A pani SZYDŁU na wybiegu…

szydlo-szpital-170216-1024600

Komunikat o tym, że stan zdrowia pani Szydłu jest jakoby poważny, nie pokrywa się za bardzo z tym, co widzimy na obrazkach. Bo z dramatycznych doniesień kolegów pani premier wynika, że Szydłu jest prawie umierająca, tymczasem w telewizorze widzimy ją raczej pełną zdrowia. No, to co jest pisiaki grane?

Wiemy już że Szydłu musi zostać w szpitalu MON, przynajmniej przez 7 dni, co jest o tyle dla mnie do przełknięcia, że nie za takie fanaberie władzy i Szydłu, ja, biedny podatnik muszę płacić. Ale dlaczego akurat te siedem dni, a nie osiem, albo powiedzmy sześć? Na co aż tak poważnego cierpi premier rządu Najjaśniejszej, że konieczna jest tak długa hospitalizacja?

Przecież na początku słyszeliśmy, że nic wielkiego się nie stało, tylko dwa-trzy niegroźne stłuczenia. No, ludzie drodzy, sami wiecie najlepiej, z doświadczenia wiecie, że jak się ma niegroźne stłuczenie, to się nie kibluje w szpitalu siedem dni. Więc jako pośredni sponsor tej hospitalizacji, raz jeszcze apeluję o jasny komunikat, na co cierpi pani premier i co jej grozi! Czy mam zbierać na winiec, czy tylko na wózek rehabilitacyjny, bo to że na nowe Audi to już wiem!

Jeśli by jednak pominąć szczegóły faktycznego stanu zdrowia pani Szydłu, to nie ma co udawać głupka, bo przecież wiadomo co jest tu szyte. Chodzi o sprawy czysto praktyczne.

Chodzi o ściganie tego „przestępcy” w Seicento z urzędu a nie z jakiegoś oskarżenia prywatnego. Tak więc lekarze dostali dyspozycje od swojego przełożonego, które ten z kolei dostał od swojego, że diagnoza może być tylko jedna: premier jest poważnie chora, ranna, potłuczona i sponiewierana i musi grzać dupę w szpitalu przynajmniej owe siedem potrzebnych prokuraturze dni.

A jak pani Szydłu jest poważnie chora, to świetnie widać na ustawce telewizyjnej, kiedy to paraduje po szpitalnym korytarzu niczym po wybiegu podczas prezentacji haute couture, na najlepszym paryskim hotelu. Odpicowana, wytapetowana, w cool dresiku, nijak i nigdzie nie widać tych poważnych obrażeń i obłożnej choroby, która ją trapi i przykuwa do szpitalnego łoża.

W ramach rehabilitacji, ponoć wieczorami jeździ nawet na tenisa. Boję się przeto, że jak tak dalej pójdzie a lekarze nie zastosują jakiejś poważnej i zaawansowanej terapii, to może nie tyle nam ona zemrze, co wyjdzie z tego szpitala kaleką. Czyli kwestia wieniec czy wózek, nadal pozostaje otwarta.

rekommend-smolensk-170216

I jeszcze jeden istotny dylemat… Znając czujność kolegów z ZUS, zwłaszcza w kwestii lewych zwolnień lekarskich, chciałbym dopytać się ichnich ekspertów, jak to się dzieje i czy dobrze się dzieje, że ich klientka jest na zwolnieniu lekarskich i obłożnie chora leży w szpitalu a mimo to pracuje? Dzwoni, przyjmuje ministrów, podpisuje dokumenty, odbywa konsultacje….? Co prawda zachowuje się na tyle przyzwoicie, że nie pojechała w tym czasie na Majorkę, ale gdyby się uparła to czemu nie? Więc ta praca na zwolnieniu, to tak w porządku jest, czy może jednak nie w porządku?

No i na koniec zwracam uwagę różnym kolegom pani premier, mądrym, głupim i debilnym (z przewagą tych ostatnich), że w kwestii tego młodego człowieka a Seicento, notorycznie powielają kłamstwo. Bo nie jest prawdą jakoby ów człowiek wjechał w rządową limuzynę, tylko jest zupełnie odwrotnie! To rządowa limuzyna wjechała w Seicento. Niby drobiazg i szczegół ale jakże istotny.

icon-fanpejdz-ramka-300