W roku 1962, podczas słynnego Soboru Watykańskiego, biskupi otrzymali wewnątrzkościelną instrukcję „Crimen sollicitationis”. Ten napisany po łacinie dokument odnosi się do licznych przypadków homoseksualizmu i zoofilii wśród duchownych, zwłaszcza zaś pedofilii, która w kościele przybrała rozmiary plagi. Dokument to w gruncie rzeczy recepta, jak być pedofilem i nie ponieść za to kary. 

Nasi księża, piszę „nasi”, bo księża to w tej chwili niewątpliwie nasze dobro narodowe, tak jak „dobrem narodowym” jest narodowa telewizja, otóż, ci księża są regularnie podtruwani a przy okazji otumaniani…winem mszalnym. Tak zwany UOKiK, skontrolował właśnie to wino i okazało się, że w zasadzie mamy do czynienia ze zwykłą siarą, bełtem i produktem winopodobnym. Wino marki „Wino” jest niejednokrotnie lepsze niż wino mszalne.

Pedofilia w kościele ma się dobrze, a kościelni pedofile triumfują. Biskupi przekonują, że problemu nie ma i zgrabnie (lub mnie zgrabnie) tuszują wszelkie takie przypadki. Wszelkie przestępstwa jakie wychodzą na światło dzienne, są wedle nich albo efektem „zorganizowanej nagonki na kościół” , albo też „manipulacją wrogich kościołowi mediów i środowisk”.

No wiec tak… W królewskim mieście Krakowie, pełnym smogu i twardo zarządzanym z drugiego rzędu przez pana kardynała Dziwisza, policja pojmała kolejnego pedofila w sutannie. Już trudno zliczyć który to z kolei. Pacjent ma 47 lat, zaś dziewczynka którą obrał sobie na oblubienicę zaledwie lat 9. Próbował ją wykorzystać dosłownie parę dni temu podczas wycieczki do Zakopanego.

biskup-151212-300Biskup Pacyfik… Atlantyk, czy być może jakiś Hujser – któryś z nich w każdym razie, choć najpewniej Pacyfik – mówi, że manifestowanie przeciwko „legalnie i demokratycznie przez naród wybranej władzy“, jest – uwaga – ciężkim grzechem i wszyscy którzy dzisiaj biorą udział w tej „przerażającej, lewackiej hucpie“ narażają się na ekskomunikę. No, taki klimat jest mniej wiecej w Polskiej Rzeczpospolitej Kaczyńskiej (w zasadzie powinienem to pisać z małej litery).