spółki, a także od wrażliwości członków zarządu i rady nadzorczej, którzy zawsze podejmują działania zgodnie z prawem i interesem spółki”.

Ale co tam sponsorowanie mediów… Zobaczmy jak to jest z ta „wrażliwością“?

Gazeta Wyborcza opisuje z detalami (całość materiału pod tekstem) działalność pana prezesa Woyciechowskiego i jego sposób zarządzania firmą zgodnie z zasadami katolickiej miłości bliźniego. To jest właśnie ta szczególna katolicka wrażliwość!

Jedno nie ulega więc wątpliwości: tak jak wysoce dyskusyjne wydają się być umiejętności menadżerskie pana prezesa Woyciechowskiego, tak jego głęboka i wysoce (bez)refleksyjna wiara, wątpliwości nie budzi żadnych. To przypadłość i niewątpliwy talent, który upoważnia go do zajmowania najbardziej odpowiedzialnych stanowisk w państwie polskim.

Warto przypomnieć, że kiedy szanowny pan prezes zaczął rządy, to zaczął je tak jak bóg przykazał. Ksiądz poświęcił mu gabinet!  I już po dwóch dniach zarząd uchwalił 20-tysięczną darowiznę dla warszawskiego klasztoru Bernardynów. Nie jedyną na rzecz kościoła.

Wśród wpisów prezesa Woyciechowskiego na Twitterze, co drugi jest religijny (pisownia oryginalna).

→ „Oto mój sługa, którego podtrzymuję, wybrany mój, w którym mam upodobanie. Iz 42,1”

→ „Panie, wysłuchaj modlitwę moją, a wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie”.

Więc kiedy już pan prezes się pomodli i po wielokroć znak krzyża na piersi uczyni, zabiera się za bezpardonowe wypierdalanie ludzi na bruk. W sumie już bez mała 100 osób! Nie dlatego że są źli, ale dlatego, że są starzy, że nie modlę się równie żarliwie jak on, że wiedza więcej niż on wie, że mają własne zdanie, że są rudzi a on rudych nie znosi, że czytają niewłaściwe gazety, no i wreszcie dlatego, że potrzebne są miejsca dla znajomych. Jakieś sensowne wytłumaczenie? Ależ oczywiście:

„Zmiany kadrowe wynikają ze standardowych okoliczności, m.in. z decyzji osobistych pracowników, przepisów emerytalnych, wypadków losowych oraz oczywiście decyzji przełożonych, których zadaniem jest realizacja nowych celów postawionych im przez zarząd”

Zaś zarzut, że zatrudnia tylko znajomych też wydaje się być chybiony bowiem:

„Polityka zatrudnienia i doboru kadr jest autonomicznym prawem zarządu. Kryteria, którymi kieruje się zarząd, mają na względzie przede wszystkim realizacje celów biznesowych i ekonomicznych. A zatem nie są żadnym anormalnym zjawiskiem, a stanowią realizację transformacji modelu biznesowego spółki”.

Prezes zreszta tak się rozpędził, ze w tym rozpędzie i rzec można pijanym widzie, wywala na bruk nawet swoich, tzn. znanych w firmie i patologicznych wręcz pisiorów. Zwolnił na przykład prawnika, który przez lata twierdził, że PiS musi wygrać, bo „da nam wolna Polskę”. Więc jak w PWPW nastała „wolna Polska” wyleciał jako jeden z pierwszych. Do końca przekonany, że to pomyłka. Próbował dostać się do Woyciechowskiego, ale mu się nie udało. Ludzie go potem pytali: „I co? Podoba ci się nowa władza?”. Odpowiadał: „Ideały są w porządku, a metody… No, może nie do końca”

W każdym razie wyczyściwszy firmę ze zbędnych ludzi (każdego dnia taki ktoś się znajduje) zadowolony z siebie prezes zamawia… mszę w intencji powodzenia firmy („Jezus jest moim panem i on powoduje moimi działaniami“). Bóg się ewidentnie śpieszył, bo spod jego reki wychodzą także kretyni.

Pełny tekst GW poniżej.

  CZĘŚĆ.1   <——> CZĘŚĆ.2