SMOLEŃSK – Berlin – Babylon

babylon-berlin-170109-8151200

Jak pewnie wiecie, z kłopotami bo z kłopotami, ale w Niemczech doszło do długo zapowiadanej premiery słynnego komiksu Krauzego „Smoleńsk”. To, czego nie potrafiła zrobić ambasada, zrobiło niezależne stowarzyszenie Polaków zamieszkujących w Berlinie, znane bardziej jako „Klub Nieudaczników Polskich”.  Czyli nie takie nieudaczniki jak mogło by się wydawać. 

Pokaz filmu spotkał się z niemałym zainteresowaniem i do kina Babylon ludzie wprost walili drzwiami i oknami. Przeczy to dość powszechnemu w polskich środowiskach patriotycznych będących chwilowo u władzy przekonaniu, że ze względu na nastroje i uprzedzenia, filmu „Smoleńsk” chwilowo w Niemczech nie da się pokazać. Otóż da, a wszystko zależy od tego kto pokaz organizuje i jakich używa argumentów, czyli kto jest tym nieudacznikiem a kto nim de facto nie jest.

Podczas projekcji publiczność na to dzieje się na ekranie reagowała spontanicznie, nie zawsze jednak w sposób jaki wymarzył sobie reżyser (salwy śmiechu).

Niestety, również wbrew oczekiwaniom reżysera, tuż po zakończeniu pokazu, tu i ówdzie dało się słyszeć głośne okrzyki „Propaganda”, co oznacza moim zdaniem, iż film spełnił postawione przed nim zadanie, wzbudził emocje i rozpalił widzów. 

Potem była dyskusja. Dziennikarz „Berliner Zeitung” Philipp Fritz powiedział:

„Zupełnie nie rozumiem ani tego filmu, ani kontekstu, w którym został pokazany. Przecież on nikogo nie przekona. Obóz rządzący cieszy się pełnią władzy, nie potrzebuje dziś kolejnego narzędzia do jej zdobycia, do grania na emocjach. (…) Film był straszny, żenujący, pełen błędów. Brakuje mu uczuciowości, nie nosi żadnej idei”.

Glos z sali:

„Film był nie do wytrzymania. Dlatego publiczność tak zareagowała. Jedynym antidotum na tę propagandę jest szczery śmiech. Tylko tak widzowie zdołali wytrzymać do końca filmu. Było mi ich naprawdę żal. A za aktorów jest mi wstyd”.

Doktor  Piotr Olszówka, historyk sztuki na berlińskim Uniwersytecie Humboldta:

„Wie pan, ja się wstydzę za moich rodaków od trzydziestu lat. Nieustannie i codziennie. Rozumiem widzów. Ich śmiech to naturalna reakcja na ten film”.

Te trzy cytaty, to w zasadzie kwintesencją całej dyskusji, najlepiej malują one jej sens. Czyli mieliśmy do czynienia raczej z totalną, acz wyjątkowo wyważoną krytyką totalnego gniota. Nic więc dziwnego że prawicowe media (dla nich to przecież epokowe dzieło sztuki) zorientowane patriotyczne (zawsze i wszędzie Matyja dziewica) nazwały całość imprezy w „Babylonie”  „seansem nienawiści”.

Gdyby – teoretycznie – wychwalano film pod niebiosa, tak jak działo się to na wszystkich polskich, szczegółowo wyreżyserowanych pokazach publicznych, wtedy oczywiście mielibyśmy do czynienia z „poruszającym pokazem patriotyzmu w obliczu narodowej tragedii która wstrząsnęła narodem”. A tak to był to tylko zwyczajnym seans nienawiści. Więc pamiętajcie na przyszłość, gdyby ktoś was nieopatrznie w jakiś pokaz wplątał, o „Smoleńsku” można tylko dobrze i najlepiej na kolanach, albo wcale. Tak jak o Wojtyle i wyklętych.

No i na koniec warto wspomnieć, że dostało się nieco korespondentowi TVP Gmyzowi, który usiłował wedrzeć się na imprezę.  Mimo, że był trzeźwy i jakoś mało awanturujący się, to jednak wyproszono go z kina z prośbą, by przekazał swemu szefowi, że na pewne imprezy w Berlinie Kurwizja nie ma wstępu i mieć nie będzie. Pokazuje to jak ciężkie i stresujące generalnie jest życie korespondenta, zwłaszcza korespondenta wojennego, operującego w kraju będącym w stanie permanentnej wojny z Polską.  Więc to że piją i czasami nie wychodzą im te korespondencje, to jeszcze najmniejsze zło jakie mogło ich spotkać.

icon-fanpejdz-ramka-300