Jørgensen: Duńczyk po smoleńsku.

jorgensen-161108-815815

Ten Glenn Arthur Jørgensen to wyjątkowo – delikatnie mówiąc – złożona osobowość i hardcorowiec. Jestem dla niego pełen podziwu, ale jak tu nie podziwiać faceta, który posuwa Ewę Stankiewicz? Ba, nawet się z nią ożenił. Czyż to nie jest ekstremalny hardcore? Ja rozumiem, że w męskim świecie tak jest, że liczy się sztuka. Ale na boga, nie każda!

Co tam jednak ujeżdżanie (hipotetyczne przynajmniej) egzotycznej wariatki Stankiewicz. Są jeszcze inne, równie hardcorowe wyczyny pana Glenna Arthura. I tak Jørgensen nigdy byłym wykładowcą – choć z takiego się z lubością podaje – Uniwersytetu Technicznego w Danii (DTU). Tymczasem wedle portalu polennu.dk, kolega Jørgensen wykładał tam krótko, lata temu i to jeszcze kiedy był studentem. Zrezygnowano z niego, bo najprawdopodobniej w najmniejszym stopniu nie spełniał pokładanych w nim nadziei.
Czyli kłamczuszek i mitoman.

W miesiąc po ślubie ze Stankiewicz (maj 2015), gość dostaje od Dudy (taki facio, który jest teraz przez czas jakiś prezydentem) polskie obywatelstwo. W sytuacji kiedy nie spełnia żadnych, podstawowych nawet norm. Bo żeby zostać przyszywanym Polakiem, to trzeba mieszkać w kraju nieprzerwanie przez co najmniej trzy lata, trzeba mieć pozwolenie na pobyt stały, mieć regularne źródło dochodu oraz mieszkanie. Żaden z warunków nie dotyczy Jørgensena. Nie prowadzi w Polsce działalności gospodarczej, nie ma udziałów w spółkach, formalnie i faktycznie w Polsce nie mieszka. Pomieszkuje z pięciorgiem swoich dzieci na farmie w rolniczej części Zelandii, gdzie jedna z córek hoduje krowy i owce.

Poza tym, pewnie z nudów, zarejestrował dwie domeny w których się od pewnego czasu lansuje i podaje za eksperta lotniczego. Mimo, że ekspertem nie jest i o badaniu wypadków lotniczych nie ma bladego pojęcia. Czyli kłamczuch i mitoman.

Ma (są tacy którzy to widzieli, a nawet jego Cessnę widzieli) amatorską licencję lotniczą, i to od 33 lat, ale gdzie tę licencję robił nie wiadomo. Zero śladów. Podobno coś skonstruował, ale też nikt nic na ten temat nie wie i nikt niczego nie widział. A co się stało z jego żoną, tą pierwszą jak rozumiem, z którą ma ową piątkę dzieci? Czy się z nią rozwiódł, czy też wręcz przeciwnie, a więc czy aby nie jest bigamistą? Ktoś tę żonę ostatnio widział, słyszał czym się zajmuje, gdzie bywa, z kim bywa i gdzie aktualnie się podziewa? Zero śladów.

Co ciekawe… W roku 2013, czyli wtedy kiedy  zaczyna pojawiać się w Polsce i robić za wybitnego specjalistę od katastrof lotniczych, Glenn Arthur Jørgensen startuje (bezskutecznie) w lokalnych wyborach w Danii z listy Enhedslisten. Co to jest Enhedslisten? To skrajna lewica, zlepek marksistów, marksistów-leninistów, trockistów oraz maoistów. W swoim programie wzywają do zniesienia prawa własności do nieruchomości dla osób prywatnych, chcą rozwiązania policji i oraz wojska a także wprowadzenia obywatelskich grup bojowych (coś dla Macierewicza). Być może nie jednemu psu na imię burek i nie jeden Glenn Arthur Jørgensen jest w Danii, acz nie sądzę, żeby nasz Jørgensen miał sobowtóra, który na dodatek dokładnie tak samo się nazywa.

Wedle ostatnich ustaleń, Jørgensen stara się o tytuł magistra w dziedzinie bezpieczeństwa i badania wypadków na Uniwersytecie Cranfield w Anglii. I tu mała niespodzianka: wykładowcą na tym wydziale jest… Frank Taylor, główny zagraniczny ekspert smoleńskiej komisji Macierewicza. Jak myślicie, czy Jørgensen zdobędzie tę magisterkę i stanie się kolejnym „wybitnym ekspertem” o wszechstronnym wykształceniu i bogatym doświadczenie? Jeśli będzie miał takiego promotora jak Taylor, to z pewnością tak! Pamiętajmy, że ów Taylor swoje też ma za pazurami. Był m.in oskarżony we Włoszech o fałszowanie badań i świadczenie nieprawdy w jednej z głośnych tamtejszych katastrof lotniczych. Swoją droga, to Macierewicz ma zmysł dobierania sobie ludzi!

Jak się teraz to wszystko wie i wszystko zbierze do kupy, to zdecydowanie mniej dziwi, a w zasadzie w ogóle nie dziwi, „niebanalna i odkrywcza” teoria pana Jørgensena na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Otóż wyobraźcie sobie, że wedle niego, „samolot rozpadł się w powietrzu w wyniku kilku eksplozji!”. Czyż nie jest to oryginalne i nowatorskie?

[Przy pisaniu tego tekstu posiłkowałem się publikacją tygodnika Newsweek]