To z pewnością jedna z najgorszych wiadomości kończącego się roku. Z głębokim smutkiem i żalem, nawołując do jak najszybszego zainicjowania powszechnej narodowej żałoby informujemy, że żywota dokonał słynny program „satyryczny” Studio YaYo. Żył niczym promowane przez Chazana dziecko z poważną wadą genetyczną, niespełna pół roku i bardzo się męczył. Tę zwalającą z nóg informację przekazał via Twitter sam Ryszard Makowski (foto), ojciec owego potworka. Ponoć brakło pieniędzy na jego dalszą reanimację. Pewnie trafi teraz do nieba i będzie rozśmieszał Wojtyłę.

Polska ambasada w Waszyngtonie wykonując rozkaz nadesłany szyfrogramem z Ojczyzny, zorganizowała uroczysty pokaz filmu katastroficznego pod tytułem „Smoleńsk”. Pokaz został odpowiednio wcześniej nagłośniony, zaś szczególnie akcentowano fakt, iż jest to pokaz bezpłatny. Miało to być przynętą. Faktycznie do Landmark Theater Bethesda Row Cinema, waliły nieprzebrane tłumy, ale niestety publiczności tylko polskopochodnej.

Prorządowe, mainstreamowe już teraz media, realizując polecenia płynące z wydziału prasy, radia i telewizji KC PiS, zaatakowały czarny protest, zgodnie z instrukcjami go lekceważąc i wypisując pierdoły. To żadne zaskoczenie, jeno tradycja, bo zawsze  jak świat światem a Polska Polską, media partyjne, lub zanadto upartyjnione, wypisywały durnoty. No nikt mi dziś nie powie, ani nie przekona mnie, że taka choćby Trybuna Ludu była źródłem czystej prawdy i rzeczowej krytyki. Tradycja przeto nie umiera, klasę Trybuny trzymają i z dumą się z tym obnoszą wszelkiego typu Niezależne, Nasze Dzienniki czy inne Gazety Polskie Codziennie. Przy czym sprawiedliwie zauważyć należy, że kiedyś Trybuna była chociaż do dupy (permanentny brak papieru toaletowego), zaś dzisiejsi naśladowcy nawet do tego się nie nadają. 

Ania Appelbaum, prywatnie żona Radka Sikorskiego, naraziła się Pispolsce. A naraziła się dlatego, że na łamach Washington Postu, dla którego nota bene pracuje, przyznała się do błędu („In Poland, a preview of what Trump could do to America”), przyznała się, iż sześć lat temu bardzo się myliła, myliła się w sposób niewybaczalny wprost. 13 kwietnia 2010 roku, będąc pod wpływem wyjątkowych emocji po katastrofie i porównując to wydarzenie do Katynia napisała: „Tym razem nikt nie podejrzewa, że był to wynik spisku”. I tu bardzo się myliła i tej pomyłki teraz tak bardzo się wstydzi i bije się w piersi (fakt, nieduże) za przewiny swe i wyjątkową naiwność prosząc o wybaczenie.

Stało się! Wreszcie mamy to za sobą! Jak doskonale zapewnie wiecie, wczoraj w okolicznościach niejasnych, doszło do długo oczekiwanej premiery filmu fantazy w reżyserii Antoniego Krauzego pod złowieszczo brzmiącym tytulem „Smoleńsk“. Do premiery doszło w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie, co można oczywiście rozumieć i interpretować przynajmniej na dwa sposoby.

Drodzy parafianie, gorliwi wyznawcy religii smoleńskiej, oraz boga jedynego Lecha Aleksandra Kaczyńskiego, nowego Jezusa, Polaka a nie Żyda jak dotychczas… Tak jak Scorsese zrobił film o ostatnim kuszeniu Chrystusa, tak jego polski odpowiednik (tylko zdolniejszy) Karuze, zrobił film o ostatnim locie Lecha. Oskarowe (nie oskardowe jak niektórzy złośliwie twierdzą) dzieło, zostanie szerokiej publiczności objawione już za kilka dni, w przeddzień kolejnej smoleńskiej miesiączki i z pewnością będzie to największe i najdonioślejsze wydarzenie tego roku. Nawet spodziewane odesłanie do kąta, czyli zdymisjonowanie premierzycy Szydłowej, nie będzie w stanie tego przebić.