Ruja na Roja (w MON)

historia-roja-161114-8151025

Historia z filmem „Historia Roja” to całkiem niezła jest historia. Zwłaszcza w Ministerstwie Obrony na tle Roja panuje ruja. Ponieważ film w normalnej dystrybucji poniósł totalną klęskę, to właśnie MON usiłuje poprawić marne notowania tego gniota.

Sprawa jest jak najbardziej polityczna, bo przecież pierwszy film o „bohaterskich żołnierzach wyklętych” po prostu nie może być klapą, artystyczną katastrofą i  zwyczajna frekwencyjną klęską. To nie przystoi! Dlatego, ów gniot stał się na rozkaz ministra, elementem szeroko zakrojonego procesu indoktrynacji żołnierzy pod hasłem „Spotkania z historią – jak walczyli Żołnierze Niezłomni”.

Urzędnicy zależni od Macierewicza dwoją się przeto i troją, by na obowiązkowe seanse, na terenie jednostek i instytucji wojskowych, zapędzić wszystkich co żyją i jako tako poruszają się o własnych siłach. Ale ponieważ jesteśmy w okresie tzw. Dojnej Zmiany, zadanie „dokształcania” patriotycznego żołnierzy – w ramach to którego dokształcania owego Roja pokazują – dostała do wykonania zewnętrzna firma, tzw. Fundacja Patriotyczna Serenissima. Po prostu nie każdy Misiewicz, musi się nazywać Misiewicz!

Serenissima, to skrzyknięte ad hoc stowarzyszenie kolesi (prawników i „biznesmenów”), powstałe zaledwie w roku 2014, po to, by „krzewić nowoczesny patriotyzm”.

Jej flagowym projektem jest budowa w stolicy Pomnika Bitwy Warszawskiej. Co ma bitwa Warszawska do bandziorka Roja Dziemieszkiewicza, jeden chuj tylko wie.

Prawdopodobnie nic, acz nie stało to na przeszkodzie, by MON za krzewienie patriotycznych wartości już wypłacił fundacji 350 tysięcy złotych. Domniemywam, że to zaledwie pierwsza rata.

Co ciekawe o jej działalności nikt w wojsku nic nie słyszał, jak również nikt nie widział, że katowanie filmem o Roju zawdzięcza właśnie tej fundacji. Najczęstsza reakcja: „Panie fundacja? Jaka fundacja? Powiedzieli, że jest sens i obecność obowiązkowa. I wszystko, cała tajemnica”.

Żołnierze opowiadają też że przynajmniej część dowódców złym okiem patrzy na wymigiwania się pod byle pretekstem z uczestnictwa w zbiorowym oglądaniu filmu. Psuje im to statystyki, a złe statystyki psują z kolei ich pozycję u ich przełożonych. Bo może to oznaczać, że nie panują nad ludźmi. Mówi porucznik M.:

„Kiedy powiedziałem dowódcy nie nie mogę iść na seans, bo jestem wtedy poza godzinami pracy, i  mam inne plany, chociażby córkę muszę odebrać z przedszkola, to pan major mi odpalił, że w pracy u niego to ja jestem przez 24 godziny i to on decyduje kiedy mam wolne. Mam więc przemyśleć swoją decyzję raz jeszcze i pobyt w kinie potraktował jako część obowiązków służbowych, bo dobrze na tym wyjdę. Co miałem zrobić? Szybko zorganizowałem awaryjny odbiór córki”.

Armia oficjalnie nie chce zdradzić w ilu jednostkach zorganizowano już projekcję i ilu żołnierzy obejrzało film. Rzecznik Sztabu Generalnego Szulejko, poinformował jedynie, że „Sztab stwarza warunki do prezentacji filmu (…) w jednostkach organizacyjnych znajdujących się w bezpośrednim podporządkowaniu.” Ale żadnych liczb, żadnych konkretów. Tajemnica. Tajne łamane przez poufne. Naprawdę, oni utajnili dane!

» REKOMENDOWANE DZIŚ :: Smród u bram koszar!

Natomiast nie jest tajne, ani nawet nie jest tajemnicą, że film – o czym już wspominałem – okazał się totalną klapą.

Były kina, gdzie z powodu zerowego zainteresowania odwołano wcześniej zaplanowane seanse. Nikt nie kupił biletu, nikt nawet o film nie pytał. Prawdopodobnie film przekroczył jednak 100 tysięcy widzów, acz nie ma pewności, czy przypadkiem nie wliczono w to owych widzów z łapanki, czyli mundurowych. Jednym słowem słabo to wygląda, bardzo słabo!

duda-roj-premiera-161116-900
dla niezorientowanych… Po lewej to pan prezydent Duda, po prawej to ewidentnie dręczony kacem pan reżyser Zalewski. Estetycznie kontrowersyjne, ideowo słuszne.

A przecież pamiętajmy, że po pierwsze, powstawanie gniota finansowała i pod skrzydła swe wzięła (bo musiała) kontrolowana przez Maciorę i jego przydupasów Polska Grupa Zbrojeniowa, zaś po drugie gniota intensywnie promowały wszystkie prawicowe portale, jako pierwszy i „wybitny film o Żołnierzach Niezłomnych”.

W uroczystej premierze udział wziął sam pan prezydent Duda, w asyście wspomnianego Macierewicza, acz nie brak złośliwych twierdzących, że z tym asystowaniem było dokładnie odwrotnie.

Niczym własnej kurtki (taniej podróbki Aramaniego) bronił też filmu minister Gliński, kiedy wyszło na jaw, że nie pokażą go w konkursie festiwalu w Gdyni, by niepotrzebnie nie zaniżać poziomu. Niestety, zdanie festiwalowych ekspertów podzielili widzowie, no i stąd może jedynym ratunkiem dla filmu Zalewskiego jest pokazywanie go na rozkaz w jednostkach. Bo MON dobrze płaci a i widz jest karny bo przymuszony. A to, że śpi na seansach? Normalka, przecież na trzeźwo łyknąć tego się nie da. Ważne że licznik frekwencji cyka.