Życie seksualne kościoła

sex-w-kosciele-161118-815815

Życie seksualne kościoła słusznie cieszy się sławą niedoścignionego w swej perwersji. To efekt wieluset letniej tradycji. Większość mniej lub bardziej rzeczowych badań dowodzi, że w tzw. kościele, moralnych księży jest zaledwie jakieś 20%. Potwierdzają to pośrednio również ci, którzy w tym kościele są. 

Ksiądz Ireneusz Z. – po siedmiu latach praktyki w trzech parafiach na terenie Małopolski: – „Mnóstwo moich kolegów ma kochanki, niektórzy nawet dzieci, ale chyba to nie jest już dziś tajemnicą. Co więcej, wiedzą o tym doskonale biskupi i nic, kompletnie nic z tym nie robią. Nie reagują. Dlaczego? Bo sami mają kochanki i dzieci (…) Ja nie nam i nigdy nie miałem ale jak patrzę na to co się dzieje zaczynam żałować.”

Ksiądz Mariusz K. – lat 49, nie podaję z jakiej części Polski, bo niechcący zdradził bym jak nazywa się biskup: – „Mój biskup to naprawdę rozrywkowy gość, choć na pierwszy rzut oka na takiego nie wygląda. Zasadniczy i smutny bufon wydawałoby się… (…) Ulubiona zabawa biskupa, to trójkąciki. Jego konkubina…, jak kto woli po staremu to gospodyni, bardzo chętnie przystaje na takie zabawy. Układ jest obojętny, zależy od dnia i okoliczności. Może być jeden plus dwie, wtedy gospodyni przyprowadza swoją koleżankę, lub dwóch plus jedna, wtedy biskup przyprowadza swojego kolegę. Mnie kiedyś też to proponował, oczywiście na okrągło i nie na wprost, ale wymiękłem, zdrefiłem… Potem żałowałem, ale stało się”.

Nie oznacza to jednak, że ze strachu i braku śmiałości żyje w czystości, acz – jak przyznaje – zbyt różowo to na razie nie jest.

„Sam w tej chwili nie mam stałej partnerki, ale bywało, że miałem. Z jedną spędziłem 5 lat, z drugą prawie 10. (…) Teraz jestem samotny od pewnego czasu i coraz bardziej mi to doskwiera. Rozglądam się wiec, ale spokojnie bez pośpiechu…” 

Samotność doskwiera wielu innym księżom. Jak się przez kilka kolejnych lat ma coś na kształt rodziny, a potem z jakiś powodów to wszystko się rozpada, to w którymś momencie przyzwyczajenia biorą jednak górę i trudno sobie radzić bez obecności kobiety u boku. Ksiądz Andrzej z Poznania, przyznaje, że po ostatnim nieudanym związku, pełnym napięć i stresów, obiecał sobie, że koniec z kobietami. Ale po roku miał dosyć. Nie oznacza to jednak, że wszedł w nowy związek. Po pierwsze on się boi, a po drugie wcale nie jest tak łatwo znaleźć sobie kobietę na stałe do towarzystwa. Nawet te chętne na jeden czy dwa numerki, odpuszczają kiedy dowiadują się, że mają do czynienia z księdzem. Jak sobie radzi?

„Albo kłamię i zmyślam na poczekaniu jakiś zawód, albo co częstsze, korzystam z agencji towarzyskich, lub dziewczyn na telefon w hotelach. Na szczęście mnie na to stać. Zasada podstawowa – nigdy nie robię tego w Poznaniu. Zawsze wyjeżdżam do innego, i w miarę dużego miasta. Bardzo często specjalnie tylko w tym jednym celu”. 

Ksiądz Bartłomiej (też Poznań): „…nie wiem jak teraz, ale ponoć jeszcze parę lat temu w Sopocie była specjalna agencja, nastawiony tylko na obsługę księży. Z racji wysokich cen bywali tam głownie hierarchowie. Przyjeżdzali nad morze odpocząć, a przy okazji chcieli się zabawić. Agencja była nieduża, ale wiele dużych postaci się tam przewinęło… Choć wedle mnie z ta agencją to plotka”.  

