SENEGAL. Czarno to widzę

senegal-161027-1024400

Czarny to modny kolor. Twarzowy. W tym sensie wizyta w Polsce czarnego prezydenta czarnego Senegalu z czarnej jak najbardziej Afryki nie może dziwić. W zasadzie to budzi ona nawet zainteresowanie i wręcz podziw.

Może świadczyć na przykład o wizjonerskiej polityce zagranicznej pana prezydenta Dudy, bo nim jeszcze mleko do końca się wylało (białe mleko), on już przewiduje tego skutki i szuka rozwiązań. Wie, że za chwilę nikt z białych, zwłaszcza w Europie, nie będzie chciał z nami rozmawiać, stawia więc na nowe, jakościowo inne sojusze.

Biorąc pod uwagę, iż poziom demokracji w Senegalu jest w tej chwili zdaje się na tym samym co u nas poziomie, a może nawet odrobinę wyższym, to przyjazd prezydenta Salla nie jest tylko zwykłym wydarzeniem turystycznym. Ma pewien kontekst polityczny. To co ważne i istotne: u nich Trybunał Konstytucyjny jest tak samo dekoracyjny jak ten nasz. Co to oznacza?

Jednym z istotnych wątków rozmów z panem Sallą (czy jak on tam się odmienia) będzie z pewnością wymiana doświadczeń i odpowiedź na pytanie, jak skutecznie wyłączyć trybunał, tak żeby był, ale jakby go nie było.

Z pewnością gość z Senegalu podpowie kilka ciekawych myków. To zresztą dowód na to iż powiedzeni że jesteśmy ileś tam lat za murzynami, wcale nie jest pozbawione sensu.

Zaprzyjaźniony z nami kontakt z prezydenckiej kancelarii relacjonował również, że prezydent Duda koniecznie chciał się dowiedzieć, jak nazywa się ichni, senegalowy Kaczyński i czy panu prezydentowi również się zdarza, że w środku nocy musi podpisywać głupie ustawy i rozdawać jeszcze głupsze nominacje. Niestety, albo z winy tłumacza, albo z powodu źle zadanego pytania, prezydent Sall udawał, że nie chwyta istoty tematu, czyli po mojemu zwyczajnie strugał wariata.

Bo przecież nikt nie uwierzy, że tam u nich nie ma Kaczyńskiego. Każdy ma przecież jakiś Kaczyńskiego!

Jeśli wczytać się w oficjalny komunikat, to przynajmniej wczoraj, rozmawiano też o gospodarce. Streszczając problem: w zamian za kolorowe koraliki i muszelki, będziemy im sprzedawać coś tam, coś tam. W sumie to nic wielkiego, nie takie biznesy prowadzimy i nie takie biznesy organizował i koordynował już Jurgiel. Ponoć też ten Senegal ma nas poprzeć w ONZ. Ale na boga, kto dziś pamięta czym jest i czym się zajmuje jakiś tam ONZ?

I to byłoby na tyle. Służby dyplomatyczne Pałacu, gorączkowo poszukują już kolejnego afropartnera i prezydenta, który wyraziłby ochotę przyjazdu do Polski. Nawet jesteśmy skłonni mu zapłacić.