Przestrzegał bym wszystkich dworujących sobie w tej chwili z Antoniego Macierewicza, przed popadaniem w pułapkę łatwych i niesprawiedliwych uogólnień, krzywdzących ocen. Pamiętajmy bowiem, że pan Antoni to dyplomowany historyk (obrona w grudniu 1971) i jestem wręcz pewien, że wie co mówi. — [przed przystąpieniem do czytania dalszej części proszę o odmówienie apelu smoleńskiego] — 

Jakich rocznic nie będziemy w Polsce w tym roku świętować, o jakich rocznicach nie będzie się pamiętać? Znamy odpowiedź! Zdecydował o tym IPN, a prezes Szarek o tym oficjalnie poinformował. Zasada jest prosta. Nagłaśniamy i fetujemy tylko te wydarzenia gdzie cierpieli Polacy. Pomijamy zaś te, gdzie przez Polaków cierpieli inni.

Wyjątkową niegodziwością wykazała się rodzina pana pułkownika Ignacego Matuszewskiego. Rząd chciał po swojemu i z właściwą sobie gracją, dbałością o szczegóły i delikatnością  uhonorować bohatera, a rodzina strzeliła focha. Zwłaszcza focha strzeliła bratanica Maria Mostowska, która nawet ośmieliła się napisać obraźliwy w niektórych szczegółach list.

Polska potrzebuje prawdy! – ogłasza „historyk walczący” Sławomir Cenckiewicz. Historyk (histeryk?) ów odkrył też, że Kiszczak wieki temu pisał z Londynu raporty dla aparatu bezpieczeństwa na temat tamtejszych kombatpolonusów. Odkrył przez przypadek, buszując po tak zwanych zbiorach zastrzeżonych, które ma zamiar z początkiem roku ujawnić. Ale wpierw może o tym Kiszczaku. 

Ktoś, ale umówmy się absolutnie zidentyfikowany ktoś,  cenzuruje profile środowisk nacjonalistyczno-prawicowych na Facebooku. Prawdziwie polskich. Patriotycznych i obowiązkowo katolickich! No, ale ponieważ wiadomo kto tego Facebooka wymyślił i kto nim zawiaduje (jaka nacja znaczy się), więc nie powinno absolutnie dziwić, że im tam Polska i polskość kołkiem w gardle stoi, uwiera i  w oczy szczypie. I żeby tu się nie bawić w jakieś dziecinne podchody, przywalmy moi drodzy prosto z mostu. Treści cenzuruje i profile blokuje sama szefowa polskiego oddziału Fejsa niejaka Sylwia de Weydenthal.

Nie wiem co bierze i co pije Marta Kaczyńska, ale musi to być coś co nieźle telepie. Bo przecież inaczej nie da się wytłumaczyć jej ekstrawaganckiej wydawałoby się niezależności umysłowej. Jeśli Macierewicz zarządza (to nic, że wariat, wariatom w Polsce wolno więcej), że każdy apel będzie zawierał w sobie Ten Apel, pod Smoleńskiem, a stryjek Jarek to akceptuje, zaś potakiwacze potakują i dupy karnie zaciskają, więc sprzeciwianie się się tej woli musi być rodzajem ekstrawagancji.