Ale życie seksualne w kościele, to nie tylko stosunki męsko damskie, Te męsko-męskie też są na porządku dziennym, a bywa że biorą górę. W zakonie Braci X, w mieście (mieścince?) Y, do dobrej i wieloletniej tradycji należy wewnętrzna walka o to, kto pierwszy zerżnie nowego brata, który dopiero doszlusował do wspólnoty. Zawody są wręcz jawne, a niektórzy bawią się w robienie zakładów. Czy Brat Albert i tym razem będzie lepszy i pierwszy popchnie młodego, czy może górą będzie brat Maciej? A może obu pogodzi brat Kajetan? Taka cicha woda z niego, jakby wycofany, ale ponoć ogier z niego całkiem, całkiem… Może być tak, że to właśnie on jako pierwszy posunie tego nowicjusza.

Seks grupowy? Nie ma sprawy. Nie raz po pijaku takie zabawy się odbywały.
Co więcej, trzech braci z zachodniego skrzydła klasztoru tych niekoniecznie zorientowanych na kolegów, wpadło nawet na pomysł sprowadzenia kilku sióstr z nie daleko położonego klasztoru żeńskiego. Były nawet chętne, ale sprawa z jakiegoś powodu się rypła.

Ksiądz Olgierd: – „Trzeba by jechać do takiego jednego klasztoru, w którym jest mała noclegownia dla swoich, bo miejscowość jest wypoczynkowa, gdzie – jak wieści głoszą, a dobre wieści rozchodzą się lotem błyskawicy – siostry, oprócz wymiany pościeli i ręczników, oferują również inne przyjemności. Nie wiem, nie byłem, ale tak mi opowiadali”.

Ojciec Stanisław (Kujawy): – „Byłem tam… Wbrew pozorom to nie takie proste i nie takie oczywiste, sporo w tym mitów, dużo bezpodstawnej plotki. Nie mnie pewne rzeczy są możliwe. Trzeba jednak wykazać dużo spokoju, determinacji i czasu trzeba (…) Trzeba tam po prostu jednak trochę posiedzieć, być pare razy, nawiązać kontakty, znajomości, zdobyć zaufanie… Czyli to nie jest tak, że dajesz pięć stów i idziesz dupczyć. To misterium, podchody, gry i zabawy, to czysta psychologia. Bywa że się udaje, bo przecież siostry to nie są jakieś twierdze nie do zdobycia. Ostatecznie wszyscy jesteśmy tylko ludźmi a natury nie da się oszukać”.

Siostra M, z zakonu K.: „To bzdura. Stosunki lesbijskie w zakonie to może nie standard, ale bardzo często spotykane zjawisko. Siostry się łączą w pary, tworzą związki czasem nawet bardzo trwałe. Jeśli niezbyt nachalnie z tym się obnoszą, to nikt nie reaguje i nikomu w sumie to nie przeszkadza. Ale nie słyszałam żeby w jakimś klasztorze działało coś na kształt agencji towarzyskiej. Myślę, że to mit. To ordynarne tworzenie faktów, na granicy mitu”.

O seminariach krążą legendy, ale niestety nie mam żadnych konkretnych głosów, bo nie udało mi się do nikogo dotrzeć. Są tylko rozliczne opisy i relacje, które potwierdzają, że seksualność młodych ludzi to żaden tam wymysł i nawet widok Chrystusa na krzyżu nie powstrzymuje ich od robienia sobie dobrze pod pod tym krzyżem. W perwersyjny czasem sposób. Dzieje się tak w każdym seminarium, bez wyjątków, równo jak leci. Jest tylko kwestia skali zjawiska. Historia biskupa P. który zapraszał do swojej rezydencji kleryków, podlewał dobrych trunków i za obietnice świetlanej kariery dupczył ile wlezie, to tylko pierwszy z brzegu przykład i jedna wielu tego typu historii.

