Ciężki bardzo przypadek zidiocenia

icon-recommend-90Zacznę tradycyjnie od prostego scharakteryzowania przypadku. Otóż raczej nikt nie ma wątpliwości, że Brudziński to najzwyczajniejszy w świecie prostak i zwykle chamidło, co po wielokroć już udowodnił. Nie powinno też szczególnie dziwić, że tego typu prostaki i chamidła rządzą dziś Polską. Nie powinno dziwić, ale poważnie powinno niepokoić.

W tym sensie tez, wygłoszona ostatnio przez Brudzińskiego deklaracja, tez raczej nie powinna dziwić, choć niepokoić powinna bardzo. Bo są jednak mimo wszystko pewne granice, które powinien dostrzegać nawet średnio zdolny absolwent technikum rybackiego i żulik z pociągu (o niby studiach pedagogicznych zapomnijmy, bo to wstyd dla pedagogiki). Rzecz w tym drodzy Bywalcy, że jeżeli prominentny funkcjonariusz partii rządzącej, wpływowy bardzo towarzysz, wszystkich którym nie podobają się rządy PiS straszy odwetem, to nie jest to śmieszne, jest wybitnie kryminalnie. Oto bandzior proponuje bandyckie metody, by wymusić posłuch i uwielbienie dla władzy. Na jego sygnał bandy najemników mają wyjść na ulice by manifestować poparcie dla rzadu.

„Nie zawahamy się odwołać do tych, dzięki którym rządzimy; termin i miejsce marszu poparcia dla rządów PiS zostaną wyraźnie ogłoszone” 

Powiedział to zaś w stacji słynnej z miłosierdzia i szacunku dla wszystkich, również tych innego wyznania albo od wyznania jakiegokolwiek wolnych. Tak, chodzi o katogadzinówkę Radio Maryja.

Pan Brudziński jakże słusznie przechrzczony czas jakiś temu na Bredzińskiego, próbuje nam przeto nieudolnie wmówić, źe jest demokratą, który demokracji nie zawaha się bronić. Tymczasem nie trudno zauważyć, że z demokracją, Brudziński ma mniej więcej tyle wspólnego co Cygan z fizyką kwantową. Sposób pojmowania demokracji przez Brudzińskiego jest zresztą dość specyficzny, bowiem uważa on, iż zagrożenie demokracji wynika przede wszystkim z tego, że w Polsce wciąż niestety mamy opozycję. I żeby tej demokracji bronić, należy tę opozycję czym prędzej utopić, najlepiej w jej własnej krwi. Stąd też ta jego deklaracja. On, który jest de facto wicekaczyńskim Polski, nie zawaha się użyć w tym celu tłumów i opłacanych bojówek, o których coraz głośniej. A bojówki te poza Macierewiczem, organizuje mu też pan Duda, ten od psa, wykorzystując swoje – jak plotki głoszą – bogate doświadczenie w różnych peerelowskich jeszcze, zmilitaryzowanych oddziałach zaprowadzania porządku.

I myślę sobie, że tak w ogóle, to pan Jojo, zbyt to wszystko komplikuje. No bo przecież, zamiast owych opłacanych „zwolenników”, lepiej i skuteczniej było by od razu wyprowadźcie wojsko na ulice. Mają czołgi, artylerię, kałasze, lotnictwo… rozjadą, zbombardują, rozstrzelają. Po co klękać przed Dudą (tym z psem powtarzam, bo przed tym drugim to nikt nie klęka, może poza żoną), po co prosić go o pomoc, skoro jednym rozkazem sprawę można dużo skuteczniej załatwić. Tylko, że kto dziś jest pewien wojska?

Piszę zaś o tym wszystkim, nie w celach czysto rozrywkowych, gdyż niestety, z rozrywką nie ma to już nic wspólnego. Piszę o tym dlatego, żeby uzmysłowić wam kto nami rządzi, kto i jakie podejmuje decyzje i kogo w pierwszym rzędzie należy czym prędzej izolować. NIe cieszyłbym się tak, panie Brudziński…