Handel w niedzielę. Albo jesteś ateistą albo hipokrytą

Handel w niedzielę to bolesny cierń w dupie rządzącej ekipy, która z kolei w tej kwestii (choć nie tylko tej) całkowicie chodzi na krótkiej smyczy biskupów. Cierń ów ma charakter wybitnie ideologiczny, zdecydowanie wyznaniowy a dopiero na samym szarym końcu ekonomiczny, bo akurat nim nikt się za bardzo nie przyjmuje. Jest w każdym razie ciśnienie i trzeba temu jakoś zaradzić. To ma być ta broszka za przeproszeniem, którą galaktyczna ekipa w znoju podnosząca Polskę z kolan przypnie sobie do klapy żółtego żakietu.
No więc, jeśli całą tę ustawę o zakazie handlu w niedzielę brać na poważnie, to szczerze mówiąc nic nie wygląda tam na szczególnie poważne. To zlepek populistycznych argumentów ubranych w nieporadny prawniczy język.

Skupię się tylko na pewnym wcale nie tak drobnym elemencie.

Otóż w myśl zapisów owego projektu, w niedzielę, ten dzień święty, który każdy Polak niezależnie od wyznania lub stosunku do wyznania jakiegokolwiek, będzie obowiązkowo musiał święcić, dopuszczalne będzie otwarcie punktów handlowych tylko z artykułami pierwszej potrzeby. Najogólniej rzecz ujmując. Do tych zaliczono zaś m.in. piekarnie, apteki, stacje benzynowe, oraz – uwaga – sklepy handlujące… dewocjonaliami!

I to mnie najbardziej zaciekawiło w całej tej z dupy wziętej ustawie. Bo szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia, z jakiego to powodu dewocjonalia są artykułami pierwszej potrzeby. Ale spróbuję to nieudolnie być może wytłumaczyć.

Drodzy parafianie, po krótkiej analizie wyszło mi, iż mogę w niedzielę nie kupić chleba (choć kupię jak się uprę), mogę obyć się bez masła, czy pęta kiełbasy zwyczajnej podsuszanej, mogę nawet przeżyć bez cukru do poniedziałku, ale już bez butelki wody święconej ani rusz obyć się nie będę mógł, bo to absolutnie dla mnie towar pierwszej a nawet najpierwszej potrzeby, gdyż nic tak dobrze nie wchodzi jak czysta wyborowa przepita święconą wodą. Miodzik wprost i zero kaca nazajutrz! A zamiast skórki chleba, zawsze powąchać można różaniec, zagryźć zaś na upartego tak zwaną hostią, czyli postnym wafelkiem, acz przekonania nie mam, czy w dewocjonalnych akurat ten frykas sprzedają. Nie wiem czy wy tak macie, ale właśnie tak mam. I to jest jakby po pierwsze, spoglądając na sprawę od strony czysto konsumenckiej.

Czas więc spojrzeć na to od strony biznesowej, czyli po drugie.

Z tym handlem w niedzielę to jest też tak, że PiSowi a zwłaszcza biskupom, zależy na ukaraniu i utrudnieniu życia wszystkim, byle by nie swoim. Taka bezinteresowna zawiść wobec bliźniego, który wałęsa się po galeriach, zamiast tyłek przyspawać do ławki w kościele i hojnie tacę zasilać. Trzeba więc zamknąć im te sklepy!

Ale wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby zakaz objął także te nieszczęsne, dupne dewocjonalia? Przecież w takiej choćby Częstochowie, czy Licheniu, ponad połowa wszystkich czynnych tam dewocjonalnych straganów, sklepów i supermarketów, z tymi Maryśkami z gliny, łańcuszkami z drutu, wiszącymi Chrystusikami, cudowną wodą z Lourdes i święconą wodą z pobliskiego kranu, należy do księży. Haracz zaś od nich regularnie pobierają biskupi, często też właściciele całych sieci handlujących owym świętym badziewiem. Zaś niedziela to bezwględnie najlepszy dzień jeśli chodzi o obroty. Można nie pracować przez 5-6 dni w tygodniu, walić przez ten czas gruchę, albo molestować małolaty, bo w jedną tylko niedzielę na wszystkim się człowiek odkuje. I teraz miałoby to być zamknięte? No niedoczekanie! Nikt więc przy zdrowych zmysłach na to nie pozwoli. Wszyscy mogą zdechnąć, tylko my mamy przetrwać. Świętować mają naiwni, my zaś będziemy zapierdalać w pocie czoła. Poniekąd to nawet słuszne, bo przecież księża (teoretycznie) i tak nie mają rodzin, więc po co im ten wolny święty dzień, z kim razem mają go spędzać?

Tak to moi drodzy w skrócie wygląda. Rację miał przeto papa Franek mówiąc: już lepiej być ateista niż katolikiem hipokrytą.

Reklamy

Opublikował/a

Niektóre opisywane tu wydarzenia mogą być wytworem mojej fantazji a nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane. Jakiekolwiek podobieństwo do osób powszechnie znanych i nieszanowanych jest jednak jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe.

9 thoughts on “Handel w niedzielę. Albo jesteś ateistą albo hipokrytą

  1. Na miejscu takiego Tesco czy Auchana postawiłbym pomiędzy regałem z kocim żarciem a ziemią ogrodową tudzież nawozem, półkę z różańcem i biblią i w ten prosty i relatywnie tani sposób olewał chory zakaz handlu.

    1. Wystarczy wpaść na pocztę II zobaczyć co można kupić oprócz znaczków /choć nie zawsze ostatnio zabrakło w Warszawie przy rondzie Vogla/ np . kuchnie sióstr zakonnych, poradniki religijne, Cejrowskiego a na pytanie czy aby nie macie schabowego bądź warzywa same panie z okienka się uśmiechają.

  2. To jest pomysł. Tesco, supermarket z dewocjonaliami. Za każdy kupiony krzyżyk, możliwość nabycia nieograniczonej ilości piwa, albo co tam sobie kto na półkach wypatrzy

  3. Mysle, ze propozycja zakazujaca handlu w niedziele jest niepelna! Nalezalo by ja rozszerzyc o nakaz zamkniecia w niedziele wszystkich restauracji w Polsce, tzw bogu i kk na chwale i wszystkim, licznym, turystom zagranicznym, przyjezdzajacym do Polski na ucieche i dla wzmocnienia efektow polskiego folkloru. Toz to przeciez takze czysty handel, bogu niemily! Turysci krajowi zawsze moga, starym zwyczajem, zabrac z domu na wywczasy niedzielne: jaja na twardo, kielbase i popitke.

  4. Nikt chyba nie może mieć wątpliwości, że za tym zakazem stoi:
    Jedynie ” świnty”, wielce pazerny i okrutnie niemoralny: kościół…
    Korzystając z okazji rządów całkowicie otumanionych ich ” naukami „, chcą wykorzystać moment i zamiast: Zdobywać ” owieczki ” – moralnym przykładem, chcą je posiąść: urzędowym nakazem.
    Gówno z tego będzie, wysłannicy pana b. !
    Stanisław

  5. Jednak jestem ateistą, ale pewne będzie że w kościołach powstaną sklepiki z żywnością hehhhe i nie tylko…. a tm mi nie po drodze .

    1. Ależ oczywiście, władza również je chce uziemić, no chyba ze właścicielem jest ksiądz wtedy z automatu sklep podpadnie po dewocyjny. Wyjście: formalna rejestracja sklepy tuz za granicą, w Czechach lub Słowacji. Wtedy niemiłościwie panująca władza może co najwyżej naskoczyć… 🙂

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s