Jaki kraj taka i husaria

morawiecki-husaria-161221-1024600

Jednym z najbardziej komicznych wydarzeń końcówki tego roku, były z pewnością zachwyty pana wiceszydły Morawieckiego nad stuprocentowo ponoć polskim samochodem. Chodzi Arrinerę Hussaryę GT, dzieło braci Tomkiewiczów, w założeniu mające konkurować z takimi markami jak Lamborghini, Ferrari, Porsche czy Aston Martin.  

Kiedy pojazdowi zrobiono publiczną prezentację i darmowy pijar przed ministerstwiem rozwoju, pan wiceszydło Morawiecki osobiście samochód oglądał, dotykał, gładził i głaskał, wychwalał pod niebiosa, a nawet wsiadł za kierownicę i odbył nim przejażdżkę. Na szczęście obyło się bez ofiar. Innymi słowy Mateo nie krył podziwu dla samochodu.

„Jestem pełen podziwu, że udało się skonstruować taki projekt z polską myślą techniczną”.

Zaś jego wierna przyboczna, wiceminister Jadwiga Emilewicz, dodała:

„Wszystko co najlepsze mamy w Polsce, zamknięte zostało w tym samochodzie”. 

I teraz zahaczamy o tę komiczność wspomnianą na wstępie. Otóż jaka to jest ta „polska myśl techniczna” zamknięta w zgrabnym wnętrzu Husarii?

Silnik: 8-cylindrowiec od General Motors. Skrzynia biegów: Hewland. System ABS: Bosch. Układ wspomagania: Woodward EPAS. Fotele: Corbeau. Wyświetlacz: Cosworth. Do tego jeszcze koła, elementy zawieszenia, oświetlenie… Jeśli to jest polska myśl techniczna i polskie konstrukcje, to pytam co na świecie nie jest polskie?

Wychodzi na to, że wszystko jest polskie, tylko my o tym nie wiemy, a dowiadujemy się wreszcie dzięki otwartej i światłej polityce PiS.

Tak na marginesie, jedyną polską rzeczą w tym aucie (prawdopodobnie bez większej przyszłości jednak), jest grafen, który wykorzystano przy budowie niektórych elementów. To mimo wszystko trochę mało, by auto okrzyknąć „cudownym dzieckiem polskiej myśli technicznej”.

rekomended-jesus-161124

Plotka głosi, że pan wiceszydło Morawiecki to gość z zasadami i jak pije to na umór, a jak nie pije to wcale. Jako Polak, Wolak i patriota, każdego 1 sierpnia zaczyna okres pełnej wstrzemięźliwości od alkoholu, nie tyka go, a nawet na niego nie patrzy, i tak dokładnie przez 63 dni, ponoć w hołdzie bohaterom powstania. Jeśli dobrze by policzyć, to te 63 dni minęły gdzieś z początkiem listopada, a pan wiceszydło Morawiecki prawdopodobnie nadal nie pije, co fatalnie wpływa na jego psyche. Najwyższa pora się więc napić, bo przez te alkoholową abstynencje traci poczucie równowagi nie tylko fizycznej.