DOJNA katastrofa

gosiewska-161029-815815

Przyznam Wam się szczerze, że ujęła mnie smutna historia posłanki Gosiewskiej (tej drugiej i ostatniej) biednej i opuszczonej wdowy po Przemysławie Gosiewskim. Ujęła mnie dlatego, że zawsze współczucie me wzbudza widok osób, a kobiet zwłaszcza, nie mających środków do życia, miotających się, by jakoś związać koniec z końcem, by dzieci wyżywić i zapewnić im dach nad głową.

A skąd na to brać jak jest się samotnym? W związku z tym absolutnie rozumiem, iż te 5 baniek dodatkowego odszkodowania, to słuszne żądanie. Umówmy się bowiem, że prawie milion, który dotychczas pani Gosiewska skasowała, to przecież zaledwie kropla w morzu potrzeb i nie da się wyżyć mając do dyspozycji tak marny grosz. Wdowi grosz!

BILANS WYGLĄDA TAK

Do tej pory bliscy szanownego pana Przemka Gosiewskiego, dostali 750 tysięcy tak zwanego zadośćuczynienia ze skarbu państwa. Dodajemy do tego: 40 tysięcy jednorazowej pomocy od rządu + 100 tysięcy odszkodowania z kancelarii sejmu (Gosiu był przecież posłem) + po 2 tysiące comiesięcznej emerytury dla dzieci do ukończenia 18 roku życia lub do ukończenia nauki (gest Tuska) + po 2,5 tysiąca stypendium na każde dziecko przyznane przez związaną ze SKOKami Fundację na rzecz Polskich Związków Kredytowych. Być może coś pominąłem, a być może też nie wszystko zostało ujawnione, żeby tak zwanej opinii publicznej do reszty nie wkurwiać.

W każdym razie przyznacie, że to psi grosz w sumie, ochłap rzucony na odpierdol się i nikt normalny nie jest w stanie funkcjonować za takie pieniądze. Bylejakość takiego żywota, może prawidłowo ocenić zwłaszcza ktoś, kto też stracił kogoś bliskiego w wypadku, lub innej katastrofie.

Sytuację nieco ratują dochody pani Beaty Gosiewskiej z tzw. pracy zawodowej, czyli z bycia europosłem. Nie są one porażające, ale na chleb i sztuczne masło jako tako stykają. I tak, w roku 2015 Gosiewska zarobiła prawie 100 tysięcy euro (zdecydowanie ponad 400 tysięcy złotych), zaś zgodnie z oświadczeniem, na koncie ma oszczędności rzędu 1,4 mln złotych i 107 tysięcy euro, plus do tego papiery wartościowe na prawie 300 tysięcy. Nie ma mieszkania ani domu, bo z biedy mieszka w 48-metrowym lokalu będącym własnością teściowej. Jednym słowem bida aż piszczy!

BIZNES SMOLEŃSKI

Jak się okazuje jednak, odszkodowania posmoleńskie to bardzo dochodowy biznes, choć tylko dla członków klubu rodzin smoleńskich, czyli tych zaprzyjaźnionych z PiS. Nie ma więc żadnego przeciwwskazania, by również biedna i opuszczona wdowa po prominentnym pisiorze Gosiewskim z tego biznesu nie miała czerpać zysków. Stąd też żądanie tych dodatkowych 5 baniek, sensownie zresztą rozpisane.

Ma być po 1,25 miliona zadośćuczynienia dla niej i każdego z dzieci plus po 400 tysięcy odszkodowania. Czyli: 3×1,25 + 3×400 = 4,95 miliona! Dodatkowo pani wdowa Gosiewska żąda jeszcze 72 tysięcy wyrównania renty i dodatkowej renty w wysokości 2 tysięcy miesięcznie. Przyznam się, że w tym momencie zagubiłem się już w rachunkach.

Nie ulega jednak wątpliwości, że w przeliczeniu na wzrost (a pewnie i kilogramy), Gosiewski jest (był) prawdopodobnie najdroższym polskim politykiem.

ARGUMENTACJA

Pani Beata Gosiewska (ciągle powtarzam, że chodzi o tę drugą i ostatnią, a nie o pierwszą, która trzeźwieje i dopiero planuje występy) dowodzi, iż pieniądze te się jej należą jak suce micha, bowiem śmierć męża zniweczyła ich wspólne plany i oznacza dla niej pasmo upokarzających wyrzeczeń. Argumentuje:

„Nawet gdyby pominąć dynamiczny rozwój jego kariery politycznej i za punkt odniesienia przyjąć osiągane przez niego dochody sprzed katastrofy, budżet rodzinny zmarłego zostałby przez niego zasilony kwotą ponad 3,5 mln zł”.

Pisze też, że że wraz z mężem „planowali wzięcie kredytu i kupno domu pod Warszawą”, ale sprawa jak widać się rypła i ona została na lodzie. Jakoś nie wspomina, że zdaje się była już z mężem w separacji, i że wspólne plany na przyszłość urodziły się w jej głowie dopiero teraz. Budować wspólnie dom, kiedy rozwód tuż, tuż… no przyznacie że to kompletnie bez sensu!

Gosiewska pisze też, że renty dzieci są symboliczne i skandalicznie niskie i absolutnie nie pokrywają potrzeb, szczególnie córki, „która jest dyslektyczką i musi chodzić na dodatkowe zajęcia terapeutyczne”. Więc moi drodzy sadzę, że nie ma nikogo takiego, takiego urzędnika nie ma, który nie wykazałby się odrobiną choć empatii i nie przyznał nie tylko racji pani Gosiewskiej, ale i owych 5 baniek! Jako wdowie po poległym urzędniku należy jej się godne życie, na minimalnym poziomie przyzwoitości.

 PLAN ALTERNATYWNY

No dobrze, a co będzie jak Gosiewska jednak tego odszkodowania nie dostanie?

Powinna moim zdaniem zawnioskować o to odszkodowanie do wdowy po generale Błasiku. Przecież to on forsował pomysł, żeby lądować za wszelką cenę, on chciał się wykazać, więc teraz niech wykaże się wdowa po nim, zreszta też milionerka, niechaj wdowa wdowie pomoże, bo przecież w obliczu tej strasznej katastrofy obowiązuje jakaś elementarna chociaż solidarność.

Zróbcie panie należne rozliczenia, korzystając z tego, że smoleński biznes ciagle się jeszcze kręci, że jak się człowiek zakręci to zachachmęci, że jest szansa podążać drogą od zera do milionera.

Po trupach do celu.