Oczywiście pozostaje jeszcze pedofilia, jako trzeci element rozbuchanego życia seksualnego kościoła. Ale to akurat problem stosunkowo głośny, stosunkowo szeroko relacjonowany, choć – przyznajmy – schematycznie i po łebkach. A tymczasem pedofilia w kościele, to temat bardzo szeroki i wbrew pozorom wcale nie ograniczający się do tak chętnie nagłaśnianych przypadków molestowania małolatów, przez napalonych wikarych w jakiś peryferyjnych parafialnych zakrystiach.

Ksiądz Stanisław (duże miasto w północnej Polsce): „Znam przypadek księdza który nie dość że robił propozycje małoletnim chłopcom, to jeszcze wieczorami włóczył się po dworcach, szukając partnerów. Wierni poszli z tym do biskupa, ale finału historii nie było. Jak znam tego biskupa, to sądzę, że księdzu włos z głowy nie spadł a sprawa została zamieciona pod dywan, bo jakoś przestało się o tym mówić, przynajmniej w naszym środowisku.”

Ksiądz Eligiusz (wolał nie zdradzać skąd jest): „Seks z nieletnimi to w niektórych krajach Europy w tej chwili praktycznie przemysł. Do Polski to prawdopodobnie jeszcze nie dotarło, albo po prostu moja wiedza jest zbyt płytka. W każdym razie dla zapewnienia księżom uciech sprowadza się młodych chłopców z Afryki, bo to najłatwiejsze i najtańsze. Myślę, że jak Europę zalała teraz fala uciekinierów z Bliskiego Wschodu i z północnej Afryki właśnie, o „świeży towar” jest dużo łatwiej. (…) I nie jest tak, że trudnią się tym jakieś wyspecjalizowane agencje. Wszystko, a przynajmniej większość załatwia się we własnym gronie. (…) Często wyjeżdżam więc wiedzę czerpię z wieczornych rozmów z kolegami z innych krajów”

Ksiądz Paweł (Warszawa): „W USA aresztowano księży, którzy regularnie urządzali schadzki. Każdy z ich miał swojego ulubionego „ministranta” i przyprowadzał go ze sobą. Wielebni dzielili się wieczorem chłopcami jak tortem. Tłumaczyli, że dla tych chłopców to było swoiste wyróżnienie, przywilej. Czy tak bywa w Polsce? Nie wiem, nie słyszałem, ale kto wie… Sądzę mimo wszystko, że duży strach teraz jest. Wszystko przez presję i dociekliwość mediów, przez nagonkę. Księża się boją, schodzą z tymi sprawami jeszcze głębiej do podziemia, zamykają się we własnym, bardzo ograniczonym kręgu.” 

Wszystkie cytowane tu wypowiedzi są prywatnymi i w praktyce anonimowymi opiniami księży i zakonników. Ich imiona na wyraźne życzenie zostały zmienione, acz dla opisu sprawy nie ma to oczywiście żadnego znaczenia. Nie wykluczone również, że w jakiejś części relacje mogą być nieznacznie podkolorowane, acz generalnie oddają pewną, wcale znów nie tak tajną prawdę o życiu towarzyskim i uczuciowym pasterzy i pasterek.

Czy jest w tym coś dziwnego, albo bulwersującego? I tak i nie.

Księża niezależnie od rangi, siostry i zakonnicy, to tacy sami ludzie jak wszyscy inni. Podlegają tym samym prawom co i my. Banalizując problem, rzec można, że księżom też staje, a siostry zakonne również miewają chcicę. I nie ma na to mocnych, wcześniej czy później hamulce muszą puścić. Nie należy ich więc za to potępiać. Jedyne co może bulwersować, to ta wszechobecna w takim wypadku hipokryzja i to wytykanie innym przypadłości, które w nie mniejszym stopniu trawią również ów duchowny a nawet uduchowiony stan.

sex-bible-panties-161118-815