Stary Sącz. Jeszcze starsza lipa!

prezydent-starysacz-161030-1024600

No więc jest tak… Pan prezydent tradycyjnie odwiedził Małopolskę i zapewnił autochtonów, że – cytuję z pamięci – będzie kontynuował swe wielkie dzieło i nikt nie odbierze mu długopisu. „Nigdy nie wolno oddawać długopisu! Tak mi dopomóż buk!” – dodał. Tłum na niezbyt dyskretnie dany sygnał zareagował entuzjastycznie.

Trzeźwo dość zauważył, że w polityce bywają – niestety – różne poglądy, są w związku z tym – niestety – spory, oraz są też różne głosowania, co wcale nie świadczy o poziomie demokracji, a raczej o zwyczajnym warcholstwie. Bo jeśli Prezes coś postanowi, to po co dyskutować, po co się zastanawiać i toczyć spory, skoro wiadomo, że to wszystko dla dobra Polski?

Kto tego nie rozumie, niszczy ojczyznę bo chce „wyciskać z niej nieusprawiedliwione korzyści”. Tak mniej więcej mówił pan prezydent na spotkaniu z pisgawiedzią w Starym Sączu.

I nie prawdą jest, że wciskał lipę, bo on akurat lipę zasadził a nawet ziemie osobiście przyklepał łopata. Od lip to on jest wybitnym specjalistą: wciska i sadzi.

Za owe lipne gesty otrzymał honorowe obywatelstwo miasta. Tu zreszta mieszkał jako dziecko (ci widać) i chodził do sklepu na rogu (co czuć). Wyniósł stąd też różne swoje przekonania, w tym to, że nie wolno się uginać i nigdy nie wolno oddawać pola.

Zapewnił więc, że się nie podda i będzie kontynuował wielkie dzieło, najbardziej zajebistego podpisywacza papierków podsyłanych mu hurtowo przez zdziecinniałego starego kawalera.

Tak mu dopomóż buk!