Po wczorajszym objawieniu się pana prezydenta w telewizji, jest kilka wniosków ogólnych, nie nowych w sumie i jedno bardzo ważne spostrzeżenie. Mianowicie: pan prezydent rządzi już ponad rok i zupełnie nie kuma rzeczywistości. Oczywiście słowo „rządzi” jest słowem umownym, bo w zasadzie on tylko siedzi w fotelu pasażera, zaś kieruje zupełnie kto inny (bez prawa jazdy na dodatek).

Nie wiem jak wy, ale ja już się cieszę, że za dwa lata razem z panem prezydentem będę mógł świętować (obowiązkowo) 100-lecie narodzin Polski. Bo to jest ta idea, którą ktoś podpowiedział panu prezydentowi, a on jak zwykle skrupulatnie przekaz podał dalej. Acz nie obiecał, przynajmniej na razie, że ten kto nie będzie chciał świętować, nie pójdzie za odmowę siedzieć.

W sumie to nawet zabawna sytuacja. Kiedy prezydent kraju pytany o szczegóły dziwacznej nominacji mówi mniej więcej tak: „robię co chcę, nic wam do tego i nikomu z niczego nie muszę się tłumaczyć więc spierdalajcie”, no to sami przyznacie, że to śmieszne i tak zabawne jak dowcip czerstwy opowiadany przez wozaka. To ten poziom mniej więcej. I powiem wam, tak to jest słuszny kierunek. 

Wychodzę z założenia, że każdy kraj ma, albo może mieć  swojego Pitta i Jolie. Takich na jakich sobie zasłużył. Ale bądźmy uczciwi, Pan Duda to jednak nie pan Pitt. Co prawda też pije, pali i skacze na boki, ale to jednak nie Pitt. Jeśli już to mamy do czynienia z pozornym podobieństwem. Fizycznie to jednak – przyznać musicie – prawdziwa przepaść, to tak, jakby zestawić budyń malinowy z wytworną owocową sałatką i to jeszcze z bardzo egzotycznych owoców (czakam aż na ten konkretny temat wypowiedzą się Bywalczynie). Poza tym Brad nie ma ochroniarzy bo go ludzie lubią, a PAD ma ochroniarzy armię bo go nie lubią.

Prezydent poleciał sobie do Ameryki. Wspominam o tym, ponieważ jak wasz prezydent gdzieś wylatuje, to zawsze jest nadzieja że nie wróci. Do Ameryki prezydent lubi latać, ponieważ właśnie tam jest największe ilościowo środowisko ludzi którzy go lubią. Nawet w Polsce pan prezydent tak dobrze nie ma, bo tu lubią go zdecydowanie mniej. Ale oficjalnie to pan prezydent leci tam nie po to żeby go oderwane od życia polonusy łaskotały po jajeczkach, tylko żeby wziąć udział w sesji ONZ poświęconej uchodźcom. Darujemy sobie jednak obserwowanie tego wydarzenia, bo co pan prezydent ma do powiedzenia w sprawie uchodźców, to od dawna doskonale wiemy. Teraz być paru starych i wytartych frazesów wysłucha świat, o ile czegoś nowego pan prezydent nie nałga. A łgać to on lubi, oj lubi. I potrafi!

Apelując od dłuższego czasu o stuningowanie naszego prezydenta, o uczynienie go jeszcze bardziej perfekcyjnym, jeszcze bardziej atrakcyjnym i jeszcze bardziej obytym, tak aby świat był zadziwiony a my dumni, spotkaliśmy się wreszcie ze zrozumieniem. Ktoś uznał nasze racje i zrobił krok w dobrym kierunku. Oto do Warszawy został więc zaproszony jeden z godnych naśladowania przywódców, z którego doświadczenia czerpać można pełnymi garściami i od którego jest co się uczyć. Panie i panowie, geje i lesbijki, czarni, żółci i prążkowani, gościmy w Polsce wielkiego przywódcę narodu kazachskiego Nursułtana Nazarbajewa!