CUDOTWÓRCA!

wojtyla-papiez-161027-1100600

Niezmiennie od lat mnie to bawi. Oto więc dowód (kolejny) na to, jakim cudownym kuglarzem jest Jan Paweł Drugi.

W dzielnicy Rzymu Watykanie, istnieje ponoć wielce pokaźna dokumentacja dotycząca licznych, nieprzebranych, do koloru do wyboru, cudownych uzdrowień, które się dokonały za pośrednictwem naszego ukochanego papieża, dla bliskich i znajomych po prostu Karolka. Czyż to nie cudowne? Przytoczę wam za chwilę pierwszy z brzegu przypadek, barwny i kolorowy i na sto procent dowodzący, że nie ma chuja, ten Karol miał jakąś moc. Musiał coś palić, łykać i pić, że takie cudowne miał zdolności skubaniutki. A tak po prawdzie, to nielicho też palić, łykać i pić muszą ci, co to wszystko wymyślają a następnie skrupulatnie spisują. Bo im dużej nad tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że na trzeźwo i bez porządnego telepnięcia nie da się takich historii na poczekaniu wymyślić.

No i teraz ten zapowiadany przykład „cudownego” uzdrowienia.

Oto niejaki kardynał Francesco Marchisano, bliski kiedyś, jak powiadają, współpracownik papy Karola i watykański urzędas wyższego sortu, ujawnił, że wyzdrowiał tylko dzięki modlitwie Karola.

Ten włoski kardynał zaprzyjaźnił się z Wojtyłą jeszcze w roku 1962, kiedy ów Wojtyła był zwykłym księdzem i nie wiedział czy dalej trwać w stanie sukienkowym, czy może rzucić wszystko i zająć się babi od których czuł wyraźną miętę z lekką nutą rumianku. Niestety, jak pokazuje historia, wybrał to gorsze rozwiązanie.

Wracając zaś do Marchisano… Jakiś czas temu, jeszcze za błogosławionego żywota papy z Wadowic, przeszedł on poważną operację jednej z szyjnych tętnic. Niestety coś tam poszło nie tak, i w wyniku zabiegu została sparaliżowana jego struna głosowa. Kardynał mówił cicho i niewyraźnie. Ale pewnego dnia przyszedł odwiedzić go wspomniany cudotwórca Karol. Dotykając chorego miejsca powiedział: „Nie lękaj się, zobaczysz, że pan na nowo da ci głos. Będę się modlił za ciebie”. I co? I stało się! W krótkim czasie kardynał został całkowicie uzdrowiony. Dreszcz emocji mną wprost wstrząsa.

Wyczytałem nawet, że jednej takiej, co to się stale się modliła, Jan Paweł przysłał nawet z zaświatów esemesa. Napisał w nim, że za dwa dni wyzdrowieje. I wyzdrowiała! A jej relację umyślny skryba skrupulatnie spisał. W każdym razie jedno jest pewne, że udał nam się ten Karol, bo leczy, krawaty wiąże i usuwa ciąże.
Słuchajcie, ja sobie nie robie jaj, niczego na kolenie nie wymyślam. To się dzieje naprawdę!