Największy interes na świecie

Dziś wbrew ewentualnym oczekiwaniom nie napiszę ani słowa komentarza na temat wizyty w Polsce najważniejszego ponoć interesu na świecie. Nie , bo nie. Jednak zainspirowany wizytą, pozostanę przy temacie „interesu”.

Otóż wspomnę o wydarzeniu takim oto, że pewien obywatel Najjaśniejszej (sądząc po wyczynie to nie najlepszego raczej sortu) ruszył sobie rowerem w Polskę i tak zaplanował trasę by za pomocą GPS „narysować” na mapie rzeczony interes, czyli wielkiego penisa. Penis zajmuje pół mapy i na swój sposób jest imponujący. Można więc rzec śmiało, że nad Polską oto zwisł wielki chuj, co – przyznacie – w kontekście dzisiejszych wydarzeń jest tematem godnym.

Wielu obserwatorów artystyczny w założeniu wyczyn owego rowerzysty przyjęło chłodno, co oczywiście rozumiem, bo po pierwsze chuj chujowi nie jest równy, a po drugie aplauz i zainteresowanie – zwłaszcza środowisk narodowo czystych i wyznaniowo słusznych – byłby większy, gdyby rowerzysta „wyjeździł” jakąś matkę boską. Wtedy byłoby zdecydowanie godnie. Ale on jak widać albo niewierzący,  albo dbający o wątłe uczucia innych. Ja żadnych szczególnych uczuć do niczego i o nikogo nie żywię, więc piszę jak jest i nie owijam w bawełnę.

Reklamy

Opublikował/a

Niektóre opisywane tu wydarzenia mogą być wytworem mojej fantazji a nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane. Jakiekolwiek podobieństwo do osób powszechnie znanych i nieszanowanych jest jednak jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe.

One thought on “Największy interes na świecie

  1. Przyjacielska Wizyta

     Wiersz ten nie ma absolutnie żadnego związku z odbywającą się właśnie Bardzo Ważną i Niezwykle Przyjacielską i Niewątpliwie Owocną Wizytą. Wystarczy zresztą spojrzeć na datę jego powstania [o - tam w dole i pod ostatnią linijką...]
    

    Z Małego Chlewika do Wielkiego Chlewu
    Knur zaprosił Świnię na wielkie randez-vous.
    Rzekł jej – Towarzyszu! Wszystko stąd się wzięło,
    że mój Chlew, twój Chlewik – nasze wspólne dzieło.
    Przylatuj. Tak wspólnie my pobiesiadujem.
    Chleba powąchawszy – wódki popróbujem.
    Wzięła Świnia flaszkę, wzięła bochen chleba …
    Skoro Knur zaprasza – znaczy, jechać trzeba!
    A choć Knur z Wielkiego Chlewa mieszka blisko
    – leci samolotem na jego lotnisko…
    Knur z Wielkiego Chlewa honor Świni czyni
    – głaszcze ją po połciach, ryj namiętnie ślini…
    A dokoła Trzoda hasła wznosi raźnie
    o Wiecznej Przyjaźni (drżąc nieco z bojaźni)…
    Potem w limuzynach ciągną wielkim sznurem,
    a w jednej z nich jadą godnie Świnia z Knurem,
    choć Dostojny Gość drży nieco z niepokoju,
    czy jadą do Chlewa, czy też do uboju?
    Lecz gdy dojechali, to zostali sami
    za – jak to się mówi – zamkniętymi drzwiami
    i nie nasza sprawa, co się działo w środku,
    bo podglądać w Chlewni – to jak spać w wychodku.
    A gdy z rewizytą zobaczymy Knura,
    to nie zapomnijmy krzyczeć głośno -Hura!!!

    21.05.1982

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s