Coś w tym śledztwie dratwą szyją

Jestem nieco zaskoczony sytuacją, bo myślałem sobie (naiwnie jak się okazuje), że ten obywatel Sebastian, co tym Seicento na Szydło się zamachnął, dawno już we Wronkach garuje, pokutując za swe ciężkie grzechy pychy i braku szacunku dla władzy. Tymczasem jednak… Tymczasem nic z tego!

Prokuratura właśnie oznajmiła, że do końca sprawy droga jeszcze daleka i śledztwo to najmarniej do koca czerwca potrwa a jak będzie trzeba to i dłużej. Tak długo w każdym razie, aż wina Sebastiana nie będzie budzić żadnych wątpliwości.  To jednym słowem poważne śledztwo, mające być może w przyszłości istotny wpływ na samopoczucie Polaków.

Jeśli by pominąć te wszystkie gry i zabawy towarzyskie (siedem lat tak się bawią), to śledztwo smoleńskie w sprawie ustalenia podstawowych przyczyn katastrofy, trwało de facto krócej niż to śledztwo oświęcimskie. Tam po mniej więcej dwóch tygodniach wiadomo było co się stało, kto za tym stoi i kto dał dupy. Tu tymczasem same niewiadome.

Po raz kolejny na przykład przesłuchują borowców (znów tajnie, bez udziału obrońcy poszkodowanego), i po raz kolejny życzą sobie usłyszeć od nich, że kolumna rządowa jechała oczywiście z włączonymi zarówno sygnałami świetlnymi, jak i dźwiękowymi. Chodzi prawdopodobnie o uzyskanie niepodważalnej pewności, że pewność mają borowcy w tym co grzecznie pod dyktando zeznają.

Oznacza to ni mniej ni więcej, że wszyscy świadkowie, którzy twierdzą, że coś tam być może mrygało, ale żadnych sygnałów dźwiękowych to w życiu nie było, po prostu kłamią jak najęci. Udowodni im się że łżą, i to bezapelacyjnie, jak również ustali się kto ich najął i dlaczego. O tym zaś, czy za składanie fałszywych zeznań dostaną od razu dożywocie, czy może łagodniej tylko po 25 lat (współudział w akcie terrorystycznym), ustali osobiście pan Ziobru i decyzję w odpowiednim czasie mailem prześle do Krakowa. Sąd nie będzie musiał się już trudzić.

Poza tym prokuratura nadal nie ujawniła i jak zapowiada ujawnić nie zamierza, danych z odczytanych z wielkim mozołem z rejestratora feralnego, tekturowego de facto Audi. Bo jak mówią wtajemniczeni, dane są „wysoce niewygodne”.

Łączy się zresztą z tym piękna na swój sposób historyjka, o tym jak to biegłym pracującym na miejscu wypadku był pan Zębala. To prywatnie mąż Marii Zębali…, zastępczyni prokuratora okręgowego w Krakowie, prowadzącego to śledztwo. Nie chcę sugerować o czym pani prokurator w domu z mężem rozmawiała i co ewentualnie ustaliła, no ale tak się „zupełnie przypadkowo” zdarzyło jak się zdarzyło! Czy dziwicie się przeto, że biegły był tak przebiegły, że niczego nie wykrył, i miał istotne kłopoty ze znalezieniem rejestratora?

Ten biegły już nie jest na szczęście biegłym, przynajmniej w tej sprawie, acz prokuratura znów odmawia wyjaśnienia z jakich to powodów został on odwołany. Towarzyskich czy zawodowych.

W każdym razie, wszystko to razem dziwnie wygląda i na koniec tej notatki stwierdzić muszę, że prokurator o nazwisku – nomen omen – Dratwa, ewidentnie coś tu szyje.

Reklamy

Opublikował/a

Niektóre opisywane tu wydarzenia mogą być wytworem mojej fantazji a nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane. Jakiekolwiek podobieństwo do osób powszechnie znanych i nieszanowanych jest jednak jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe.

3 thoughts on “Coś w tym śledztwie dratwą szyją

    1. Moim zdaniem też, ale żeby wszystko było prawomocnie po chrześcjańsko-pisowsku to skargę powinien parafować rezydent z Nowogrodzkiej częściej zwany kurduplem.

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s