Breżniew z Waszyngtonu w kraju bezwolnej kukły

Minęły lata a historia niespodziewanie zatacza wielkie koło. Wracają stare obyczaje, w łaski wkupują się sprawdzone scenariusze. Dzieje się tak jak za najlepszych czasów, bo pewne tradycje w Polsce nie giną, bo Polska to szalenie do tradycji przywiązany kraj.

Oto drzewiej, kiedy do Polski z przyjacielską wizytą przybywał taki towarzysz Breżniew, aparat partyjno państwowy mobilizował społeczeństwo, zazwyczaj swoje społeczeństwo, bo powitanie musiało być godne. Z całej Polski w wyznaczone miejsce zjeżdżał łasy przywilejów aktyw. Wycieczka była darmowa a na dodatek płacili jak za dzień pracy. Żurek z wkładką dawali, po drodze co nieco można było przyjąć, by potem raźniej chorągiewką towarzyszowi Breżniewowi pomachać. I machali jak kazali.

Minęło lat czterdzieści z hakiem i oto z przyjacielską wizytą przybywa sam towarzysz Trump. Równie butny i równie kabaretowy niczym ów towarzysz Breżniew. Ten sam mentalny sort, to samo oderwanie od rzeczywistości. Aktyw partyjno państwowy, pielęgnujący tradycje ojców i dziadków,  musi więc stanąć na wysokości zadania, aby dostojny gość czuł się dobrze a jakiś nie daj boże dysydent nie zadał głupiego pytania.

Joachim Brudziński, taki w skrócie mówiąc Albin Siwak PiSu, czuwa nad sytuacją.

W Polskę poszedł rozkaz. Każdy poseł i senator PiS musi zaprosić na wystąpienie prezydenta Trumpa 50 osób. Niech się zesra, niech stanie na rzęsach, albo na napletku (na czym mają stanąć posłanki nie sprecyzowano), a frekwencja musi być! Za dupę wzięte zostały też tak zwane kluby Gazety Polskiej, której każdy odział terenowy na wystawić na spotkanie od kilku do kilkudziesięciu sprawdzonych ideowo i narodowo kandydatów. Mają być najlepsi z najlepszych, najbardziej zaufani z zaufanych, żeby jakiegoś chlewu nie było. Partia finansuje autokary i płaci diety.

Polityk PiS wylicza:

„Nasz aktyw przyjedzie autokarami pod Stadion Narodowy, by potem przejść na plac Krasińskich i go wypełnić. Wszystko musi wyglądać jak trzeba. (…) Senatorowie plus posłowie to ponad 300 osób, więc jeśli zgodnie z instrukcją każdy zapewni po 50 osób, to na plac przyjdzie ponad 15 tys. ludzi”

Inny polityk dodaje:

„Ma być miłe powitanie, żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA, żadnego wymachiwania jakąś Konstytucją. (…) To od czasów Ronalda Reagana najbardziej propolski prezydent Stanów Zjednoczonych i należy mu się pełen szacunek. Nie dopuścimy do żadnych protestów społecznych, żadnych demonstracji. Minister Błaszczak ma nad tym czuwać.”

Niestety, przy okazji podpadła, czyli dupy mocno dała pani minister Zalewska, bowiem jak się okazało nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej reprezentacji młodzieży i delegacji wstających z kolan po wieloletniej niewoli intelektualnej szkół polskich. Wyobraźcie sobie, że ta miągwa i jak się okazuje totalny bezmózg z zerową wyobraźnią, nie konsultując tego z nikim, rozpuściła młodzież na wakacje, co biorąc pod uwagę rangę wizyty jest niedopuszczalnym błędem. To wręcz kompromitacja! Teraz nie ma kto w pierwszym rzędzie chorągiewkami machać, zaś pomysł Bielana, żeby awaryjnie pościągać dzieci choćby z warszawskich przedszkoli raczej nie ma szans powodzenia. Takie małe dzieci, acz słodkie i ujmujące, mogą jednak płakać, kręcić się i i drzeć mordy, co naszemu gościowi i towarzyszącym jemu osobom może nie przypaść do gustu.

Warto też przy okazji nadmienić, że tylko wrodzona czujność enkawudzisty i zawodowa esbecka podejrzliwość ministra Kamińskiego, zapobiegła totalnej kompromitacji. Wyobraźcie sobie bowiem, że ktoś (trwa dochodzenie kto) zlecił wykonanie kilku tysięcy okrągłych przypinek  z napisem…  „I ♥ Donald!”. Rozumiecie to: Kocham Donalda! Ufff! Skandal wsiał na włosku.

[a swoją drogą cóż to za zastanawiająca złośliwość losu. Największy wróg ojczyzny nosi to samo imię co jej największy chwilowo przyjaciel. Donald T. po prostu]

Tak to wszystko Moi Drodzy w skrócie dużym wygląda. Był już Breżniew z Moskwy, Breżniew z Watykanu, co nam więc szkodzi Breżniew z Waszyngtonu. Serdeczne przeto welcome w kraju bezwolnej kukły.

 

Reklamy

Opublikował/a

Prawie wszystkie opisywane tu wydarzenia mogą być wytworem mojej fantazji a nie istniejące fakty prawdopodobnie zostały całkowicie zmanipulowane. Jakiekolwiek podobieństwo do osób powszechnie nieznanych i nieszanowanych jest jednak jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe.

3 thoughts on “Breżniew z Waszyngtonu w kraju bezwolnej kukły

  1. Ta egzegeza rzeczywistości politycznej w Соединенных Штатах Америки jest bardzo odważna. Rzekłbym nawet, że niepozbawiona pewnej dawki dezynwoltury. Ostatnie wybory wygrał więc Breżniew w rudej peruce, na którego głosował interior odznaczający się największym w tej części hemisfery stężeniem członków Kominternu na kilometr kwadratowy pustyni bądź prerii. Siły konserwatywno-ludowo-teokratyczne pod światłym przewodnictwem Hamaliel Clinton, arcykapłanki metodystyczno-saducejskiej i głowy miejscowego Sanhedrynu, zjednoczone we wspólnym zbożnym wysiłku obalenia cielca komunizmu poległy w nierównej acz bohaterskiej walce z siłami nawały bolszewicko-redneckiej. I dlatego mamy to co mamy. Wielki epicykl historii się domknął. I na gruzach wolnego świata znowu jakiś Adolf wita się z jakimś Breżniewem.

  2. Przewiduję mega orgazm Holeckiej,Duda nadmie się jak zeppelin a ekstaza spędzonych,jak królestwo niebieskie,nie będzie miała końca.

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s