Kwestia zajętości terminów

No więc tak, ja w sprawie oświadczenia rzecznika Magierowskiego, a w zasadzie w sprawie tak zwanej polskiej polityki zagranicznej. Otóż nasz najważniejszy jak się domyślam partner, czyli Ameryka, jakoś nie może się doczekać kiedy padniemy jej w ramiona.

Propozycja spotkania która wyszła od wiceprezydenta Mike’a Pence’a, nie spotkała się ze zrozumieniem strony polskiej. Miała to być pogawędka z prezydentem Dudą podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, ale jak się okazało nie w cztery oczy, tylko w towarzystwie przyzwoitek. Role owych przyzwoitek odgrywać mieli prezydenci Litwy, Łotwy oraz Estonii.

Oczywiście nie muszę wam tłumaczyć, że była to propozycja niegodna, śmieszna i poniżej pasa, powiedzmy wprost: był to cios w jaja, a czego jak czego ale jaj pan prezydent pilnuje wyjątkowo czujnie. Chodzi o to zaś, że w rozumieniu polskiego władcy, Polska jest zbyt ważnym krajem i zbyt dumnym, żeby o losach świata i Europy dyskutować przy świadkach. Pan prezydent Duda może oczywiście spotkać się z tym amerykańskim wiceprezydentem, ale tylko sam na sam, w cztery oczy i w dwie dupy. To jest jak najbardziej zrozumiałe, bo ostatecznie po to właśnie wstajemy z kolan. Suwerenność ponad wszystko! W Monachium więc ViceTrump spotkał się ze wszystkimi, tylko nie z Endriu. Sprawę teraz zgrabnie jak zwykle wyjaśnił rzecznik Magierowski.

„Była wola obu stron, aby doszło do dwustronnej rozmowy. Niestety, nie udało się skoordynować terminów”.

Finezyjnie proste wytłumaczenie! Tak proste, jak prosta i wręcz banalna jest prawda. Chodziło o to, że termin spotkania który zaproponował pan z Ameryki, kolidował najpewniej z terminem wcześniej już umówionego widzenia pana prezydenta z Prezesem Polski. Pan Andrzej zabiegał o nie przez trzy długie miesiące i kiedy wreszcie się udało, miałby z tego zrezygnować z powodu jakiegoś Pence’a?  Zrozumiałym więc jest dlaczego „nie udało się skoordynować terminów”.

Teraz, odrodzona i niestety przy okazji odmóżdżona polska dyplomacja, pod światłym przywództwem Waszczykowskiego, pracuje nad nowym terminem ewentualnego spotkania. Wytyczne są jasne: leżeć na wycieraczce, warować, naciskać dogadywać, proponować, ale ewentualne terminy konsultować przede wszystkim z Kaczyńskim. To oczywiste i mało kolizyjne rozwiązanie, bo jeśli Prezes zadeklaruje, że w proponowanym przez Amerykanów terminie nie będzie miał chętki na Dudę, to Duda jest do dyspozycji i można będzie z czystym sumieniem obwieścić, że „udało się skoordynować terminy”!

Reklamy

Opublikował/a

Niektóre opisywane tu wydarzenia mogą być wytworem mojej fantazji a nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane. Jakiekolwiek podobieństwo do osób powszechnie znanych i nieszanowanych jest jednak jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe.

One thought on “Kwestia zajętości terminów

  1. Jak prezydent z Magierowskim się rozpędzą i przesadzą z tą dumą, to za chwile Trump w poczekalni na Krakowskim dwa dni na audiencję będzie czekał.

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s