W imię Ojca i prezesa Zawadzkiego AMEN!

bank-pocztowy-161107-1100600

Jako bloger z raczej długim stażu, zwracam się do was, aby ktoś wreszcie się zlitował i zmiłował i w intencji prezesa Revelsteina, zamówił mszę świętą najlepiej w bazylice w Licheniu. Bo skoro jakiś tam Bank Pocztowy może, to czemu ja nie mogę, a w zasadzie czemu wy nie możecie? To przecież oczywiste, że możecie, a nawet powinniście. Wszyscy tak robią!

Do czego piję?

Do tego mianowicie, że zarząd kontrolowanego przez państwo czyli PiS Banku Pocztowego (hojnego sponsora filmu „Smoleńsk”), wszystkich swoich pracowników zapędził nie tak dawno na mszę w intencji… prezesów, czyli za samych siebie (Sławomir Zawadzki, Magdalena Nawara, Jerzy Konopka, Krzysztof Telega, Robert Karaszkiewicz). Za powodzenie, zdrowie i dobre samopoczucie wymienionych powyżej z nazwiska bossów, modlono się nie byle gdzie, tylko w stolicy polskiego Gargamela, czyli bazylice w Licheniu.

Niby było to tylko zaproszenie do wzięcia udziału we mszy, czyli zero przymusu, ale „niechby tylko ktoś, zwłaszcza z kadry kierowniczej, ośmielił się nie skorzystać z zaproszenia” – mówi nam jedna z pracownic banku.

„Kadra kierownicza srała w gacie i w te pędy mknęła do Lichenia, żeby nie daj boże dupy nie dać, i żeby prezesi koniecznie odnotowali ich obecność. Stali więc w pierwszym rzędzie i najgorliwiej, najgłośniej psalmy śpiewali.”

Ponoć impreza generalnie się udała, a msza plus kazanie były niezwykle wzruszające. Do dziś jednak nie wiemy czy, po pierwsze, coś konkretnego wymodlono, to znaczy czy modły jakoś zasadniczo przełożyły się na powiedzenie państwa prezesostwa. Jakaś nowa bryja, czy chociaż więcej wypić mogą, albo czy chociaż branie mają większe? Po drugie zaś, nie wiemy też, ile kosztowała ta impreza i w jaki sposób ją sfinansowano, bo chyba nie z publicznych pieniędzy? Do dziś na te pytania nie ma odpowiedzi.

Przypominam również, że z tymi modłami w intencji, to taka moda teraz i obowiązujący trend. Dokładnie w tej samej intencji, czyli powodzenia prezesów, ze szczególnym uwzględnieniem prezesa Woyciechowskiego, od dłuższego już czasu i to co miesiąc, msze zamawia zarząd Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Od nich też nie ma odpowiedzi, czy finansują ten cyrk z państwowych, czyli naszych pieniędzy, czy może z własnej kieszeni jednak płacą. Woyciechowski zazwyczaj bardzo skory do mielenia ozorem w byle sprawie, tu akurat milczy zawzięcie niczym grób. Jakoś mowę mi widać odebrało, miejmy nadzieję że tylko chwilowo.