Wypadek? (A może jednak coś więcej!)

wypadek-izrael-szydlo-161122-815710

Część internetowych wydań gazet, a także portali, w pewnym momencie wyłączyła możliwość komentowania informacji o wypadku premier Szydło i ministra Waszczykowskiego w Izraelu. Chodziło pewnie o zamieszczane z dużą intensywnością, wyjątkowo natarczywe wyrazy troski o zdrowie polskich wysłanników, oraz powodzenie ich misji w kraju moich przodków. Jeśli prawdziwe jest powiedzenie, że kota można zagłaskać na śmierć, to w tym przypadku właśnie tak było. Życzeniom tego i owego nie było końca.

O samym zdarzeniu wiemy niewiele, acz wystarczająco dużo, żeby swoje wiedzieć.

Pofolgował ponoć sobie nieco kierujący samochodem izraelskiej ochrony, a na dodatek w aucie pękła opona. Auto zaczęło gwałtownie hamować i wpierdzieliły się w nie, również mknące jak szalone, kolejne samochody, w tym ten z delegacją wysłanników.

Strat w ludziach nie było, acz wedle komunikatu, jeden z borowców wylądował w szpitalu na obserwacji a minister Waszczykowski zmoczył spodnie sądząc, że to zamach. Stan bielizny pani premier do tej pory nie jest znany.

To co zaś niepokoi, to kolejny wypadek zbawicieli Polski z udziałem opony.

Bo jak doskonale pewnie pamiętacie, z początkiem roku opona usiłowała zamachnąć się na życie pana prezydenta, ale na szczęście prowadzący auto funkcjonariusz BOR zamach ten udaremnił. Scenariusz izraelski był bardzo podobny, a nawet bliźniaczy, co te i owe służby powinno bardzo już niepokoić. Tym bardziej że – podkreślam – w obu przypadkach w spisku brała udział opona i była to opona… francuska!

Jeśli skojarzy się teraz parę podstawowych faktów – Caracale, widelce ministra Kownackiego plus odwołana wizyta ichniejszego prezydenta – to dziwnie wysoka awaryjność francuskich opon może przestać dziwić. Osobiście, nie lekceważyłbym tez wątku „narodowego”, bo przecież szczerze mówiąc Żydzi na maksa są wkurwieni tym, iż w Polsce stracili władzę, że frukta im się z rąk wymykają, że zamiast dzielić Polskę, muszę się teraz z nią dzielić, a takiego układu żaden szanujący się Żyd nie znosi.

Wszystkie zaś te nieszczęścia, to efekt dorwania się do władzy tej właśnie ekipy, której przedstawicieli podstępnie ściągnięto do Izraela, by wyrównać rachunki. Na szczęście spisek się nie udał, bo najprawdopodobniej kierowca busa był co prawda Żydem, ale z Podhala, który w ostatnim momencie poczuł się Polakiem. Prawdziwym.